Bloog Wirtualna Polska
Jest 937 745 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

Pogoda

Gdańsk Pogoda nad ranem Piątek, 18 maja 2012
Przeważnie pochmurno ale bez opadów.
temp. max: +18 °C temp. min:  +7 °C
Wiatr pół-wsch. 10.8 km/h
Czynnik chłodzący wiatru: 16.16
Faza księżyca:
Wsch. słońca: 04:36 Zach. słońca: 20:50

Gdańsk - pogoda w kolejnych dniach

Kategorie

Dlaczego poseł Niesiołowski obsobaczył kamerzystkę Stankiewicz ?

wtorek, 15 maja 2012 14:56

Są granice przyzwoitego zachowania i granice dziennikarskiej nachalności. Wobec permanentnego przekraczania wszelkich granic incydent przed sejmem nie dziwi i wrzask wokół niego jest rozdętą polityczną rozróbą. Nie przepadam za posłem Niesiołowskim, bo ma niewyparzoną gębę i zanim pomyśli jak profesor, to palnie jak parobek. Z drugiej strony - rozumiem znerwicowanego sejmową pyskówką posła, zaatakowanego dociekliwymi pytaniami przez dziennikarkę Stankiewicz, podtykającą mu pod nos kamerę. Jeżeli polityk nie chce rozmawiać, dziennikarz powinien się usunąć, a nie wymuszać konwersację. Ze strony pani Stankiewicz wyglądało to trochę jak "polowanie" na politycznego zwierza, bo przecież wiadomo, że współpracuje z "Gazetą Polską", która nie należy do ulubionych lektur posła Niesiołowskiego. I stało się ! A właściwie, co takiego się stało ? Nic specjalnego i nic tak kryminalnego, co by się kwalifikowało do prokuratury i usunięcia posła z jego partii. A tego właśnie domagają się równie niewybredni w słowach posłowie PIS-u. Słusznie zdenerwowany nachalnością kamerzystki Stankiewicz, poseł wrogiej partii wypowiedział słowo "won", które z rosyjska oznacza tyle, co polskie kulturalne "precz"... Zaraz potem odepchnął kamerę od siebie. To wszystko. Pani Stankiewicz zachowała pełne uzębienie, nie posiada ran kłutych ani ciętych. Sprzęt także ocalał i można bedzie dalej podtykać go nadwrażliwym posłom z opozycji w celu hitowego newsa. Śmieszy i tumani to całe święte oburzenie i wołanie o standardy w polityce. Tam, gdzie panuje nienawiść i bezpardonowa walka o wladzę, nie da się ustalić i przestrzegać żadnych standardów. Najpierw emocje, potem gesty i słowa. Tak jest skonstruowany człowiek. Bez uzdrowienia emocji, które mieszają w rozumie, nasze "dialogowanie" nie wzniesie się ponad rynsztok. Trzeba cierpliwości. Samo nie przejdzie, ale będzie mniej bolało.


komentarze (1) | dodaj komentarz

Ja i Bułhakow w Kijowie

czwartek, 03 maja 2012 17:19

Kocudza pobiła Marylę !

czwartek, 03 maja 2012 17:12

wiadomość No i mamy nasz "hymn piłkarski" na EURO. Takie ludowe disco-polo. Proste do wyśpiewania, do wyklaskania i wyskakania przez kibiców. Że to nie żadne dzieło sztuki piosenkarskiej ? Zawsze można zagrać coś z Chopina. Z ponad dwustu nadesłanych utworów wybrano podobno najlepszą dziesiątkę. Jeżeli takie piosenki były najlepsze, to jako poziom reprezentowały te gorsze ? Strach pomyśleć. Uroczysty ponad miarę, konkursowy koncert był nieciekawy i na słabym poziomie wykonawczym. Jakby twórcy piosenek "na zamówienie" nie bardzo zdawali sobie sprawę, że tworzą dla stadionowej publiczności, która żyje swoistymi emocjami i zbiorowym rytmem. I że taka piosenka musi dać się bez kłopotu wyśpiewać przez kilkadziesiąt tysięcy kibiców. Czyli - żywy i prosty rytm, proste słowa / bez metafor / i prosta melodia, która od razu wpada w ucho i da się zapamiętać, zanim skończy się mecz. Stąd nieporozumienie i porażka zespołu Feel i Maryli Rodowicz. Feel nie potrafił odejść od swojego liryzmu i ambitnej rytmizacji, a Rodowicz, która już ma swoje miejsce w historii polskiej piosenki, powinna zejść ze sceny wzorem Adama Małysza, a nie uparcie trwać na niej przy słabnącym głosie i kolejnych operacjach plastycznych. Nie każda jest Tiną Turner. Na tym konkursowym bezrybiu prawdziwym rakiem okazał się zespół leciwych wiejskich gospodyń, które same napisały piosenkę i wykonały ją z werwą i na profesjonalnym luzie. Znani profesjonaliści dostali po nosie. Mała wioska Kocudza pobiła głośny Feel i "carycę polskiej piosenki". Dla mnie satysfakcja jest potrójna. Urodziłem się kilka kilometrów od sławnej teraz Kocudzy; zapuszczałem się w tamtejsze lasy i pola będąc dziecięciem...Brawo ! A wybrzydzacze i tak nie chodzą na mecze. Do filharmonii - także nie.


komentarze (0) | dodaj komentarz

Politycznie ślepa ulica.

sobota, 28 kwietnia 2012 17:55

Czekają nas kolejne przemarsze rozpalonych głów i omdlałych od dźwigania krzyży i transparentów słusznie patriotycznych rąk. Ta wściekła ulica ma już swoje trybuny i ekrany. Rzucanie cegłą w policjanta to przeżytek. "Prawo ulicy" najwyraxniej czerpie z najnowszej technologii. Chce wpływać na mózg, a nie na prostacką siłę mięśni. Każde uliczne słowo jest jak pocisk i jako "uliczne" specjalnie nie razi prymitywizmem i wulgarnością. Jest na swoim miejscu. Polityka uprawiana na ulicy nie może być inna jak "uliczna". Wyniosła się z sejmowego gmachu, bo tam przepisy przeciwpożarowe nie zezwalają na widowiskowe pochodnie i trybuna jest demokratycznie dostępna dla każdego. Nie można zawładnąć kawałkiem sejmu, ale kawałkiem ulicy można i to bez konsekwencji. Sukcesy Adolfa z Bawarii są nadal bezcennym źródłem inspiracji i nacjonalistycznego patosu. PIS sięgając po "prawo ulicy" i rzucając w rozgrzany emocjonalnie tłum hasła o zniewolonej Polsce i nielegalnej władzy, która współpracując z Rosją dopuściła się morderstwa, przekracza wszelkie granice politycznego protestu i sytuuje się na poziomie " IV Rzeszypospolitej". Dopuszczalne jest wyrażanie swoich racji i społecznego sprzeciwu poprzez manifestacje uliczne, ale w ramach politycznej i moralnej przyzwoitości. Wszystko ma swoja miarę. Tutaj jest ona niebezpiecznie przekraczana. Żeby nie dopuścić do jakże koniecznych reform, związki zawodowe nie chcą solidarnie umniejszyć swoje przywileje na rzecz ogólnego dobra, grożą sparaliżowaniem największej w Europie sportowej imprezy. Obrzydliwy szantaż wynikający z egoizmu i głupoty. Bo to nic innego, jak "podcinanie gałęzi, na której się siedzi". Brakuje wyobraźni i odpowiedzialności za cały kraj, a nie tylko za swój kawałek branżowego tortu. ---  Co gorsze: ulica wyraźnie umacnia koalicję PIS-u z Kościołem katolickim. Wyprowadza się wiernych na place i ulice przeciw rzekomej dyskryminacji katolików w tym kraju. Pretekstem może być próba likwidacji Funduszu Kościelnego albo nieprzyznanie dyrektorowi Rydzykowi miejsca na multipleksie, co godzi w jego interesy. Ale bojowe hasła dotyczą przede wszystkim "ataku na wiarę naszych ojców i na całą ojczyznę". Wrzeszczy się o zagrożeniu wolności wyznawania religii i swobody jej praktykowania. Co takiego zagraża Kościołowi ? Z ambon słychać, że zagraża mu państwo "nie nasze". Ale Kościół walczy ! Katecheza jest nadal w szkołach, krzyże wiszą w urzędach, ustawa antyaborcyjna bez zmian, in vitro nie przejdzie, katolickie sumienie przeniosło się juz do aptek i skutecznie walczy z pigułką i prezerwatywą, a hierarchowie jak przed wiekami obsiadają pierwsze rzędy w czasie państwowych uroczystości. Kościół ma się coraz lepiej. Wizja zagłady wiary i katolików jest fikcją i gigantyczną manipulacją na wierzącym, za którego myśli i czuje jego proboszcz. Skąd się bierze ten religijny pociąg do ulicznych imprez ? Może stąd, że idą ciężkie czasy i Kościół będzie musiał nieco upuścić ze swego bogactwa. Postępuje laicyzacja i kurczy się "rząd dusz". A atak to najlepsza obrona. Wiosna i lato obrodzą w uliczne protesty. Oby nie polała się krew. A załatwianie swoich spraw na ulicy zawsze kończy się przegraną i kompromitacją, jak załatwianie potrzeby na chodniku. I kto to będzie sprzątał ? Chyba nie Niemiec ?


komentarze (1) | dodaj komentarz

W co gra z nami Rosja ?

środa, 18 kwietnia 2012 8:50

Rosja gra z nami w klipę. To gra polegająca na podbijaniu kijkiem klinowato zaostrzonego drewienka. To "drewienko" nazwę "destabilizacją wewnętrzną Polski" przez PIS "klinowato zaostrzoną"... Prościej : Rosji opłaca się ta gra na zwłokę. Wszyscy chcemy znać prawdę o katastrofie smoleńskiej. Mimo kilku oficjalnych raportów i wielu oświadczeń ekspertów mnożą się wątpliwości. Jarosław Kaczyński publicznie oskarża Rosję o zamach. Na razie na podstawie domniemań i teoretycznych analiz, bo faktyczne dowody są podobno w rosyjskich rękach. Nie ma oryginalnych nagrań ze skrzynek i nie mamy wraku samolotu, co pozwoliłoby znaleźć niezbity dowód na eksplozje w samolocie, zanim uderzył w ziemię. Cóż, kiedy Rosjanie wypucowali na biało wszystko to, co zostało z tupolewa i ten wrak ma już tylko znaczenie symboliczne. Myśląc logicznie, te "dowody' są w tej chwili nic nie warte. Jeśli rzeczywiście byłby to zamach, to dowody już dawno zostałyby zniszczone, a świadkowie zniknęliby gdzieś tam... Naiwnością Kaczyńskiego i PIS-u jest przekonanie, że zwrot tych dowodów potwierdzi zbrodnię Rosji na miarę tej katyńskiej. Póki co PIS wykorzystuje opieszałość Rosji i oskarża premiera Tuska o zdradziecką bezwolność w tej sprawie, a nawet o zbrodniczą współpracę. Jarosław Kaczyński nigdy nie miał do dyspozycji tak mocnej broni przeciwko politycznym przeciwnikom. I "strzela". Często kulą w płot. ----  Dlaczego Rosja nie chce nam oddać tego, co nasze ? Czego się boi ? Rosja niczego się nie boi. Ani światowej opinii publicznej, ani międzynarodowych sankcji, ani pogróżek USA, ani tym bardziej naszych najostrzejszych reakcji. Nawet udowodniony zamach "spłynie po niej jak po kaczce". Co jej kto zrobi ? Po co Rosji ten polski "złom" ? Ano po to, żeby rozgrywać rękami PIS-u nasze wewnętrzne konflikty. Dopóki "dowody" są w jej rękach, dopóty PIS będzie atakował rząd i premiera oraz osłabiał kraj i naszą pozycję międzynarodową. I tak Jarosław Kaczyński staje się sojusznikiem Rosji w rozbijaniu naszej narodowej wspólnoty. Zaślepiony żądzą odwetu nie widzi, że jest narzędziem w rękach śmiertelnego wroga. Tragiczna ironia losu ! Kiedy "dowody" wrócą do Polski ? Wrócą, gdy Kaczyński i Tusk padną sobie w ramiona i zabiorą Rosji "drewienko w tej klipie". Tylko razem można coś ugrać. Ale na to się nie zanosi.Nie jest to na rękę żadnej ze stron. Dlatego Smoleńsk będzie jak rana zalewana wrzątkiem nienawiści. A Polska coraz bardziej podzielona jak Wielki Rów Afrykański. Ot, co...


komentarze (0) | dodaj komentarz

Ale kino !

czwartek, 12 kwietnia 2012 10:39

:-% Mamy do czynienia z medialno-internetowym widowiskiem dla żądnych sensacji. Jest kryminalna intryga, tragiczna miłość, rodzinna tajemnica i unoszący się nad tym wszystkim detektyw - Anioł Stróż. Są publiczne występy, popisy i interpretacyjne akrobacje... Jest krętactwo, obłuda i manipulacja mediami. Czego tu nie ma ! Jest nawet dbałość o to, żeby bez przerwy coś się działo. Dobre widowisko zasadza się na wartkiej akcji. I akcja jest od samego początku. Wymyślone "porwanie dziecka na ulicy przez tajemniczego mężczyznę w kapturze". Matka nic nie wie, bo została walnięta... Sceny płaczu, wezwań do zwrotu dziecka, powściągliwy ból w świetle kamer... Wszystko tu wiarygodne / nawet dla szczwanego detektywa /, chociaż "zagrane". Niemal cały kraj rusza na poszukiwanie małej Madzi. Coś w tym jest, że najłatwiej manipuluje się ludźmi używając do tego jakiegoś "nieszczęścia" / vide: katastrofa smoleńska /. ----  I nagle zwrot w akcji. Detektyw Rutkowski, opiekuńczy duch poszkodowanych rodziców, przy pomocy swojej magicznej kamery "wyciąga" z młodej matki straszliwą tajemnicę: przyczyniła się nieumyślnie do śmierci własnego dziecka. Ale gdzie jest Madzia ? Nie dowiadujemy się tego od razu. Trwają poszukiwania, chociaż sprawczyni wie, gdzie trzeba szukać. I nie wygląda na wariatkę. Po prostu, realizuje swój dramatyczny scenariusz. Martwą Madzię odnaleziono w parku, przysypaną gruzem i śmieciami; potraktowaną gorzej niż zdechły pies. Czy policja, jak to ma w zwyczaju i obowiązku, zaaresztowała wyrodną matkę ? Ale skądże ! Policja coś tam bada i przygląda się, co kombinuje operatywny detektyw bez licencji. I to jest kolejne zaskoczenie, które wzmaga napięcie. I kolejna niespodzianka: oszukany detektyw, zamiast spakować manatki, wchodzi w rolę "opiekuna-strażnika-chlebodawcy". Na oczach opinii publicznej "porywa" do łódzkiego apartamentu niedoszłe ofiary społecznego oburzenia. Ofiaruje im nowe, wspaniałe życie ! W nagrodę za co ? Za reklamę własnej osoby w mediach. To, co najciekawsze, dzieje się teraz w ukryciu, pod osłoną zamaskowanych ochroniarzy, w luksusowym apartamencie. Co też tam się dzieje, zastanawia się cała zasmucona Polska ? Ale reżyser-detektyw, który teraz przejął inicjatywę, doskonale wie z kina, że nie można przeciągać sytuacji: "tajemniczy apartament", bo widowisko straci na atrakcyjności i znuży społeczeństwo. A policja bada i przygląda się. --- Żeby dalej coś się działo w mediach, Rutkowski wymusza na matce Katarzynie, żeby poddała się badaniu wariograficznemu na prawdomówność. Ona zaś, co było do przewidzenia, ucieka z apartamentu, zostawiając miłosny list do męża, który od początku tej historii zachowuje się tak, jakby go wcale nie było. Poczym winna-niewinna matka próbuje się otruć w parku tabletkami. Melodramatyczne, ale jakoś bez powszechnego współczucia. A policja bada i przygląda się. ----  Ostatni, jak na razie, zwrot akcji, to nagła iluminacja umysłowa detektywa Rutkowskiego, który w "Fakcie" zasłużył na obszerny wywiad, w którym / nie do wiary ! / przyznaje, że "ta kobieta to człowiek bez twarzy" i uważa, że "to wyrafinowane, zakłamane dziewuszysko". Teraz mocno upubliczniony detektyw zapowiada wszczęcie własnego śledztwa / kolejnego ? /. A policja bada i przygląda się. ----  Co zrobi teraz porzucony mąż, Bartłomiej Waśniewski ? Czy jego matka słusznie wierzy, że syn "uleczy się" z miłości ? Co się stanie z grzeszną Katarzyną ? Dowiemy się niebawem w następnych odcinkach. A policja bada i przyglada się. ----  A może, kurna, to robota Ruskich ?


komentarze (2) | dodaj komentarz

Humanitaryzm zakręcony !

środa, 11 kwietnia 2012 11:49

0:-)  Terroryzm jest ohydną zbrodnią, bo uderza najczęściej w ludzi przypadkowych, niewinnych i nie mogących się bronić. Terroryści to głównie religijni fanatycy, którzy działają poza wszelkim ludzkim prawem. Czy to prawo powinno ich ochraniać ? Nasz świat tak się komplikuje i brutalizuje, że szczytne XV-wieczne zasady humanizmu trzeszczą w posadach. Takie humanistyczne cechy i wartości, jak skupienie naszych zainteresowań na ludzkich problemach, uszanowanie godności człowieka, troska o jego wolność, szczęście i swobodny rozwój, służą najczęściej politycznej demagogii. Mamy co prawda "humanistów", ale powszechnie kojarzą się oni z absolwentami uniwersytetów. Od kilku dni "humanitaryzm" rozhulał się w polskich mediach, wzdął policzki polityków i rozsierdził "niezależnych" prokuratorów. Chodzi o to, że Amerykanie podrzucili nam kiedyś paru terrorystów do przechowania, i że podobno ktoś ich torturował. A podrzucać w tajemnicy konstytucyjnie ponoć nie wolno, a tym bardziej walić po pysku bandytów, którzy pozbawili życia kilka tysięcy ludzi w World Trade Center, w Londynie i w Madrycie... To niehumanitarne - powiadają moralni nadwrażliwcy. Nie ważne dla nich zobowiązanie państwa wobec sojuszników z NATO i wspólpraca w walce ze światowym terroryzmem. Według nich rząd powinien publicznie ogłosić, że mamy u siebie bańdziorów za przyzwoleniem całego oświeconego narodu, narażając nas tym samym na terrorystyczny odwet. Trzymanie ich w tajemnicy narusza naszą narodową suwerenność. Logika sennego idioty, polegującego  na prawicowym boku ! Jak to u nas na porządku dziennym, nastąpił "przeciek", czyli ktoś ze służb specjalnych wziął łapówkę od jakiegoś redaktora "śledczego". Bo liczy się "news", a nie zdrowy rozsądek. Sprawa odżywa po kilku latach. Komu to potrzebne ? Wygląda na to, że PO próbuje odwrócić uwagę od problemów, z którymi nie daje sobie rady, a jednocześnie chce dołożyć SLD, stawiając jego prominentów przed Trybunałem. Prokuratorzy, majacy ważniejsze rzeczy do roboty, myszkują w Konstytucji, jak to jest z tym "utajnieniem" , no i muszą znaleźć jakieś odcięte terrorystyczne palce albo uszy, bo inaczej nici z tortur. Humanitaryzm rozdyma Palikota do rozmiarów jego prezerwatywy, a ta "hańba", którą wykrzykuje, to rzucony w Millera kamień i zachęta dla jego ideologicznie chwiejnych kolegów. Wszystko to i śmieszne, i głupie. Zajmie trochę czasu. Naród ma to głęboko... Terroryści nas polubią. Nie wiem, czy z wzajemnością. Humanizm dał o sobie znać, bo istota ludzka ważna jest. Jak każdy polityk.


komentarze (0) | dodaj komentarz

Furczy pod sutanną !

sobota, 31 marca 2012 11:45

serce Natura ciągnie wilka do lasu.Nie da się tak do końca zapanować nad ludzkimi instynktami, skłonnościami i biologicznymi potrzebami. Często biorą nad nami górę. Jeżeli przy tym nie krzywdzimy innych, mamy prawo do własnego dramatu. Osobiście nie mam nic przeciw homoseksualistom. Takie genetyczne zawirowanie to przecież nie ich wina. Ważne, jaki się z tego robi użytek. Jest wiele środowisk społeczno-zawodowych, które charakteryzują się większą i wyraźną podatnością i podażą na tego typu zachowania. Artyści / zwłaszcza tancerze i projektanci mody /, skoszarowani żołnierze, marynarze, więźniowie... Także duchowieństwo Kościoła katolickiego. Z punktu widzenia religijnej doktryny, ci pierwsi żyją w grzechu, potępiani przez Kościół, duchowni zaś popełniając ten sam grzech, żyją jakby bez grzechu. Mój znajomy na wieść o skandalu pedofilskim amerykańskich kardynałów zupełnie zaskoczył mnie pytaniem:"Jeżeli taki kardynał, który jest najbliżej Pana Boga, nie boi się "sądu ostatecznego", to może wie, że z tym Bogiem to lipa ?"  To nie jest naukowy dowód na nieistnienie Boga, ale jakaś logika w tym jest. ----  W końcu nie udało się w tej materii utrzymać zmowy milczenia wbrew narastającym faktom i Kościół musiał coś z tym zrobić. Zrobił pierwszą w swej długiej historii międzynarodową naradę w gronie zainteresowanych na temat walki z pedofilią. Homoseksualizm i małżeństwa księży nadal są "zamiatane pod kościelny dywan". Punktem wyjścia do dyskusji stał się list Benedykta XVI skierowany do katolików Irlandii po pedofilskiej aferze księży, nadużywających seksualnie dzieci. Zapowiedziano walkę z tym zjawiskiem "w trosce o ofiary". W imieniu Kościoła i pedofili odprawiono liturgię pokutną z przeprosinami z symboliczną 15-minutową ciemnością za grzechy i żeby nie było widać, kto zarumienił się ze wstydu. ----  Ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski w wywiadzie dla "Super Expressu" ma odwagę powiedzieć:"Uważam, że trzeba opisać prawdę w sprawie homoseksualizmu w Kościele". Też tak uważam , ale jak to zrobić, skoro zaraz dodaje:"Watykanem trzęsie lobby homoseksualne", czyli mafia zboczeńców. I nie mówi tego żaden zaciekły ateista, ale przyzwoity i inteligentny ksiądz, któremu rozmaite stosunki wewnątrz Kościoła nie są obce. To "lobby homoseksualne" podobno stwarza różne bariery wokół papieża i ma wpływ na decyzje personalne. Rozumiem z tego, że może faworyzować i chronić osoby duchowne, łamiące prawo boskie i ludzkie. Dalej ksiądz Zaleski powiada:"Myślę, że problem homoseksualizmu pojawia się w Kościele dość często. Środowisko, w którym są sami mężczyźni zobowiązani do celibatu...W naturalny sposób lgną do niego mężczyźni o skłonnościach homoseksualnych".  To na chłopski rozum znaczy, że celibatu wprowadzonego po to, żeby nie uszczuplić kościelnego majątku przez utrzymywanie rodzin księży, nie da się nadal ruszyć przy takim parciu Kościoła na kasę. Iście gordyjski węzeł - pieniądz kontra chuć. Jak to tam zwał, dopóki Kościół nie zezwoli swoim sługom na ożenek i naturalne zaspokajanie biologicznych potrzeb / w czym nie ma nic złego /, dopóty napaleni duszpasterze będą się parzyć i napadać na niewinne duszyczki. A wierni, jak to wierni, przymkną kolejny raz oko, ale nie uwierzą. Bo wiara ma to do siebie, że wierzy się, zeby wierzyć i już.


komentarze (4) | dodaj komentarz

Wziąć od tyłu "Belvedere" ?

czwartek, 29 marca 2012 13:57

;-P Mamy zatrzęsienie reklam na marnym poziomie. Wyobraźnia "reżyserów" ogranicza się do operowania ponętnymi panienkami, rezolutnymi dzieciakami, wdzięcznymi zwierzakami i Markiem Kondratem. Inteligentny telewidz nie traktuje tego poważnie, bo jeśli coś wymaga reklamy, to jest tyle warte, co bezzębna żona na trzepaku. Telewizja bierze to, jak leci, bo inaczej zginie. Rzadko zdarza się reklama, która wstrząsa całym krajem i w dodatku uważanym za światowe mocarstwo. Na facebookowym profilu ukazało się zdjęcie reklamujące produkowaną w naszym Żyrardowie wódkę "Belvedere", która cieszy się w USA niebywałym wzięciem. Co tak zszokowało nawykłych do dziwactw i dewiacji Amerykanów ? Na zdjęciu sympatyczny, roześmiany facet obejmuje od tyłu przestraszoną facetkę. I napis: "W przeciwieństwie do niektórych osób Belvedere zawsze wchodzi gładko". Rozumiem, że "wchodzi do gardła", chociaż brzmi to dwuznacznie w zestawieniu ze zdjęciem. Purytańscy Amerykanie odebrali zawartość tej reklamy jako dobieranie się mężczyzny do kobiety od tyłka. Uznano to za "gwałt", chociaż pozycje obojga nawet nie sugerują, że chodzi o penetrację... Wygląda to raczej na koleżeński żart. Mężczyzna jest rozbawiony, a kobieta wyraźnie zaskoczona . Cienia erotyki. Ani w twarzy, ani w gestach, ani w kostiumie... Reklama nie ukazała się w prasie, zniknęła z serwisów Fecebook i Twitter. Rozpoczął się ogólnonarodowy bojkot wódki i jej francuskiego producenta. Organizacja RINJ, walcząca z obrazami przemocy i gwałtu w mediach, rozkręciła kampanię przeciw sprzedaży Belvedere. Producent wódki stokrotnie przepraszał i kajał się przed zranionym moralnie społeczeństwem. Nie koniec na tym: internauci wytropili, że zdjęcie użyte w reklamie jest skradzione. Jest to kadr z internetowego filmiku z serii "Niezręczne momenty" i nie ma nic wspólnego z gwałtem. "Głodnemu chleb na myśli". Widać, że każde "zajście od tyłu" kojarzy się Amerykanom z bzykaniem. A ja myślałem, ze raczej z akcją marines na tyłach wroga. Nam takie reklamy nie grożą. Wódka bez tego "wchodzi gładko". A co do tego "z przodu-z tyłu", to już rzecz gustu i okoliczności. Sojusznik widać nie nawykły i to nim wstrząsa.


komentarze (8) | dodaj komentarz

Dorabianie na bananie czyli "uniwersytutki"...

wtorek, 27 marca 2012 12:17

serce Wiadomo nie od dziś, że damskie ciało sprzedaje się fantastycznie. Jak niezawodny proszek do prania firmy Amway... A to dzięki wszetecznej chuci, jaką obdarzyła nas Natura, upadkowi katolickiej rodziny, niemocy duszpasterzy, niepewnej przyszłości, kulturze adrenaliny i... uniwersytetom. Całkiem świeże zjawisko na naszym rynku to zdobywanie wiedzy na uczelni połączone z pozyskiwaniem erotycznych klientów. Nadano mu angielską nazwę "sponsoring", co uczenie kamufluje najzwyklejszą prostytucję. Młode studentki, głównie humanistki / ? / z uniwersytetów, utrzymują z uporem, że nie chodzi tutaj tylko o bezpieczny i młody seks, ale przede wszystkim o mądre rozmowy i pewien rodzaj psychoterapii / przodują psycholożki ! / dla zmęczonych rodziną i podeszłym wiekiem "pacjentów". Znalazł się nawet profesor ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej we Wrocławiu, który to dogłębnie zbadał. Wyszło mu, że 20% polskich studentek dorabia sobie własnym ciałem, zamieszczając uprzednio stosowne ogłoszenia w prasie i na portalach w sprawie godziwego sponsora. I nie są to wcale panienki przymierające głodem w akademikach, ale całkiem zamożne i z dobrych domów. Podobno szukają nadzianego "tatusia", bo mamy kryzys ojcostwa i coś tam. Ponadto lubią się zabawić za cudzą forsę, dowartościować, dostać w prezencie mieszkanie i zabezpieczyć sobie przyszłość po do niczego niepotrzebnym dyplomie. No i najważniejsze, że przy tej robocie nie kurzy się... Pracują cieleśnie za stawki albo pensje. Od 150 do 200 zł. za spotkanie i do 1000 zł. pensji miesięcznie. Jeszcze prezenty, wczasy ze sponsorem i inne takie. "Uniwersytutki" najtańsze są podobno w Łodzi / 135 zł. za godzinę /, w Gdańsku drożej / 160 zł. /, najdrożej w Warszawie / 200 zł./. Intensywnie sponsorowana  wyciągnie nawet 15 tys. zł. miesięcznie, zdając po drodze zaliczenia i egzaminy. Każda uprawia ten proceder po kryjomu i każda chce kiedyś założyć przyzwoitą rodzinę. A wszechstronna edukacja zawsze się przyda. Uczeni w mowie i w piśmie powiadają, że to taki znak naszych czasów. Skoro już małe dziewczynki usiłują sprzedać swoje dziewictwo w internecie, wysyłając swoje nagie fotki, to coś musi być na rzeczy. Ciało rzeczywiście stało się chodliwym produktem. No i, trawestując K. C. Norwida, po to ono jest, "by zachwycało do pracy". Jakiejkolwiek. Nie ?


komentarze (92) | dodaj komentarz

?

piątek, 23 marca 2012 11:39

Co twoja kobieta nosi w torebce ?

piątek, 23 marca 2012 11:24

:-o  Nie wypada grzebać w cudzych rzeczach. Ale tak z męskiej ciekawości warto pogrzebać w damskiej torebce. "Moja torebka świadczy o mnie". Znajdują się w niej prawdziwe "skarby" i "niezbędniki" wiele mówiące o właścicielce. Kobiety noszą różne, nawet najdziwniejsze rzeczy. Dokumenty, klucze, kosmetyki, komórki, listy miłosne, rybie łuski, zdjęcia... Nawet seksowną bieliznę ! I tutaj zalecałbym mężom powściągliwość w przeszukiwaniu, bo może się to źle odbić na współżyciu. Niedawno zrobiono na ten temat całkiem poważne badania, których wyniki opublikowano w "Daily Mail". Wyszło z tego, że aż 40% kobiet nosi w torebkach seksowną bieliznę. Jakieś koronkowe majteczki, fikuśne pończoszki, skąpe staniczki itp. Zdarza się to także u nas, czego dowodem jest wypowiedź aktorki Katarzyny Glinki, która w wywiadzie dla "Twojego Stylu" zdradziła, że nosi majtki w torebce, ale "nie wie, co one tam robią". Ano właśnie - co one tam robią ? Odrzućmy roztargnienie, bo ono raczej nawiedza panie, kiedy "nie wiedzą, co mają na siebie włożyć". Majteczki wrzucają do torebki z określonym zamiarem i "na wszelki wypadek". Żadna nie udaje się do zakładu pracy w seksownej bieliźnie pod garsonką. Chyba, że szef gustuje w takich rzeczach, ale to całkiem inny temat. Zazwyczaj wkłada pod spód coś wygodniejszego, "nie pijącego", tańszego i niezbyt atrakcyjnego / dawnymi czasy człowiek sporo się na rozbierał, to wie /. Nie twierdzę, że to jakieś "barchany". Poza tym sporo kobiet nosi bieliznę korygującą sylwetkę, która niczym pancerz spłaszcza brzuch, modeluje tyłek, podnosi i powiększa piersi. Wstyd się w takim "oprzyrządowaniu" pokazać mężczyźnie w intymnej sytuacji. Co innego własnemu mężowi, bo i tak nie zauważy. Zresztą, on już swoje wie. Zapobiegliwa dama, będąc w mieszkaniu kolegi lub nieznajomego, zawsze może skorzystać z łazienki i zamienić bieliznę na bardziej stosowną do figo-fago. Czy z tego wynika, że mężczyźni powinni nosić w swoich teczkach stringi i sztuczny zarost ? Niekoniecznie. Zakładając, że żony częściej grzebią w naszych teczkach, zalecałbym w najgorszym razie przechowywać w nich majteczki żony, co pogłębia uczucie. Ale wyraźnie oznakowane, bo będzie kłopot.


komentarze (30) | dodaj komentarz

Sól ci w oko !

poniedziałek, 19 marca 2012 18:41

:8 Polak potrafi ! Nie pierwsze to oszustwo w handlu i nie ostatnie. Są pazerni spryciarze, którzy " z piasku ukręcą bicz" na klienta. A klient łyka sól z piaskiem albo jajo z ryby. I jeszcze wmawia mu się, że to nie jest szkodliwe. Taki handlowy oszust rodzi się i żeruje nie tyle na naszej naiwności i niewiedzy, ile na naszej mentalności. Większość z nas nie przywiązuje wagi do jakości produktów. Kierujemy się głównie ceną. Zaoszczędzenie na zakupie traktujemy jak sukces. Często mówimy, że nas nie stać na porządne rzeczy. Ale czy stać nas na tandetę ? Produkt szkodliwy dla zdrowia to cichy zabójca , który ma społeczne przyzwolenie. Nasza "mentalność taniego produktu" stwarza zapotrzebowanie na buble. Producenci i pośrednicy wykorzystują to, produkując i rozprowadzając liche i często szkodliwe dla zdrowia produkty spożywcze, kosmetyki, chemię gospodarczą itp. Spory w tym udział ma presja supermarketów, które wymuszają ten tani produkt na producentach, żeby obniżać ceny w walce z konkurencją. Dlatego  już nie dziwi, ani nawet nie oburza "afera solna". To, że paru cwaniaków rozprowadzało sól przemysłową, którą sypie się na drogi, jako sól spożywczą, którą zjadamy w wędlinach, rybach, w pieczywie... Jakoś trudno uwierzyć w to, że odbiorcy tej zanieczyszczonej soli, producenci wędlin, przetwórcy ryb i piekarze nie byli świadomi, co dosypują do swoich produktów. Ta sól, gromadzona w prymitywnych i niehigienicznych warunkach, nie została przywieziona z kopalni soli, ale jest produktem ubocznym produkcji chloru ! Wyniki ekspertyz mają nas uspokoić. Ciekawe, że nikt nie chce ujawnić nazwisk hurtowników i producentów, do których trafiła ta sól. Proces dochodzenia do skandalicznej prawdy formalnie utajniono. I zapadła śmiertelna cisza. Nie koniec na tym. Mamy kolejną aferę spożywczą. Jedna z firm w Wielkopolsce / ach, ta zaradna Wielkopolska ! / podrabiała susz jajeczny, który niewiele miał wspólnego z prawdziwymi kurzymi jajami. Wytwarzano go z suszu rybiego, który dla nadania autentyczności był barwiony na żółto kurkumą i wzbogacany wapniem. Właściciel firmy z Kalisza dostarczał ten "jajeczny" susz do piekarni, ciastkarni, do zakładów produkujących makarony i wędliny. Kładę głowę na pustym talerzu, że produkt okaże się nieszkodliwy i nazwiska utajnione dla dobra gospodarki narodowej i honoru polskiego producenta. Tylko, co tu teraz zjeść, żeby przeżyć i doczekać... Czego ?


komentarze (1) | dodaj komentarz

x

wtorek, 13 marca 2012 10:28

Fajnie !

sobota, 10 marca 2012 10:25

Mój wiersz "Przecież...", widniejący teraz na portalu "pisarze.pl" jest właśnie pokazywany na monitorach na stacjach warszawskiego metra... Fajnie !


komentarze (2) | dodaj komentarz

Zarządzanie ogólnonarodowym smutkiem...

sobota, 10 marca 2012 9:40

Ktoś kiedyś wymyślił, że prezydent będzie dysponował państwowym smutkiem i wyznaczał dni żałoby dla całego kraju, jeżeli wydarzy się coś tragicznego. Taka "żałoba narodowa" to czas bez rozrywki. Nic nie może ludzi bawić. I tyle. Zamyka się wszystko, co odpędza smutek. Rozumiem, że chodzi tutaj o podkreślenie wagi tragicznego zdarzenia, okazanie solidarności z poszkodowanymi rodzinami, zmobilizowanie narodu do złączenia się myślą i emocjami z tym, co się stało. Kondolencje i wsparcie samych władz państwowych nie wystarczą. Muszą być wyznaczone dni. Im większa katastrofa, tym dłuższy okres żałoby. Chociaż niekoniecznie, bo taka "powódź tysiąclecia" w 1997 r. i tsunami w południowej Azji w 2005 r. / zginęło 300 tys. ludzi ! / prezydent wycenił na 1 dzień żałoby, a zawalenie się dachu hali w Katowicach w 2006 r. i pożar hotelu w Kamieniu Pomorskim - na 4 dni. Ważne jest także, kto został ofiarą. Żałoba po śmierci Jana Pawła II trwała 7 dni, a po katastrofie smoleńskiej - 9 dni. Katastrofy w kopalniach Halemba i "Wujek" zasłużyły zaledwie na 2 dni. Widać, że kryteria mają charakter spontaniczny i polityczny. Co naród robi w okresie żałoby narodowej ? Robi to samo, co zawsze. Może trochę więcej dyskutuje i psioczy na telewizję, która cały dzień pokazuje te same tragiczne obrazki. Czy to narodowi potrzebne ? Wątpię. Co więcej, taka okresowa żałoba narodowa dyskryminuje i uderza finansowo w określone instytucje i grupy społeczne, narażając je na wymierne straty. Dlatego nie dziwi mnie irytacja artystów, narzekających, że utracili zarobki i instytucji kulturalnych, które straciły wpływy i zawiedzionych widzów. Dziwi mnie natomiast, że nie nakazuje się zamykania restauracji, miejskich parków i lunaparków, sejmu... wszelkich innych miejsc, gdzie można się pośmiać. Czy to aby nie nadaje się do Trybunału ? Pomysł z żałobą narodową służy przede wszystkim politykom. Żeby pokazać, że są razem z nami w nieszczęściu, do którego sami przyłożyli rękę. Przez brak decyzji, błędy i zaniechania. Dowodem niech będzie katastrofa smoleńska i ostatni wypadek w Szczekocinach. Cóż, łatwiej ogłosić żałobę, niż zadbać, żeby nie było potrzeby jej ogłaszać. Patrząc na to, co się dzieje, żałobno-prezydencki serial będzie kontynuowany. A niech tam !


komentarze (1) | dodaj komentarz

Rutkowski - show !

piątek, 02 marca 2012 13:08

W tej tragicznej historii za dużo rodzinnych tajemnic i wątpliwości. Jedno jest pewne: o Katarzynie i Bartłomieju Waśniewskich głośno w całym kraju. Wiemy, jak mocno się kochają, jak są godni współczucia, jak pragną nowego życia... Za życie Madzi ! Diabli wiedzą, ile w tym autentycznej osobistej tragedii, a ile wyrachowania i cynizmu / czy zasypałbym swoje dziecko gruzem i śmieciami ? /. Nie potrafię im współczuć. Cała ta sprawa śmierdzi. Może by to wszystko zupełnie inaczej wyglądało, gdyby nie wpakował się w to "detektyw" Rutkowski ? To on kręci ten serial dosłownie i w przenośni. Dorabia szlachetną ideologię do pospolitego przestępstwa. Krzysztof Rutkowski ma ambicję, żeby wypromować się na detektywa wszechczasów i przy okazji dać po nosie policji, z którą od dawna ma na pieńku. Jest niekonwencjonalny, bezczelny, wścibski i zakochany w mediach. Namiętnie robi filmy z tego, co robi. Wie, że kamera obezwładnia podejrzanego i tak "obezwładnił" biedną Kasię, wyciągając od niej przyznanie się do winy. Osacza ofiarę dobrocią. Potem rozgłasza, że jest lepszy od organów ścigania. Co podchwytują media i rozgłos gotowy. Poza grą z mediami, Rutkowski prowadzi gre w "szlachetność i wsparcie bliźniego swego". Wychodząc ze słusznej tezy, że "nie da się żyć, czekając na wyrok pod pręgierzem" rozgłasza, ze pomoże rodzicom Madzi, "by mogli zbudować swój świat na nowo". Wprowadzi ich w nowe, przyjazne środowisko i znajdzie pracę. Luiza Kobyłecka, jego narzeczona i była zakonnica, potwierdziła, że Kasia i Bartłomiej zamieszkają w 150-metrowym apartamencie / rodzina rozwojowa ? /. Nie będą płacić za czynsz i media ! Cóż, nie namawiam matki wychowujące w nędzy swoje niemowlęta, żeby je "wyślizgiwały" zręcznie z kocyków, bo spolegliwemu detektywowi może zabraknąć kasy na apartamenty...Tak czy owak, korzyści po stronie Waśniewskich i Rutkowskich są ewidentne. Młodzi wyrwali się z biedy i szarości Sosnowca, zdobyli "sławę", będą urządzeni na całe życie. Głośny detektyw zapracuje w końcu na prawdziwy serial telewizyjny "Śmierć Madzi" i zostanie artystą. Co widać, słychać i czuć. I tak oto wszyscy są zadowoleni, a małej Madzi zostało tylko "wieczne odpoczywanie".


komentarze (5) | dodaj komentarz

?

czwartek, 01 marca 2012 9:52

Seks dobry na wszystko !

czwartek, 01 marca 2012 9:46

! Od wieków wiadomo, że seks jest sprawdzonym sposobem na bezrobocie. Wydaje się, że taka myśl oświeciła warszawski Urząd Pracy, który przedstawił odważną ofertę dla bezrobotych kobiet. Oferta dotyczyła pracy w nocnym klubie dla mężczyzn. Dla bezrobotnych kobiet i dorabiających na boku mężatek taka praca to nie nowina, ale żle się kojarzy i jest wątpliwa moralnie. Nie wiemy na czym dokładnie miałaby polegać taka praca. Tego typu usługi cechuje bowiem nieustanny rozwój i warsztatowe wyrafinowanie. Wiemy, że powyższy Urząd zaproponował nieprzyzwoicie niską pensję - 1500 zł. Żadna przyzwoita kobieta na to nie pójdzie, chyba że z desperacji. Zdesperowana, albo i nie, bezrobotna musiałaby stawić się przed komisją kwalifikacyjną / z choreografem ? / i udowodnić na piśmie trzyletnią praktykę w zawodzie tancerki w podobnych nocnych klubach oraz biegłą znajomość języka angielskiego / wszak język też pracuje /. Może chodzi tutaj o złagodzenie skutków bezrobocia wśród tancerek Opery Narodowej; albo może o "uratowanie duszy" tancerek z sex-klubów / nie za takie pieniądze ! /, a także o atrakcyjną ofertę dla jurnych kibiców, którzy zjadą do nas na EURO ? Co by to nie było, pracownicy urzędu wykazali się aktywnością i zrozumieniem trudnej sytuacji polskich kobiet. A Urząd Pracy jaki jest, każdy widzi. Bez pracy, która by była cacy, Rodacy !


komentarze (1) | dodaj komentarz

Modlitwa do...języka angielskiego !

poniedziałek, 27 lutego 2012 15:25

[:-|]  W indyjskim stanie Uttar Pradesh, w 20-tysięcznej wiosce Banka, powstaje nowy ruch religijny, który ma zjednoczyć nawet 200 mln. ludzi , żyjących na społecznym marginesie. Póki co jego wyznawcami są Dalici, indyjscy "nietykalni", wykorzystywani do najgorszych prac i odsunięci od powszechnej edukacji. Sytuacja wykluczenia, nędza i poczucie bezradności wyzwoliły w nich potrzebę duchowej wspólnoty, ucieleśnionej w wymyślonej na nowoczesny wzór Bogini Języka Angielskiego ! Dalici zawiedli się na religii chrześcijańskiej, która nie dawała nadziei na lepsze ziemskie życie. Nie chcieli czekać na dobrobyt w raju. Jednoczą się entuzjastycznie wokół dosyć dziwacznego symbolu "wyzwolenia". Twórca nowego kultu / taki dalicki Jezus /, Chandra Bhun, w wywiadzie dla telewizji BBC powiedział, że taka bogini jest symbolem odrodzenia Dalitów. Wizerunek boga stworzyli na miarę swoich aspiracji i potrzeb. Dwumetrowy posąg z brązu będzie wyglądał jak Statua Wolności. Ich przyszłej wolności. Jak każdy otoczony religijnym kultem posąg, także ta bogini wyposażona jest w stosowne atrybuty. W prawej ręce trzyma pióro, co znaczy, że nie jest nieukiem. W lewej - konstytucję Indii, przypominając, że dała ona Dalitom równe prawa. Co więcej - stoi na komputerze, co ma ponoć symbolizować potrzebę uczenia się języka angielskiego, niezbędnego dla rozwoju społeczno-ekonomicznego wspólnoty. Bogini ubrana jest na zachodnią modę, z kapeluszem na głowie, czego nie należy kojarzyć z angielską królową, a raczej odczytać jako symbol buntu przeciw systemowi kastowemu. Tyle tego w jednym świętym posągu. Może dziwne, ale praktyczne połączenie metafizyki z problemami społecznymi i obroną ludzkiej godności. Ponad 2000 lat temu chrześcijański ruch religijny miał identyczne korzenie, jednocząc niewolników, biedaków i wszelkiego typu "wykluczonych" pod rządami Rzymskiego Imperium. Ciekawe, co by Dalici powiedzieli o posągach w naszych świątyniach ? Zadziwia ten wymóg efektywności wobec kultu. Bóg ma służyć człowiekowi w drodze do rozwoju i społecznego awansu. Nie jest ani dawcą, ani sędzią. Jest katalizatorem i zwornikiem. Daj Boże !


komentarze (15) | dodaj komentarz

Pazerność Kościoła.

sobota, 25 lutego 2012 10:41

Od wieków Kościół trzyma się władzy i pieniądza. Ponad miarę i przyzwoitość. Wiernych jakoś to nie kłuje w oczy. wydaje im się, ze opłacając księdza to tak, jakby płacili Panu Bogu. Za wszelkie łaski doznane i nie doznane. Nie kojarzą opowieści o wypędzeniu przez Jezusa kupców ze świątyni ze świątyniami, które stały się miejscem zarobkowania i intratnych usług / skarbonka, taca, chrzciny, bierzmowanie, śluby, pogrzeby itp. /. To nie jest tylko kwestia zdobycia środków utrzymania, ale często pęd do życia w luksusie za "wdowi grosz".  Powołana przez Rząd i Episkopat Komisja Majątkowa, rozpatrująca w latach 1989-2011 roszczenia Kościoła katolickiego w sprawie mienia utraconego w PRL-u, stała się bez mała grupą przestępczą ograbiającą państwo i prywatnych właścicieli. Jest dowodem na mafijność i łamanie prawa oraz zasad moralnych, o które tak się troszczą hierarchowie. I rzecz nie w tym, czy się to słusznie Kościołowi należało. Niesmak i sprzeciw budzi sposób, w jaki członkowie komisji szafowali społecznym majątkiem. Rządowy raport o zlikwidowanej już komisji to opis strat skarbu państwa i niesłychanego oszustwa oraz celowego bałaganu w dokumentach. Komisja rządowo-kościelna przyznała zakonom i parafiom o kilkaset rekompensat więcej, niz one same złożyły wniosków ! Niebywała hojność nadzorowana przez przedstawicieli Kościoła, która cuchnie korupcją. Rzeczoznawcy Kościoła / dlaczego nie państwa ? / zaniżali wycenę gruntów i nieruchomości. Zabrać tanio, sprzedać drogo. Dokumenty komisji to obraz celowego bałaganu w papierach, tworzonego przez nierejestrowanie dat złożenia wniosków, przez brak informacji o jakie roszczenia chodzi, przez nie wykazywanie wartości przekazywanych Kościołowi gruntów. Zdarzały się wnioski rozpatrywane kilkakrotnie ! Zniknęły akta 57 spraw ! Teraz nie da się juz ustalić, komu skarb państwa dał więcej niż należało... Na szczęście ta kryminalna afera kompromitująca polski Kościół znalazła swoje miejsce w prokuraturze i CBA. Trwają śledztwa. Oskarżono zaledwie 9 świeckich osób, chociaż cała komisja liczyła ich 54. Nie syty jeszcze Kościół grozi pozwami w sądach, bo wyrwał za mało. I dopnie swego w kraju, w którym rządzący przymilają się do hierarchów, a proboszcz trzęsie całą gminą, spełniają ich zachcianki, latają po błogosławieństwo do władcy obcego państwa... Władza najwyraźniej boi się gniewu "ludu bożego" z miast i wsi. I tak żyjemy w państwie poddanym "państwu niebieskiemu", mając gębę pełną frazesów o utracie niepodległości. Jakiej ?


komentarze (0) | dodaj komentarz

Kiedy pisanie szkodzi...

wtorek, 21 lutego 2012 12:50

|-o zZ... zZ... zZ...  Cherchez la femme ! Urodzi ci i wychowa nawet ośmioro dzieci, bedzie przy tobie na dobre i na złe. Tylko nie pozwól jej napisać książki. Ostatnio zrobiło się głośno o kryzysie małżeńskim Danuty i Lecha Wałęsów. Można by domniemywać, że dramatyczne przeżycia i walka o przetrwanie raczej cementują związek dwojga ludzi. Są najlepszym sprawdzianem więzi uczuciowej, poświęcenia i zaufania. A tu masz ! Wałęsowie najwyraźniej mają siebie dosyć. Poszło o książkę autorstwa żony Danuty. Niby nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Przyszły takie czasy, że coraz więcej żon zabiera się za pisanie. Niewiele ma to wspólnego z literaturą; raczej z plotkarskimi wynurzeniami. Z wynurzeń pani Danuty / ukrywanych przed mężem aż do publikacji / "wynurzyły się" fakty i oceny niezbyt pochlebne dla ich małżeństwa. Teraz wystarczyło tylko, żeby dorwały się do tego wścibskie media i czytamy w "Fakcie", że Lech nie chce żyć dłużej z osobą, która publicznie pierze ich brudy i wyprowadza się do Warszawy.  "A dajcie mi już z nią spokój !" Żona Danuta skuszona przez "Vivę" oświadcza, że mąż jej nigdy nie kochał, zajęty obalaniem komunizmu. "Modlę się do Ojca Świętego i błagam o wstawiennictwo, żeby tu się wszystko poukładało. Bo jak nie, to już mi wszystko jedno, co się stanie. Ale nie będę żyła w niewoli."  Ostro ! Na to mąż w rozmowie z Moniką Olejnik : "Jestem wierzącym katolikiem, który, który nie ma w mojej religii złamania koncepcji do grobowej deski." Na pytanie red. Olejnik, czy żona mówi prawdę, odpowiada : "Prawdę mówi, tak jest, tylko ta prawda musi być osadzona", a żonę kocha do śmierci. Tyle się już narobiło, że trudno będzie to jakoś "osadzić". Promocja książki, potem konferencje ujawniające dalsze pikantne szczegóły z pożycia, liczne wywiady prasowe... Pani Danuta najwyraźniej to polubiła : "Ta książka mnie dowartościowała, wzmocniła, może więcej zrozumiałam."  Bez względu na to, jak to się wszystko zakończy za "wstawiennictwem Ojca Świętego", jedno jest wszakże pewne. Wydrukowane babskie pisanie, jakie tam by nie było, posiada wielką moc dodawania wartości i siły. Także rozumu. Warto o tym pamiętać w dobie upadku czytelnictwa. A małżeństwo, jak rozklekotany rower, rozpaść się może. Rzecz w tym, aby mąż trzymał żonę jak najdalej od pisania. Niech raczej gotuje.


komentarze (1) | dodaj komentarz

x

piątek, 17 lutego 2012 10:35

Śmierć jak cytryna.

wtorek, 14 lutego 2012 10:37

Od kilku tygodni pazerne na sensacje media nakręcają żałosny serial pt. "Madzia". Codziennie umierają dzieci w ciszy i zapomnieniu. W tej śmierci nie ma nic wyjątkowego. Ale można sie na niej wypromować i zdobyć reklamodawców. Ohyda ! Najważniejszą informacją w telewizji, w tabloidach i na portalach internetowych są kolejne wieści i spekulacje na temat matki dziecka, jej męża, teściowej, policji i Rutkowskiego...Jakby nie było ważniejszych spraw i problemów w tym kraju. Redaktorzy fascynują się takimi duperelami, jak "dziwne zachowanie się ojca Madzi", bo według biegłego sądowego "zabrakło u niego zwykłej, spontanicznej reakcji na ekstremalną wiadomość". Zabrakło - i co z tego ? A to babcia Madzi miała "łzy w oczach", ale wybaczyła synowej, żeby synowi nie było przykro. Ojciec Madzi wybaczył żonie, a to znaczy, że nie kochał Madzi. Ponadto pojawił się na konferencji Rutkowskiego jakiś odmieniony, bo wcześniej poszedł do fryzjera i nietaktownie założył jasny / ! / golf. Niezwykle ważną informacją w tym "czarnym karnawale" stał się obrazek w TVN, pokazujący jak to detektyw Rutkowski niemal wpadł pod samochód, gdy w "ważnym" pośpiechu wybiegł z budynku prokuratury, gdzie zostawił rękawiczki matki Madzi. Media wyciskają z tego wypadku jak z cytryny każdy szczegół, przepytują ekspertów, mnożą wątpliwości i otwierają coraz to nowe pola do dywagacji i podejrzeń. Nareszcie słychać w Polsce o Sosnowcu. A sosnowiczanie mogą już zacząć zbierać na pomnik w parku ! Atrakcji w mieście nigdy nie za dużo. Ten serial o największej oglądalności tak szybko się nie skończy. Krzysztof Rutkowski "chwycił wiatr w żagle". Ogłosił, że zrezygnuje z roli w tym serialu dopiero wtedy, kiedy rodzice Madzi wyprowadzą się z Sosnowca i znajdą przy jego pomocy nową pracę. Kluczowym momentem będzie otrzymanie listu od przesiedlonej rodziny z zaproszeniem detektywa do odwiedzenia ich w nowym miejscu. Biorąc pod uwagę trudności z przeprowadzką, zakupem mieszkania i znalezieniem pracy, musimy przygotować się na serialowy tasiemiec. Przy okazji dostało się małooperatywnej i opieszałej policji. Wyrósł na James Bonda skrzyżowanego z Terminatorem detektyw-amator Rutkowski, który zakpił z policji i wielokrotnie obraził publicznie ten organ bezpieczeństwa. Bez stosownych uprawnień wkracza ze swoimi gorylami w kompetencje policjantów, a oni tylko głupio się tłumaczą, bo przecież popełnili szereg błędów, dając naiwnie wiarę słowom matki o porwaniu dziecka, nie przeszukując natychmiast mieszkania i nie zabezpieczając śladów. Politycy też "wycisnęli" swoje. Ciekawe, kiedy ta jedna z wielu tragicznych spraw zniknie z medialnego rynku i nastąpi "cisza nad tą trumną" ? Wampiry wrócą do swoich biurek. Społeczeństwo i rządzący zajmą się tym, co naprawdę ważne i niepokojące. A to jest tylko zwykła śmierć. Nie ostatnia. Tyle i aż tyle.


komentarze (7) | dodaj komentarz

Kamień

piątek, 03 lutego 2012 11:52

Podniosłem kamień struchlały

na drodze

koła go zgniotły

kopnął rudzielec z plecakiem

pies obsikał

zmrożony tulił się do dłoni

powiedział jakoś

brat miał wypadek

wypadł z oka Sfinksa

z siostrą jest dobrze

puszy się w Notr Damie

- ja tutaj

życie całkiem mi nie wyszło

wziąłem go ze sobą

musi mieć mieszkanie


komentarze (1) | dodaj komentarz

Dzieci cyberprzestrzeni.

czwartek, 02 lutego 2012 16:58

Cała ta wrzawa wokół ACTA jest nakręcana i służy kilku grupom nacisku: uzależnionym od internetu, okradanym przez internet i politykującym w internecie. Hasło: "wolność słowa" znalazło się tutaj na zasadzie filozoficznie nośnego parawanu. Nie "odkryję Ameryki", jeżeli wyrażę przekonanie, że dynamicznie rozwijające się media elektroniczne wytworzyły swoistą społeczność w cyberprzestrzeni. W przeważającej większości składa się ona z dzieci i młodzieży. Organizuje się ona w ramach społecznościowych portali oraz na blogach i czatach. Młodzi użytkownicy mocno angażują się w to, co się dzieje w sieci; aż do chorobliwego uzależnienia. Mają łatwy dostęp do najnowszej muzyki, do przedpremierowych filmów, do atrakcyjnych oprogramowań, do gier komputerowych. I mają to za darmo. Po prostu - "ściągają sobie", czyli kradną. Producenci i właściciele jakoś przymykali na to oko. Internet stał się dla młodego pokolenia wirtualnym "miejscem na ziemi", rodzajem azylu i solidarnościową platformą. "Dzieci cyberprzestrzeni" poszukują tutaj miłości, przyjaźni, psychicznego wsparcia. Tymczasem obok bieżącej informacji, akcentującej banał i dziwactwo, i przetworzonej wiedzy z trzeciej ręki, mamy w sieci sporo łajna, wulgarności, dewiacji, insynuacji, stręczycielstwa i pornografii. W internecie grasują także organizacje przestępcze. Rosnące znaczenie internetu nie może stawiać go poza prawem. Wszelkie regulacje z tym związane nie mogą być paraliżowane buntem w obronie "wolności słowa". Widzimy, jak wygląda ta wolność słowa w sieci, czytając wulgarne i pełne oskarżeń komentarze, pozbawione szacunku dla wartości i zasłużonych osób. "Słowo" w internecie jest sponiewierane i pozbawione wolności. Takiego słowa nie warto bronić. Ale jak o tym wszystkim powiedzieć zauroczonej siecią młodzieży ? Że kradzież jest grzechem ? Że jak się bierze cudze, to trzeba zapłacić ? Ktoś chce naprawić ich świat, a oni są biedni i chcą być niezależni. Nie oddadzą nikomu tego, co pokochali. Dlatego wychodzą na ulice. Nie ma w tym żadnej ideologii....Jeżeli akceptujemy prawo człowieka do własności, a to nas przecież szlachetnie różni od komunizmu, to nie możemy pozwolić na łamanie tego prawa, od wieków strzeżonego przez Dekalog. Umowa ACTA jest odpowiedzią na skalę piractwa komputerowego. Business Software Alliance, powołując się na specjalne badania, podaje, że w roku 2010 wartość nielegalnego / skradzionego / oprogramowania w świecie osiągnęła poziom 59 mld. dolarów. Rynek podróbek produktów jest szacowany na kwotę 500 mld. dolarów. W Polsce obrót nielegalnymi programami wyniósł prawie 2 mld. zł. Nie mówiąc o stratach producentów fonograficznych, filmowych i samych twórców, którzy utrzymują się z wypracowanej własności intelektualnej i artystycznej. Rekordzistą w naruszaniu praw autorskich i w złodziejskim fachu jest pewien student z Tarnowskich Gór, w którego komputerze policja znalazła programy warte 3,6 mln.zł. ! Wielu młodocianych internautów, cieszących się ze zdobycia w sieci atrakcyjnego nagrania, nawet nie ma pojęcia, jak na tym procederze zarabiają ich cwani znajomi. I tak cwaniacy wyciągają na ulice naiwnych pod szlachetnym hasłem "wolność słowa". W imię walki o "sprawę", a tak naprawdę, to w obronie własnego złodziejskiego interesu....Nie ma już chyba polityka, który by nie pisał w internecie, atakując swoich przeciwników politycznych i wykorzystując w pełni przysługującą mu "wolność słowa". Czasem aż korci, żeby ją ukrócić ! To właśnie politycy spartaczyli umowę ACTA, tworząc zapisy o tak szerokim zakresie interpretacji, że za nielegalne może być uznane to, co dzisiaj nikomu nie wadzi. A już sekretny sposób wprowadzenia czy narzucenia tej umowy społeczności międzynarodowej kompromituje rządzących. I tutaj każdy protest jest zasadny. Teraz politycy trzęsą portkami, widząc rosnących w siłę zamaskowanych demonstrantów, do których przyłączył się ostatnio sam Mikołaj Kopernik. Pamiętają zamieszki w Londynie zorganizowane przy pomocy SMS-ów, udział portali Twitter i Facebook w rewolucji w Tunezji i Egipcie, protesty w Bahrajnie, Jemenie i Syrii zainicjowane przez media społecznościowe. Nowoczesne państwo nie jest w stanie skutecznie kontrolować cyberprzestrzeń. Dlatego politycy PO przyznają ostrożnie rację przeciwnikom ACTA. Politycy PIS-u popierają żądania internautów, bo to silny elektorat na przyszłość, no i trzeba dokopać Tuskowi. Tylko Palikot się pogubił w tej wrzawie i palnął w Radiu ZET, że "młodzi ludzie, których nie stać na kupno rzeczy, mają prawo je kraść." A to dlatego, że Polska jest biedna i z tego powodu należy kraść własność intelektualną. Taka logika ekscentryka. Nikt ani się nie zająknął, że przecież powinniśmy żyć w państwie prawa i jak tu walczyć z wszelkim złodziejstwem, tak demoralizując naszą młodzież. Dużo w tym hipokryzji i partyjnych interesów. Jest nadzieja, że marsze protestacyjne wymrozi z ulic miesiąc luty. Polska, jako członek UE i przyjaciel USA, nie będzie mogła zablokować ACTA, będą jakieś konsultacje...Co do mnie - nie straszne mi takie umowy. Komputer wykorzystuję głównie jako maszynę do pisania. Piszę, co chcę i ani mi w głowie, ze ktoś mi coś zrobi. Wolność słowa mam w posiadaniu od urodzenia. Życie jest zbyt poważne, żeby tłuc się o duperele. Może jestem nihilistą ? Albo bez obywatelskiego serca ? Co by to nie było, narodzie ! to ten temat staje się nudny i do kabaretu !


komentarze (3) | dodaj komentarz

To ja - w poprzednim wcieleniu...

wtorek, 24 stycznia 2012 14:13

Haker - przestępca czy bohater ?

wtorek, 24 stycznia 2012 12:28

Wdziera się na chronione hasłem prywatne strony internetowe, łamie kody bankowe, wykrada tajne informacje. Teraz podjął misję walki o wolność słowa w sieci. W imieniu inwigilowanego społeczeństwa czy własnej bezkarności ? Słowo "haker" źle się kojarzy. Mamy tutaj do czynienia z łamaniem prawa i pospolitym złodziejstwem. I właśnie kradzież, czyli "piractwo" w internecie spowodowało powstanie międzynarodowej umowy ACTA, chroniącej własność intelektualną. Wszelkiego rodzaju twórcy są okradani przez "piratów" z owoców swojej pracy. Tracą producenci filmowi i właściciele kin, spadają dochody producentów płyt i artystów, bo wykradziony produkt zostaje upowszechniony w sieci za darmo, albo za symboliczną złotówkę. Tego procederu nie da się usprawiedliwić wysoką ceną biletów, czy płyt. Jest niemoralny. Jest karygodnym cwaniactwem. Cóż, kiedy taki haker to osobnik, który "pracuje", nieźle się przy tym bawiąc, w konspiracji. Niełatwo go namierzyć. Dlatego walka z piractwem w internecie jest beznadziejna. Trzeba wymyślić coś takiego, co wyeliminuje to zjawisko z rynku. Podpisanie umowy ACTA przez Australię, Kanadę, Japonię, Koreę Połud, Meksyk, Maroko, Nową Zelandię, Singapur, Szwajcarię, USA i UE wywoła prawdziwą "wojnę światową w sieci". Sytuację pogarsza fakt, że ustalenia państw w tej sprawie trwały od 2007 r. w tajemnicy przed społeczeństwem. Na stronie internetowej naszego Ministerstwa Kultury informacja pojawiła się zaledwie 5 dni temu. Tak powszechny w skutkach dokument nie może się obejść bez społecznej konsultacji i przyzwolenia. Podpisanie ACTA oznacza zgodę rządów na zmianę niektórych karnych przepisów, co może zagrażać podstawowym prawom obywatelskim i wolności słowa, ale też jest to do skorygowania przez parlamenty. Grozi to cenzurowaniem treści internetowych. A internet to w świadomości społecznej jedyna dziś sfera wolności w dobie stopniowego ograniczania przez państwo obywatelskich swobód. To problem wrażliwy i skomplikowany. Stąd i nadwrażliwa, gwałtowna reakcja międzynarodowej grupy hakerów "Anonymous" i zablokowanie stron Rządu i Sejmu. Podobno ze względu na taki cyberatak prezydent ma prawo ogłosić stan wyjątkowy ! Ciśnie się na usta pytanie: Jak zabezpieczyć swobodę treści i ich dostępność, nie likwidując prawa do własności intelektualnej twórców ? Póki co, każdy z nas musi się podzielić częścią swojej wolności ze wspólnotą, wśród której żyje. A i z wolnością słowa bywa różnie. Nazbyt często jej nadużywamy. Internet to także globalny śmietnik. Obok ważnych informacji i wiedzy sporo tutaj śmieci, łajna, głupoty, patologii i zboczeń. Czytając niektóre teksty w internecie, wstydzę się za ich autorów i właścicieli prymitywnych portali. Cały ten medialny rwetes sprowokowany przez hakerów przy wsparciu użytkowników internetu / których Zbigniew Holdys nazywa hipokrytami / jest przedwczesny i utrwala jedynie dotychczasowe patologie w sieci. Groźniejsze od mądrej i kontrolowanej społecznie cenzury jest panoszenie się w internecie "nieuchwytnych i bezkarnych". I nie demonizujmy prawa do wolności. Cały wszechświat podlega prawu grawitacji i jakoś się nie skarży. Spoko !


komentarze (27) | dodaj komentarz

Rok zaczął się dobrze...

czwartek, 19 stycznia 2012 13:58

@)-->-->--   Muszę się pochwalić. W ostatnim numerze kwartalnika literackiego "Migotania" ukazały się moje wiersze. Na portalu literacko-artystycznym PISARZE.PL  można przeczytać moje tłumaczenia sztuk Sofoklesa, Moliera, Strindberga i Maeterlincka, a także recenzje i moją sztukę "Water Closet". Wymienię jeszcze portal: wiadomości24.pl, gdzie ostatnio "grasuję"... Wszystkim Przyjaciołom i Gościom mojego bloga życzę wszystkiego co Najlepsze na ten Nowy Rok 2012 !@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--


komentarze (1) | dodaj komentarz

Rydzyk w polskim zagajniku.

środa, 18 stycznia 2012 17:07

0:-) Dziwny, oj ! dziwny to kraj ta Polska. Kraj, w którym zakonnik, ksiądz, czort wie kto - zamiast prowadzić swoje owieczki ku wiecznemu zbawieniu, zajmuje się polityką i budowaniem własnej fortuny. Celebryta w sutannie rozdaje wyborcze poparcie, zawiązuje sojusze partyjne, poucza i łaje rządzących, zawłaszcza Jasną Górę. Za wyłudzone nabożnie pieniądze od starych, steranych życiem ludzi stworzył prawdziwe imperium medialne: radio, telewizję, gazetę, własną uczelnię...I pewnie nie koniec na tym. Jedyny nietykalny człowiek w tym kraju. Boją się go tknąć nasi prezydenci, premierzy, ministrowie, ABW, NIK etc. Boi się go nasza hierarchia kościelna, bo jest na swój sposób przydatny. Powinien odpowiadać za trucie ryb, bo na zlecenie jego fundacji wylewano do rzeki solankę z odwiertów. Gdy jego radio nadawało nielegalnie reklamy, zignorował wezwanie do KRRiT i nic. Ukarany grzywną w wysokości 3,5 tys.zł. za nielegalną zbiórkę pieniędzy, oświadczył, że "nie myśli płacić."  Prasa alarmuje, że ma 4 mln.zł. zaległości wobec fiskusa, a skarbówka zajmuje się tylko zgodnością jego działalności ze statutem jego fundacji. Zaproszony do Brukseli przez europosłów PIS-u wygłosił mowę polityczną , w której oskarżył własny kraj i rząd o stosowanie terrorystycznych metod. Na co rząd wysłał skargę do papieża, który "umył ręce". Rząd pewnie liczył, że papież obłoży Rydzyka ekskomuniką i zablokuje mu drogę do przyszłej kanonizacji. Czy to nie jest szczyt bezradności i śmieszności ? Mały, pulchny człowieczek, ani specjalnie inteligentny, wątpliwie wykształcony, żaden lider porywający tłumy; najwyżej "dyrygent" przy religijnych śpiewach. Z niewielką "armią" emerytów i rencistów. A jednak fenomen. Kuriozalne zjawisko / nie mylić z "kurią" /. Jest takie powiedzenie: jak jest zapotrzebowanie, zjawi się i produkt. To właśnie produkt naszej chorej sytuacji społeczno-politycznej i religijnej. Ojciec-dyrektor. Co za zestawienie ? Poza sutanną i celebracją przy ołtarzu, okraszoną politycznym kazaniem, nie ma w nim nic duchowego. Media raz po raz donoszą o jego bogactwie osnutym tajemnicą. Oficjalnie posiada mniej niż żebrak pod jego kościołem. Radio Maryja, Telewizja Trwam, szkoła wyższa i gazeta funkcjonują dzięki darczyńcom i wolontariuszom. Zaś drobny dobytek, który posiada należy do zakonu redemptorystów. Na wszelkie zarzuty odpowiada, że przecież Kościół nie może prowadzić działalności gospodarczej. Żyje jak bogacz ; odpoczywał na Wyspach Kanaryjskich, jeździł wartym 250 tys.zł. audi, przymierzał się do zakupu śmigłowca...W tym kraju nie da się sprawdzić, ile zarabia na swojej szarej strefie. Teraz walczy o koncesję dla swojej Telewizji Trwam. Krajowa Rada Radia i Telewizji odmówiła koncesji fundacji Lux Veritatis na nadawanie programu na multipleksie cyfrowym ze względu na sytuację finansową fundacji. Zrobił się z tego "zamach na media o.Rydzyka" ! Zwolennicy i płatnicy zakonnika wysyłają do KRRiT listy protestacyjne z pogróżkami. Rozpatrzy je prokuratura. Do nacisków na Radę włączył się także Episkopat. Posłowie i senatorowie PIS-u zbierają podpisy w obronie swojej " tuby propagandowej". Solidarna Polska, chcąc przelicytować zdradzonych kolegów, zamierza postawić Jana Dworaka przed Trybunałem Stanu. Czyżby był gorszy nawet od Jaruzelskiego ? Szykuje się list do Komisji Europejskiej. Kosmiczne jaja ! Ten harmider tylko umacnia pozycję biznesmena pod przykrywką księdza. Im bardziej się go atakuje, tym bardziej rośnie w siłę. Czy to aby nie ten tak długo oczekiwany Antychryst ?


komentarze (0) | dodaj komentarz

Ewa...

wtorek, 17 stycznia 2012 20:30

Desperacja czy inscenizacja ?

piątek, 13 stycznia 2012 14:46

To kuriozalny incydent. Tragedia czy farsa ? A wszystko w aurze walki prokuratury cywilnej z wojskową, oskarżeń o korupcję i dziennikarskiej nagonki na głównego aktora dramatu polskiego wymiaru sprawiedliwości. Nic tu się nie trzyma kupy. Niedoinformowane społeczeństwo coś tam słyszało i czytało o korupcji w wojsku, o przeciekach ze smoleńskiego śledztwa. I nagle ta "próba" samobójstwa. Jakby na podstawie przygotowanego scenariusza. Prokurator-pułkownik Mikołaj Przybył organizuje bez wiedzy swoich przełożonych / ? / konferencję prasową. Wnosi w lewej kieszeni spodni prywatny pistolet, co jest niedozwolone, następnie odczytuje długie oświadczenie o powiązaniach wojska ze zorganizowaną przestępczością, o ograniczaniu jego prokuratorskiej niezależności i o tym , że miał prawo zażądać bilingów dziennikarzy, chociaż nie powinien. Zarządza 10-minutową przerwę, żeby przewietrzyć salę / ? /. Zaplanował, że w czasie tej przerwy zastrzeli się. O ile wiem, to oficerowie zawsze strzelali do siebie w samotności, zamykając drzwi na klucz. Taki rytuał. A tutaj za drzwiami tłum dziennikarzy i fotoreporterów. Sytuacja jak z reality-show ! Strzał przecież ujawni tragiczny zamiar i sprowadzi pomoc. A więc, chcę się spokojnie i pewnie zabić, czy tylko narobić zamieszania. I zamieszanie jest. Okazuje się, że niedoszły samobójca już trzymał pistolet w ustach, ale jak powiedział: " Uratował mnie człowiek, który poprawiał kable, bo przestraszyłem się tego, że wejdzie i źle wymierzyłem. Padł strzał w policzek, a nie w głowę, spieszyłem się." Co obchodzi zdecydowanego na śmierć zawodowego żołnierza, że ktoś za drzwiami "poprawia kable" i boi się, że wejdzie ? Jakie to ma znaczenie przy takiej poważnej decyzji ? I to tłumaczenie, że źle wymierzył. Trzymając pistolet w ustach ? Można by cynicznie skomentować : partacka robota. A może tylko "próba" dla rozgłosu ? Dobrze, że prokurator Przybył żyje; że wystarczył zwykły zabieg lekarski. Ma świadomość, że jego życie zawodowe skończyło się. "Dopiero teraz dociera do mnie, co zrobiłem. Najbardziej żałuję, że skrzywdziłem rodzinę" - powiedział. Bronił Prokuratury Wojskowej i honoru polskiego żołnierza. Już widać, że Prokuratury nie da się obronić, a honor polskiego żołnierza nie wymagał aż takiej "obrony". Wydaje się, że prokurator Przybył stał się ofiarą rozgrywek na wysokim szczeblu i ostatecznie "kozłem ofiarnym". Uczciwy i lojalny człowiek, zaplątany w coś, co go przerosło.


komentarze (0) | dodaj komentarz

Komu przeszkadza Jurek Owsiak ?

środa, 11 stycznia 2012 15:40

Jesteśmy okropnym narodem. Zawistnym, podejrzliwym i chamskim. Nasza chrześcijańska moralność podszyta jest hipokryzją i pazernością. Łączy nas jedynie kaleczona polska mowa. C.K. Norwid miał rację : Polak to "mały człowiek." W swoim interesie politycznym, czy prywatnym potrafimy zohydzić wszystko. Wydawałoby się, że stworzona przez Jurka Owsiaka Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, która "gra" nam od 20 lat i rozprzestrzenia się już na 50 krajów świata, jest naszym niezbywalnym dobrem. Jest światowym fenomenem, który przez 19 lat dzięki ofiarności społeczeństwa wzbogacił i wyposażył polską służbę zdrowia w najnowocześniejszy sprzęt za kwotę 450 mln.zł. To wspaniała inicjatywa, która ratuje nam życie każdego szpitalnego dnia. Ten masowy, entuzjastyczny i młody "Ruch Owsiaka" to największa wartość, której trzeba bronić bardziej niż niepodległości. A jednak są takie "siły", którym ten sukces stoi kością w gardle. Nie przemawia do nich fakt, że dzięki tej akcji dobroczynności uratowano zdrowie i życie wielu dzieciom i dorosłym. Uważają to za "żebraninę" i wyłudzanie pieniędzy. Boli ich, jak diabli ! że Jurek Owsiak wyrasta na prawdziwego lidera młodego pokolenia. Że przejmuje "rząd dusz", o czym marzą bezowocnie politycy i księża. Jakoś wyjątkowo w tym roku podnieśli niebywały harmider politycy PIS-u. Polityk Brudziński kasandrycznie ostrzega ofiarne społeczeństwo: "Nie zamieniajmy państwa w WOŚP." Ciekawe, jak on sobie wyobraża tę "zamianę" ? Z drugiej strony - czy takie radosne, pozytywne i solidarnie zorganizowane państwo nie byłoby lepsze od tego, które mamy ? Polityka Błaszczaka martwi, że akcje charytatywne stają się "podstawą funkcjonowania systemu ochrony zdrowia." Jest w tym zaprogramowana ślepota, ale i "finezyjny" podtekst : patrzcie, rodacy, jak leniwy rząd wyręcza się Owsiakiem ! Jakiś Warzecha z "Faktu" deklaruje w TVP, że "nie popiera akcji Jurka Owsiaka, bo jest faworyzowana przez państwo i wypacza sens dobroczynności." Marzy mu się odcięcie akcji od mediów i przychylnych jej polityków. Jak się "wypacza sens dobroczynności" ? Wiem, jak się "wypacza sens" w jego marnej gazetce. Poza skrajną, betonową prawicą jest jeszcze jeden przeciwnik z ewangeliczną dobroczynnością na ustach - Kościół katolicki. Od początku niechętny inicjatywie Jurka Owsiaka i widzący w nim groźnego konkurenta, zagarniającego pod swoje skrzydła młodzież i drenującego kieszenie parafian. Świadczą o tym publiczne wypowiedzi hierarchów i żenujące, haniebne incydenty w niektórych parafiach. Księdza Głaza ze świątyni Świętego Ducha w Poniatowej na Lubelszczyźnie natchnął tenże Duch Święty, żeby zorganizować prawdziwą katolicką akcję odwetową. Przy drzwiach "domu bożego" Głaz nakazał zainstalować stoliczek nakryty białym obrusem / biel to symbol czystości jego intencji ! /, na którym umieszczono ulotki z kapłańskim posłaniem :" Dajesz na Orkiestrę ? Idź do spowiedzi !"  Mało tego - na tejże ulotce duszpasterz napsioczył na całą rodzinę Owsiaka / "jego matka była niewierząca, ojciec partyjny i do tego milicjant" / . Takie ulotki rozdawano przed kościołem i powieszono w parafialnej gablocie ogłoszeń. Co na to zwierzchnik duchownego Głaza ? Ano nic. Co na to światła część naszego społeczeństwa ? Damy sobie zabrać WOŚP ? Pozwolimy tym panom w portkach i sukienkach zaszczuć Jurka Owsiaka ?


komentarze (0) | dodaj komentarz

Na golasa do banku !

czwartek, 05 stycznia 2012 19:24

;-( Bank zawsze uchodził za instytucję poważną i mocarną. Wystarczy popatrzeć na jego monumentalne siedziby, które zastąpiły nam gotyckie katedry. Nawet, gdy nie mamy pieniędzy - bank je ma ! Ostatnio na jednej ze stron internetowych przeczytałem, że jakiś recydywista-gwałciciel oferował klientkom przez internet pożyczkę, żądając w ramach jej zabezpieczenia roznegliżowanych zdjęć. Wiele potrzebujących pań złamało zasady moralne i dostarczyło pomysłowemu oszustowi swój negliż nawet w towarzystwie dzieci i zwierząt. W dzisiejszych czasach można by to uznać za zabawną ekstrawagancję, gdyby nie komentarze pracowników banków pod tą informacją. Okazuje się, że banki także zabezpieczają się przez porno-foty ! Osoba "Pani z banku" zamieściła taki wpis: " To normalna procedura. Jak ktoś nie ma hipoteki i stałej pensji, to w ten sposób banki się zabezpieczają. Ale tylko nagie zdjęcia. Bez pornografii."  Potwierdza to "Dyspozytor z banku" :" Potwierdzam. W naszym banku można nawet takie zdjęcie zrobić na miejscu. Klient dostaje jedną odbitkę, jedna idzie do sejfu jako zabezpieczenie i jedna do komisji nadzoru bankowego."  A "Kierownik" dodaje: " To prawda. Na stronach centralnego rejestru długów można zobaczyć zdjęcia tych, co nie zapłacili raty w terminie. Klienci się na to godzą, bo za każde kliknięcie na zdjęcie odejmujemy 1 grosz od długu."  To ci dopiero ! Rozumiem, że robota przy cudzych pieniądzach to straszliwa nuda i swędzenie opuszków. Personel musi się odprężyć, a może i sprężyć przy oglądaniu płciowych detali. Ale czy w dobie swobody seksualnej jest to najlepszy sposób na zabezpieczenie kredytu ? A jak taka golaska ze zdjęcia nie odda bankowi pieniędzy ? Bank wyśle fotkę do jej narzeczonego, do proboszcza, na stronę internetową ? Wierzyć się nie chce w skuteczność takiego "bankowego szantażu". Wziąłem ostatnio kredyt i wyznam z żalem, że nikt nie zażądał ode mnie ,żebym się zdjął bez niczego, a potem cały dług "wyklikał". Nawet od mojej żony, która...ho, ho ! Może dlatego, że mam hipotekę i emeryturę ? Sam nie wiem, co o tym myśleć. A tu robi się coraz zimniej !


komentarze (1) | dodaj komentarz

Czyż nie dobija się koni ?

środa, 04 stycznia 2012 9:13

Nowy rok zaczął się od chaosu i powszechnej frustracji. Rząd pod presją społecznych oczekiwań wykonał pierwszy ruch "reformatorski". Chce w kryzysie zaoszczędzić na najsłabszych. Boi się "skubnąć" silnych i bogatych. W interesie każdego rządu i partii rządzącej jest utrzymanie władzy, przywilejów, stanowisk i dużej kasy. Jak rządzić w kryzysie, żeby przetrwać do następnych wyborów ? Należy unikać konfliktu z branżami i organizacjami, które już niejeden raz obalały rządy. Dlatego premier-dyktator nie zabiera się, mimo zapowiedzi, za likwidację przywilejów górniczych, mundurowych, prawniczych i urzędniczych. Zaczyna od najsłabszych, którzy nie mają sił, ani zdrowia, żeby palić opony, rzucać cegłami, rozwalać policyjne bariery. Na pierwszy ogień poszła już doszczętnie "wypalona" służba zdrowia. Problem z nią taki, że nie da się zaplanować w budżecie , ile ludzi zachoruje i na co. To nie tak, jak z produkcją nakrętek. Wiosną wymyślono "ustawę refundacyjną", która okazała prawnym bublem nawet dla tych, którzy ją przegłosowali. Protestował przeciwko niej obecny minister zdrowia. Dopóki nie przeszedł na "ciemną stronę mocy". Co to z człowiekiem wyprawia taka żądza kariery ! Teraz jej, biedak, broni, bo przecież nie poda się do dymisji. Chodziło podobno o ukrócenie cenowego dyktatu koncernów farmaceutycznych i łapówek dla lekarzy. I to wszystko podobno w interesie niewdzięcznego pacjenta. Natomiast w interesie lekarzy z OZZL i Porozumienia Zielonogórskiego jest utrzymanie silnej pozycji przetargowej z rządem w okresie nieuchronnych zmian w ich branży. Dlatego nie pozwalają, żeby im ustawa narzucała dodatkowe obowiązki; rzekomo kosztem dłużej obsługiwanego pacjenta. Sprawdzanie, czy pacjent jest ubezpieczony to dla nich duża fatyga, a i ujma na lekarskim honorze. A przecież wielu ich kolegów wypowiada się publicznie, że to żaden kłopot. Wszystko jest w komputerze: nazwisko ubezpieczonego i cena leku z ulgą procentową. Poza tym, w przychodniach zajmują się tym panie rejestratorki wizyt. Emerytów w ogóle nie ma co sprawdzać; im się należy do śmierci. W interesie aptekarzy jest walka z narastającą konkurencją i pozyskiwanie klientów. Ustawa zakazuje promocji leków przez obniżanie ich cen, wprowadzając sztywne i równe ceny dla wszystkich aptek. Skończyły się kolejki za tanimi lekami. Atrakcyjne cenowo apteki trzeba będzie zamykać. Pacjenci mają problemy z realizacją recept, bo rząd "testuje" ustawę; bo lekarz nie napisał aptekarzowi, ile klient ma zapłacić. Aptekarz żąda 100% ceny, bo mu grozi zwrot pieniędzy z własnej kieszeni, jeśli sprzeda lek z ulgą, która nie przysługuje. Ciężko chory pacjent płaci zamiast 3,20 zł. - 3000 zł. ! Rząd, lekarze i aptekarze "grają do jednej bramki". Szczytem hipokryzji jest wmawianie chorym i prawie umierającym ludziom, że wszystko to dzieje się dla ich dobra, czyli zdrowia i życia. Że ta ustawa ma uzdrowić służbę zdrowia. Ma wyłącznie wyrwać z kieszeni bezbronnych i schorowanych ludzi kolejne pieniądze na reperację państwowego budżetu, tak hojnego w wydatkach na swoich polityków. Podwyżki uposażeń w sejmie, zakup drogich gadżetów dla posłów...Tutaj się nie oszczędza. Rząd zawsze się wyleczy w swoim szpitalu. Za nasze pieniądze. A my, gdy słabniemy ? Czyż nie dobija się koni ?


komentarze (1) | dodaj komentarz

Fajnie !

wtorek, 03 stycznia 2012 12:57

Hieny czyhają za progiem !

środa, 28 grudnia 2011 23:48

:8  Powiadają, że starość się Panu Bogu nie udała. Zwłaszcza starość ludzi samotnych i schorowanych. Stają się łatwym łupem ludzkich hien polujących na mieszkania. Takie hieny przeszukują okolicę i wypatrują ludzi starych, niedołężnych i potrzebujących pomocy. Nie mających rodziny, albo skłóconych z rodziną. Zamieszczają ogłoszenia, że chcą zaopiekować się samotną i schorowaną osobą. Nie po to, żeby pomagać jej w ostatnich latach życia, czy ulżyć w cierpieniu, ale żeby przejąć mieszkanie po jej śmierci. Najpierw wynajmują mieszkanie gdzieś w pobliżu, albo od razu kwaterują się u takiej osoby. Potem zabierają emeryturę na codzienne wydatki. Wyłudzają testamentowy zapis / vide: przypadek Violetty Villas /. Ich sympatia, uczynność i cierpliwość kończą się wraz z polepszającym się stanem zdrowia właścicielki. Zależy im na szybkiej śmierci, a nie na przedłużającej się agonii. Zaniedbują i głodzą starych, zdanych na ich łaskę ludzi. Coraz częściej słyszy się o tym procederze, uprawianym zwłaszcza przez młode małżeństwa, które nie mają pieniędzy na własne mieszkanie, nie posiadają zdolności kredytowej, albo liczą na łatwe wzbogacenie się. Czasem z takiej okazji korzysta zapobiegliwa sąsiadka. Staremu człowiekowi bardzo trudno o uwagę, zrozumienie i kontakt. Dlatego staje się łatwym łupem "lokalowych drapieżców". Jak daleko mogą się posunąć ? Na mieszkaniach i domach starych ludzi chce się legalnie dorobić prywatna firma Fundusz Hipoteczny "Dom", nęcąca telewidzów obrazkiem żwawego staruszka z firmową rentą w wysokości 2000 zł. miesięcznie ! Jak ma biednemu emerytowi nie podskoczyć ciśnienie i błysnąć nadzieja ? Ta "odwrócona hipoteka" / zaiste - odwrócona ! / proponuje 65-latkom dożywotnią rentę w zamian za oddanie spółce prawa do ich mieszkania. Wysłannicy tej firmy rozdają ulotki przy kościołach, wrzucają je do skrzynek, zaczepiają emerytów załatwiających swoje smutne sprawy w pomieszczeniach ZUS-u. Starsi ludzie łatwo poddają się manipulacji, często grzeszą naiwnością, nie mają pojęcia o finansach...Wydaje im się, że to jakaś nowa emerytura. Oferta firmy została tak sprytnie wymyślona, że pozwala legalnie przejąć mieszkanie prawie za bezcen. Tak skalkulowano lata pozostałe do śmierci klienta, żeby wypłacić mu jedynie 30% aktualnej wartości jego mieszkania. Powiedzmy, że dzisiaj mieszkanie ma wartość 300 tys. zł. Mężczyzna 65-letni otrzyma rentę w wysokości 400 zł., czyli w ciągu 10 lat firma wypłaci mu w sumie 48 tys. zł. Jeżeli dożyje do 85 lat, wypłaty wyniosą w sumie 96 tys. zł. Jeżeli dożyje. Zaprzyjaźnione ze mną małżeństwo to osoby 80-letnie. Za duże mieszkanie w centrum miasta, warte jakieś pół miliona, dostają 800 zł. miesięcznie, czyli równowartość ich mieszkaniowego czynszu, potrącanego z tego, co dostają. Słowem -- tak, jakby nic nie otrzymali do ręki. Prawie nic, ale dobre i to. Fundusz "Dom" mocno się zabezpieczył przed chwiejnym rynkiem mieszkaniowym kosztem starych ludzi. Biedni emeryci i renciści cieszą się z każdej dodatkowej złotówki. Śmierć blisko, władza daleko, hieny tuż za progiem.


komentarze (4) | dodaj komentarz

Kościół chory, ale wojujący ?

środa, 21 grudnia 2011 9:10

Tak na pierwszy rzut oka, to polski Kościół wygląda czerstwo i zdrowo. Niezależny od państwa, a jednocześnie hojnie przez to państwo finansowany. Posiada wielomiliardowy majątek i prowadzi rozliczne niekontrolowane interesy. Czapkują mu politycy z prawa i z lewa. A jednak laicyzacja postępuje; w kościołach mniej wiernych i mniej na tacy, mniej Polaków popiera Kościół w sprawie in vitro, antykoncepcji i mieszanych związków, spada liczba kandydatów na księży, w ostatnich wyborach odniósł sukces antyklerykalny Ruch Palikota...Polski Kościół osłabiają także pedofilskie i majątkowe afery. Być może ta niełatwa sytuacja spowodowała powstanie "Raportu o stanie wiary w Polsce." Raportu, który mniej skupia się na "stanie", a bardziej na środkach zaradczych i na wizji. Szeroko omawia ten raport abp. Józef Michalik, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, w swoim wywiadzie. Wizja silnego Kościoła nawiązuje sentymentalnie do odległej przeszłości, kiedy to Kościół inspirował i chronił bojowników o wolność i wiarę, był kochany i czczony bez warunków wstępnych, nie podlegał publicznej dyskusji. Józef Michalik stawia na "katolicyzm ludowy, który jest przyszłością Kościoła." Co to za katolicyzm ? Otóż, reprezentują go "ludzie prości, ewangelijna rzesza, ale nie prostacy." Bierze się to z przekonania, że tylko "wiara prostego ludu jest żywa." Nadzieja wynika z wykluczenia poważnej części "nie-prostego" i wykształconego społeczeństwa. Z "wykształciuchami" Kościołowi nie po drodze. Cóż na to katolicka inteligencja, której odmawia się łaski zaufania ? Prosty, posłuszny i pielgrzymujący "lud Boży" zachowa polski Kościół w sile i zdrowiu. Stąd znaczenie modelu tradycyjnej, wielodzietnej rodziny, bo od niej ma zależeć przyszłość polskiego Kościoła. Nie bierze się pod uwagę, że w naszym kraju nikt nie chce być prostaczkiem, chyba że jest społecznie wykluczony, albo upośledzony. Rozwój cywilizacji prowadzi do oświecenia i taki ludowy skansen nie da się utrzymać , mimo wysiłków proboszczów, nawet na zapadłej wsi. Arcybiskup ma świadomość sytuacji zagrożenia. Kościołowi zagrażają media, którym należy wypowiedzieć wojnę. Powiada: "Istnieją media wrogo nastawione do Kościoła, pełne agresji i lekceważenia chrześcijaństwa."  Istnieją także media "pełne agresji", ale kościelne. Raport nie szuka odpowiedzi, dlaczego pewne media są "pełne agresji" wobec nie tyle chrześcijaństwa, ile wobec polskiego katolicyzmu. Kościół jest zawsze bez grzechu. To, co godne potępienia jest na zewnątrz. Wypowiadanie wojny mediom to wyraz pychy i ignorancji. Z mediami jeszcze nikt nie wygrał. Można wywierać naciski na prasę i telewizję, ale już internet jest poza zasięgiem wpływów Kościoła. Tezy raportu są kompletnie oderwane od naszej rzeczywistości. Dawny patriarchalny katolicyzm Polaków już nie wróci. A podburzanie wiernych przeciwko mediom tylko podsyca społeczne konflikty. Widzę w tym inspirację PIS-u, skoro wzorem dla arcybiskupa stał się premier Węgier, Viktor Orban, dający "świadectwo wierności zasadom". Czyżby wojna polsko-polska nabierała religijnych odcieni ?


komentarze (26) | dodaj komentarz

Ogłoszenie bezpłatne.

sobota, 17 grudnia 2011 11:14

Masz w życiu jakiś cel, chcesz coś zdobyć ? Chcesz stać się lepszym, niż jesteś ? Nie biegaj za etatem, pracuj na swoim i dla siebie. Szukamy ludzi ambitnych i pracowitych, którzy chcą coś zmienić w swoim życiu i zrealizować marzenia. Nie boją się wyzwań i łatwo nawiązują kontakty. Lubią pomagać ludziom. Tworzymy pozytywne międzynarodowe towarzystwo, szkolimy się w kraju i zagranicą, uczymy się liderowania, internetowego biznesu i pracujemy nad rozwojem osobistym. Szeroka informacja jest na stronie: www.amway.pl  Tak w skrócie: dostaje się w nieograniczoną używalność od firmy Amway za jedyne 800 zł. / to koszt licencji na prowadzenie sklepu i pierwszego zakupu podstawowego zestawu produktów /  największy wielobranżowy sklep internetowy na świecie, działający w 90 krajach / zdrowie, uroda, dom /. Firma daje 6 miesięcy na sprawdzenie tego sklepu i możliwości. Można zrezygnować i odzyskać 150 zł. za licencję. Sklep jest obsługiwany przez firmę kurierską, która dostarcza towar pod wskazany adres w ciągu 48 godzin. Produkt posiada 3-miesięczną gwarancję. Można zarabiać na 30% marży, kupując u siebie produkt za 70% ceny, a sprzedając za 100%. Reklamuje się swój sklep i zbiera stałych klientów. Dodatkowo zarabia się na premii, zależnej od miesięcznego obrotu w sklepie. Im większy obrót, tym większa premia; wpłacana regularnie na konto 10-tego każdego miesiąca. Jeżeli chce się rozwijać BIZNES, a nie tylko handlować, trzeba zająć się marketingiem sieciowym / to nowy zawód ! /, czyli oferować taki sklep innym i budować własną grupę sklepów; swoje zespoły w kraju, a nawet zagranicą. Premia wtedy znacznie rośnie, bo firma sumuje miesięczne obroty w sklepach, które powstały dzięki nam i co miesiąc wypłaca premię od ich obrotu. Zarobki są tutaj nieograniczone ! Poza tym, pracujemy w zespołach i każdy może liczyć na pomoc swojego lidera. To uczciwy, legalny biznes przyszłości i warto go sprawdzić. Bez żadnego ryzyka finansowego.  PS. Siedzę w tym od kilku lat i nieźle na tym wychodzę. Ktoś się przyłączy ?


komentarze (0) | dodaj komentarz

Nie ma Polski ?

czwartek, 15 grudnia 2011 15:31

[:-|] Świtało, kiedy usłyszałem szum wielkiej rzeki, zagłuszający chwilami coś, jakby śpiewanie: "Boże, coś Polskę..." Podszedlem do okna. Wierzchołki sosen okupowali politycy PIS-u. Na dole roiło się od niemieckich owczarków. Włączyłem telewizor. Na ekranie pojawił się znany mi prezenter, ubrany, nie wiedzieć czemu, w niemiecki mundur i poprawną polszczyzną informował o powstaniu Stanów Zjednoczonych Europy. Na przesuwającym się pasku na dole ekranu przeczytałem : rzeka Ren wdarła się w koryto Wisły i wypchnęła ją do Bałtyku; Kaczyński sam się internował w Charłamowie, ale bez kota; Tusk został gubernatorem Prus Wschodnich z Wolnym Miastem Gdańskiem... Pomyślałem: pewnie straciliśmy suwerenność ! I wtedy się obudziłem. Siedziałem na swojej kanapie. Na ekranie kołysały się, jak łany żyta, biało-czerwone flagi, na transparentach zobaczyłem znane mi złowieszcze i obraźliwe hasła, zobaczyłem nad-ludzi "nakręconych" nienawiścią, zobaczyłem Prezesa usiłującego wyśpiewać "Boże, coś Polskę..." Odetchnąłem, nie wiem, czy z ulgą - to jednak ta sama Polska. Kochana i patriotyczna aż do bólu. Jeszcze nie zniemczona i nie zniewolona... Ale nagle usłyszałem słowa Wodza, że Polski już nie ma ! Polskiego rządu już nie ma ! Jesteśmy nigdzie ! Musiałem się zaraz uszczypnąć, czy aby sam jestem realny i kościsty. Więc, jak to jest naprawdę ? Jesteśmy, czy nas nie ma ? Żona też nie wiedziała. Pobiegłem do okna. Sosny przysnęły spokojnie w bladej poświacie księżyca. Cisza, jak makiem zasiał. Pomyślałem: jeżeli przeżyję Kaczyńskiego, dowiem się wszystkiego. Jutro muszę zrobić PSA.


komentarze (1) | dodaj komentarz

Pan prezydent oświetlony !

poniedziałek, 12 grudnia 2011 16:54

(*-*) Prezydent może być silny lub słaby. Może rządzić i może być wyłącznie do reprezentacji. Nasz prezydent wręcza ordery, coś otwiera, zalicza ważne nabożeństwa...Żadnych poważnych inicjatyw ustawodawczych. I tak załatwi to kolega-premier. Co można robić z nudów ? Można się bawić i wzmacniać "reprezentacyjność". Jak ? Ano, idą święta, więc nasz prezydent postanowił podnieść reprezentacyjność Pałacu Prezydenckiego świąteczną iluminacją. Specjalne diodowe światło będzie wyświetlało na fasadzie budynku jakieś znaki graficzne i kolorowe wzorki. Nocną porą gmach rozświetli się na biało-czerwono na znak, że jest narodowy. Wszystkie te cudeńka będą się zmieniać automatycznie, zsynchronizowane nawet ze wschodami i zachodami słońca ! Mam nadzieję, że nie obniży to powagi Pałacu. Przewiduję zatem prawdziwe oblężenie siedziby prezydenta przez żądnych atrakcji warszawiaków i tych z głębokiej prowincji. To ważny wkład prezydenta Rzeczpospolitej w Boże Narodzenie. Prezydencka kancelaria wyda na to, bagatela ! blisko 600 tysięcy zł. Sporo kosztuje ten "iluminacyjny prezent" dla świętujących w strachu rodaków. Zwłaszcza dla już nie pracujących emerytów, których pan Bronisław zrobił w przysłowiowego "konia". Władza nie lubi oszczędzać na zachciankach. Kryzys jej nie dotyczy. Podatnicy zapłacą za prąd i wejdziemy w Nowy Rok z kolorowym migotaniem w oczach. I jak rezolutnie powiada jedna z postaci Staszka Wyspiańskiego: "dziecinne to i naiwne". No !

 

 


komentarze (8) | dodaj komentarz

Krzyżowanie.

czwartek, 08 grudnia 2011 10:52

0:-) Jesteśmy dziwnym narodem. Lubimy stawiać krzyże. Stawiamy krzyże rozmaite, gdzie się tylko da. Na ulicach, placach, polach, w górach, w przydrożnych rowach...Znaczymy miejsca swoich nieszczęść. Pełno ich w państwowych urzędach, szkołach, firmach...Jakbyśmy tą manifestacją naszej wiary chcieli przesłonić nasze niecne uczynki. Symbol pączkuje poza wszelkim prawem i rozsądkiem. To, czego za dużo, rodzi się z tego, co chore. Można umieścić taki krzyż w najdziwniejszym miejscu. Ale nie można go stamtąd ruszyć ! I tu podpowiedź dla eksmitowanych z mieszkań: postawcie w drzwiach solidny krzyż i nikt was nie ruszy...Nie chcę już komentować incydentu z ukradkowym zawieszeniem krzyża w sali sejmowej, na który patrzą z nadzieją głównie posłowie PIS-u, a który ani nie umoralnia posłów, ani nie dodaje im rozumu. Po prostu, wisi sobie i już całkiem spowszedniał. Ostatnio wróciła sprawa krzyży stawianych na poboczach dróg, znaczących miejsca tragicznych wypadków. Nie wystarczają groby i świeczki na cmentarzach. Wypadków drogowych mamy coraz więcej. Nasze publiczne drogi staną się prawdziwymi "drogami krzyżowymi". Są tacy, którzy twierdzą, że to lepsze niż policyjne radary. Kierowca z obrazem śmierci przed oczami zajedzie do celu szczęśliwie. Tyle, że ponury. Władze miejskie Gdańska i Pruszcza doszły do słusznego wniosku, że krzyże stawiane przy chodnikach, na rondach i skrzyżowaniach, stanowią zagrożenie dla ruchu i nie zdobią miasta. Gdańsk chce je przenieść na cmentarz. Może na jakieś specjalne miejsce. Tylko kto to wyrwie z ziemi ? Pruszcz nie chce ruszać swoich krzyży. Sprytni radni wymyślili. że tych, co je wkopali, trzeba obciążyć podatkiem gruntowym. 2 złote od metra kwadratowego zajmowanego przez taki samowolny krzyż. Jeden z radnych pocieszał w telewizji, że przecież taki mały krzyżyk, to zajmuje ziemi tyle co nic. Ot, jakaś złotówka rocznie. Absurd puchnie jak żaba po przepiciu. Nie namawiam, broń Boże, do profanacji. Tylko do "odkrzyżowania" myślenia. Nawet nie wiem już w imię czego. Byle czego.


komentarze (4) | dodaj komentarz

Jak rozmnożyć naród ?

czwartek, 01 grudnia 2011 10:53

;-( Istnieje na ten temat wiele poglądów, teorii i podejrzeń. Wygląda na to, że najwięcej dzieci mają biedacy. Jak się ma niewiele, każde dziecko to prawdziwy kapitał. Więcej do kochania, więcej rąk do pracy,więcej dumy z potencji...Biedne narody mnożą się na potęgę. Jak się ma dużo pieniędzy, dziecko paradoksalnie staje się luksusem. Ma to być "następca tronu" z oxfordzkim dyplomem. W trakcie zdobywania dużych pieniędzy nie planuje się dzieci. Lepiej inwestować w co innego. Bogate narody cechuje ubytek demograficzny. Starzeją się. Jesteśmy narodem na dorobku. W dzieci nie opłaca się inwestować, bo i tak na nas nie zapracują w dobie bezrobocia. Przetrwanie gatunku załatwią Hindusi i Chińczycy. Jaka różnica ? Podobno najwięcej dzieci rodzi się w okresie głębokiego kryzysu i tuż przed wybuchem wojny. Da się to wytłumaczyć psychologicznie. A więc jeszcze nie wszystko stracone. Nie siedzimy jednak z założonymi rękami na pustych kanapach, czekając na wyludnienie. Nasze kolejne rządy podejmują nieustanny wysiłek zwany "polityką prorodzinną", dając wyraźnie do zrozumienia, że dotychczasowa polityka była "antyrodzinna". I jakoś dzieci było więcej ! Politycy są przekonani, że wskaźnik urodzeń da się podnieść przy pomocy pieniędzy. Trzeba po prostu "kupić" dziecko od takiej prokreacyjnej pary. "Becikowe" to nagroda za to, że kobieta chciała urodzić. Jednorazowy datek zaledwie na wyprawkę. Niczego to nie podnosi, ale nieco uspokaja polityczne sumienie. Ostatnio pojawił się kolejny pomysł w szeregach partii chłopskiej / chłop tu nie jest bez winy ! /. PSL, koalicjant lojalny wyłącznie wobec KRUS-u, wykręcił PO niezły numer. Chce storpedować reformę emerytalną. Ludowcy postulują, żeby polskie kobiety bardziej zmobilizować do aktu przez wcześniejsze przechodzenie na emeryturę w zależności od ilości urodzonych dzieci. Nie napiszę, co mi to przypomina z niedawnej Historii... Czy to poprawi "dzietność" ? Skądże ! Zwiększy tylko bezrobocie wśród kobiet i obniży wysokość ich emerytur. A co z nadprodukcją dzieci ? Wyjadą w świat za chlebem. PSL zabiega o żeński elektorat i to wszystko. Bawi mnie ten harmider w temacie rozmnażania narodu. Wymarcie nam nie grozi. Nie znikniemy z mapy Europy. Prezes może spać spokojnie, gładząc kota pod włos. Kościół, któremu niby zależy na nowych katolikach, bo to nowa kasa, jednocześnie walczy z prezerwatywą i globulką, co nie daje dzieci i z in vitro, co je daje. Zawracanie głowy, a raczej, za przeproszeniem, czego innego. A tak w ogóle - żeby się rozmnażać, trzeba wiedzieć po co. Wiesz, Narodzie ?


komentarze (9) | dodaj komentarz

Ziobrem w ziobro Prezesa !

piątek, 11 listopada 2011 11:59

]:-> Prezesowi Jarosławowi Niejednokrotnie Przegranemu Kaczyńskiemu, mimo sekciarskiej dyscypliny, zaczyna sypać się własna partia. Średnio-młode "wilczki" już nie wierzą, że "przegrać", to znaczy "wygrać". Przewidują / i słusznie /, że polityczne fobie Prezesa doprowadzą do upadku wyznawców swoistego "prawa" i swoistej "sprawiedliwości". Partyjnym malkontentom przewodzi eurodeputowany Ziobro; "łowca bezprawia o świcie", który przy pomocy wątpliwych dowodów zaszczuł Barbarę Blidę i którego służby sprowokowały jej śmierć / sprawa nie wyjaśniona do dziś, mimo dowodów o zacieraniu śladów przez funkcjonariuszy /. Zbigniew Ziobro and company zaklinają się publicznie, że nadal nie wyobrażają sobie partii i siebie samych bez wiary i miłości do niezastąpionego Prezesa, ale przeczy temu założony przez nich klub parlamentarny o zgranej już nazwie "Solidarna Polska". Odkąd związek "Solidarność" stał się przybudówką PIS-u, a jego były przewodniczący Śniadek / trumienny mówca z Wawelu / dostał w nagrodę posadę w Sejmie - stracił twarz i może juz tylko palić branżowe opny i rzucać kamieniami w policję...Wołanie o zmiany w partii jest "wołaniem na puszczy". Ziobro doskonale o tym wie. Gra  idzie o stworzenie wizerunku "szlachetnych i wypędzonych". Sklonowany PIS-b / taki lepszy /, to mnożenie bytów bez potrzeby. Dopóki Prezes nie odpuści i zachowa poparcie ojca-dyrektora / który już wie, że diabeł maczał w tym palce ! /, będzie z tego sporo adrenaliny i pary w gwizdek. Zaplątany emocjonalnie Kaczyński jest przewidywalny. Ziobro będzie podstępnym i bezwzględnym egzekutorem / ach, te wyprofilowane usteczka ! /. Nie poprzestał na kocie; ożenił się, ma potomka, a to niemały atut w naszej katolickiej ojczyźnie. Ręce spod kołdry i trzymać kciuki za kota. Choćby całą noc !


komentarze (3) | dodaj komentarz

Jesień - i po cóż ?

środa, 26 października 2011 8:56

Wstąpiłem w rdzawą nostalgię jesieni

zapiąłem guzik

liść się osunął po gładzi powietrza

- wstrzymałem stopę

aby go nie zranić

ptak wtulił się w ciszę

wiatr targa furtką

zagląda w rękaw i opętla szyję

podniosłem kołnierz

deszcze maszerują

jak resztki armii po przegranej bitwie

w okruchach słońca

takie przemijanie

kruche z nadmiaru pamięci

nieludzkie...


komentarze (3) | dodaj komentarz

Palikot ante portas !

środa, 19 października 2011 9:19

papa "Palikot u bram" ! To zaledwie ostrzeżenie, czy już zwiastun kulturowej rewolucji ? Innej - od solidarnościowej. Nie - robotniczej, ale światopoglądowej i pokoleniowej...Powiadają uczeni w mowie i w piśmie, że historyczne przesilenia rodzą przywódców. Janusz Palikot jest jednym z nich. "Palikot jest politykiem nowej generacji, przyszedł do polityki z literatury, z Gombrowicza" - powiada Kazimierz Kutz. To on "przyprawia gębę" naszej skostniałej i konserwującej stare układy klasie politycznej. Wdarł się do Sejmu, ciągnąc za sobą podobno jakiś społeczny margines; gejów, ateistów, podejrzanych biznesmenów, byłych SB-ków...barachło ! "Ruch Palikota" naruszył względną stabilność partyjnych elektoratów. Póki co, zaktywizował grupy 'wykluczonych", wskazał gombrowiczowskim "palicem" / vide: wibrator i świński ryj / na nabrzmiałe i odsuwane do kąta społeczne problemy. Dla subtelnych intelektualistów i zdeterminowanych katolików to prawdziwy szok. I choć Joachim Brudziński głosi, że Palikot " powinien być wybatożony", bo "ten lubelski błazen funkcjonuje w życiu publicznym tylko dlatego, że reaguje się na jego wypowiedzi" - to po wyborczym sukcesie "Ruchu Palokota" sam Joachim powinien się oćwiczyć. Ten "błazen funkcjonuje w życiu publicznym" na mocy społecznego mandatu. Co zrobić z tym 'wrzodem na tyłku" polskiej demokracji ? To w dużej mierze zależy od samego Palikota. Postawił na zdrowy; wolny od administracyjnego nadzoru światopogląd. Na razie upomniał się o świecki charakter państwa. O przykrócenie hegemonii Kościoła w życiu publicznym. O odpartyjnienie państwa, bo / jak mówi / " tam, gdzie politycy domagają się praw dla obywateli, tam często dbają wyłącznie o siebie." O wymianę politycznych elit, bo " większość klasy politycznej to są ludzie poturbowani, pokiereszowani, połamani dyscypliną partyjną, nauczeni wyścigu szczurów..." Można go lekceważyć i obśmiać jak Joanna Senyszyn: "poseł z Lublina wciąż szuka swojego punktu G. i ma nadzieję, że własna partia zapewni mu wielokrotne szczytowanie."  Posłanka Joanna, która prawdziwe "szczytowanie" ma już za sobą, zapomniała , że poseł Palikot już udowodnił, że nie jest politycznym impotentem i zadeklarował : " nie jestem dla jaj w polityce; jestem po to, by ją zmienić."  Przybierająca w Europie fala protestów młodych "Oburzonych" tworzy społeczny klimat dla głębokich i zdecydowanych zmian polityczno-ekonomicznych. Także w Polsce. Czy świętująca samowładztwo i zadufana w sobie Platforma Obywatelska wyjdzie ze sfery zaklęć i podejmie skuteczne reformy ? Będziemy tak czekać, aż się wszystko zacznie walić ? Utwardzanie koalicji z interesownym PSL-em nic tu nie da. Odwaga i determinacja po stronie Palikota. Palikot ante portas ! Otwórzmy bramy...

 


komentarze (3) | dodaj komentarz

Premier Palikot...?

środa, 12 października 2011 9:45

papa Jak wyglądamy po wyborach ? Polacy nie chcą zmian ani na gorsze, ani na lepsze. Ma być tak, jak jest. Cóż z tego, że kuleje służba zdrowia; że rośnie bezrobocie i zadłużenie państwa; że sypie się kolej; że nasz system emerytalny niebawem trzaśnie jak  suchy patyk; że nasze uczelnie są na szarym końcu w Europie; że baby nie chcą rodzić, bo się nie opłaca ; że...że...Ma być tak, jak jest. Rzecz w tym, że Polacy tak naprawdę nie wiedzą, jak jest. Platforma zabezpieczy nam "to, co jest" na następne cztery lata. Ci, którym się nie podoba, zostali odstawieni przez społeczeństwo do opozycji. Po części na własne życzenie. Namawiali nas do "zmian", ale tak jakoś niemrawo, niewiarygodnie i bez pokrycia. PIS w końcówce załatwił na szaro sam Prezes, "podkładając świnię" kanclerz Merkel i oskarżając niemieckich inwestorów, że lokują swoje kapitały w Polsce, co nam grozi czwartym pruskim rozbiorem...Totalna bzdura i jawna szkodliwość tej bzdury dla naszej gospodarki, ale Prezes "zawsze ma rację". Cała nadzieja, że nie doczeka na prezesowaniu siódmej przegranej w wyborach. SLD też nie ma szczęścia do własnego lidera. Był kompletnie nie przygotowany do tej kampanii. Liczył pewnie, że "gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta". Przysłowia może i są "mądrością narodów", ale pod warunkiem, że naród też nie głupi. Teraz trzeba będzie znowu "wyprowadzić sztandar"...PSL zawsze jest pewne, że dostanie władzę, bo jego interesowna spolegliwość, gotowość do ustępstw i siła spokoju, to cechy żony, której wystarcza, że przy mężu nigdy nie jest głodna i płaci Krus. Dlatego obie strony tak afiszują się ze swoim związkiem. Ale, ale....Przebili się do władzy jacyś podobno "wykluczeni". Geje, lesbijki, narkomani i...w miarę normalni. Tak głosi fama. "Ruch Palikota", a właściwie "Palikot w ruchu". Dla subtelnych intelektualistów i zdeterminowanych katolików to szok. Chcą zmian na lepsze. Mało ich, ale dadzą popalić tym asekurantom z Wiejskiej. Czy to coś zmieni ? Nic  nie zmieni, ale przynajmniej będzie do śmiechu. Wszak ma być tak, jak jest. A jest lepiej niż w Grecji i tego będziemy się trzymać. Jest jeszcze miłość Premiera wszechogarniająca żrące się społeczeństwo...Idea na ciężkie czasy: kochajmy się, a przetrzymamy wszystko ! A tak naprawdę, to nie ma czego pozazdrościć zwycięzcom. Idą trudne czasy. Trzeba się wziąć do roboty. Nie wystarczy nie przeszkadzać przedsiębiorcom , a oni już bez rządu załatwią wzrost...Czas na poważne reformy. To będzie surowy egzamin dla starej-nowej koalicji. Trzeba zaryzykować utratę władzy w kolejnych wyborach. Może Premier już to przeczuwa, ogłaszając dużo za wcześnie, że to jego ostatnie premierowanie. Nawet, gdy Platforma zdobędzie się w końcu na odwagę, to mając za partnera " w drodze" PSL, daleko nie zajdzie. To partia środowiskowa, pilnująca interesu wiejskiego elektoratu, który cały czas szantażuje zgubną dla niego utratą swojej władzy. To nie jest dobra koalicja na jutro. Narodzie kochany, wybrałeś sobie polityczną "wizję przetrwania". Uwarunkowania zewnętrzne, tak czy siak, wymuszą konieczne i gwałtowne zmiany. Zacznijmy kopać studnię, zanim zabraknie wody...


komentarze (2) | dodaj komentarz

&

czwartek, 06 października 2011 23:34

Niestety - trzeba głosować !

wtorek, 04 października 2011 20:06

o:-) Zbliża się nieuchronnie 9 października / i jak powiada Staszek Tym / Polak-szarak ruszy, żeby wybrać kogoś do rządzenia. Nie każdy zdaje sobie sprawę, że decyduje po części o swoim życiu, o szansie na przyszłość...Taki obywatelski gest. Bardziej emocjonalny niż rozumny. W dobie, gdy coraz mniej ważą wielokrotnie niespełnione obietnice uroczych polityków, najbardziej ważą osobiste sympatie i narodowe sentymenty...Politycy już to wiedzą i dlatego ta przedwyborcza kampania jest tak nudna i wyprana z konkretów. Oni już nie chcą debatować o konkretach. Rzucają jakieś szczątkowe obietnice bez finansowego pokrycia...Odruch warunkowy, ot co. Teraz liczy się socjotechnika, czyli po naszemu - manipulacja; taka przynęta na obywatelską płotkę...Podstawą tej manipulacji są dwie przeciwstawne emocje: odwaga i strach. Wiemy z psychologii, że o podjęciu każdej życiowej decyzji ostatecznie decydują emocje, a nie przesłanki rozumowe. Decyzja to rezultat naszego stanu emocjonalnego w momencie jej podejmowania. Na tym właśnie "grają" dwie największe partie. PIS wabi nas "odwagą"; rozbudza poczucie narodowej dumy i siły. "To nie my wywieszamy białą flagę; to nie my boimy się Putina; nie drżymy przed jakąś Merkel, która / w domyśle Prezesa / może jest "umoczona" w Stasi, bo mieszkała w NRD / vide: wywiad Lisa z Kaczyńskim w TVP /..." PIS chce natchnąć Polaka-szaraka wiarą, nadzieją...cóż, gorzej - z miłością. Przywrócić nam odwagę naszych ojców spod Grunwaldu, Wiednia, narodowych powstań, Monte Cassino..."Polaku-szaraku, wstań z kolan i buduj potęgę !" Ba, któż z nas lubi być słaby, poniewierany, ośmieszany, niedoceniony ? I tej "odwagi" właśnie łaknie jego sfrustrowany elektorat. PIS przywróci nam godność i poczucie wartości; zakładając z góry, że nam tego brakuje. Więcej - nie straszny mu światowy kryzys gospodarczy, bo choć jesteśmy na dnie, wie, co podwyższyć, a co obniżyć. W końcu - ma Zytę ! Jak dokona z nami biednymi tego cudu nad cudy ? Na razie - tajemnica. Wierni dowiedzą się po wygranej. Dla odmiany, Platforma stawia na powszechny "strach". To już nie jest mocno zgrany strach przed rządami PIS-u, ale strach globalny, wszechpotężny. Strach przed tym strasznym, co się z nami stanie, gdy PO straci władzę. "To my zmagamy się zwycięsko i na zielono ze światowym kryzysem; to my wyciągniemy 300 miliardów dla Polski z Unii Europejskiej; cały czas pilnujemy, żeby wam nic nie zagroziło i dlatego nic nie robimy..." Ba, któż z nas lubi kłopoty, zaciskanie pasa, reformy, które uderzają w obywatela, pilnującego wyłącznie tego, co ma pod nosem ? Byleby nie było gorzej. Że będzie gorzej, wierni dowiedzą się po wygranej. I taki to jest elektorat; zachowawczy w swoim strachu przed jutrem. A inni kandydaci w tym swoistym "konkursie piękności" ? PSL uwodzi nas programowym brakiem mocnych emocji, co gwarantuje z natury "kamienna twarz" prezesa Pawlaka. Elektorat wiejski, wypasiony na unijnych dotacjach, skarży się co najwyżej na powodzie i huragany. Dopóki PSL pilnuje Krus-u, będą głosy. To partia, która nadstawi się każdemu. Z przodu, czy z tyłu - bez różnicy. Jest jeszcze partia Palikota. Czarny koń, czy trojański ? Lewica, której lewicowość pomyliła się z lewą kasą, arystokratycznym liberalizmem i flirtem z kościelnymi hierarchami, dzisiaj już dogorywa. Nie ma pomysłu na siebie. Konkurenci ograbili ją z resztek lewicowego myślenia. Rozdawanie kanapek i jabłek nie zastąpi wyrazistego i odważnego programu. Patrząc na uroczo lękliwy i zdezorientowany uśmiech Przewodniczącego, dalibóg, nie wiem, na jaką emocję mam się nabrać. O partyjkach kanapowych nie wspomnę. To wyborczy folklor. I cóż ja, Polak-szarak mogę uczynić z obywatelskiego obowiązku albo i z przyzwyczajenia, jak nie wrzucić tę kartkę...Połowa nas i tak nie wrzuci. Podobno każdy głos się liczy. Zależy w jakim towarzystwie. A tego nie da się przewidzieć. Toś my dożyli demokracji po odzyskanej solidarnościowej wolności ! Diabli tam ! Są tacy, co straszą rychłym końcem świata i to w przyszłym roku.  A to znaczy, że to będą ostatnie / ! / wybory. Warto zagłosować na ostatnie ! I to jest prawdziwy powód naszej obecności przy urnie. Póki co - wyborczej.


komentarze (6) | dodaj komentarz

Bełkotliwie o kulturze...

poniedziałek, 03 października 2011 18:12

;-P W przedwyborczym okresie debat-nie-debat telewizja publiczna zaserwowała nam mocno niestrawne danie w postaci debaty o kulturze. W nocnej porze zebrano w studiu kilkadziesiąt zgłodniałych dyskusji znanych osób. Nad głowami tych kompetentnych umieszczono hasło-nie-hasło: "Artyści przeciw politykom"; co pewnie w zamyśle redaktora i "reżysera" programu miało nadać całości dramatyzmu, kulturze - wagi, a widzom- uciechy. Cel był zbożny: upomnieć się o prawo kultury do godnego istnienia. Wynik tej debaty okazał się bezproduktywny, chaotyczny, merytorycznie pusty...W atmosferze frustracji i nerwowego dopominania się poszczególnych artystów "o swoje" istotna rozmowa o polskiej kulturze z biegiem gadaniny rozlazła się jak dziurawy worek po kartoflach...Bez żadnej, choćby kulawej i na wyrost, konkluzji. Puentę załatwił jakiś facet bębniący na fortepianie. Dlaczego tak potrzebna debata zakończyła się totalną kompromitacją i fiaskiem ? Po pierwsze - została źle przygotowana. Redaktorzy telewizyjni pragnęli prawdziwej walki / nie koniecznie na argumenty / między politykami i artystami, bo przecież ci ostatni zaczęli odmawiać wyborczego poparcia niektórym partiom. Trzeba było "napuścić jednych na drugich" w imię oglądalności...Takie telewizyjne show-myślenie. Więcej emocji, mniej rozumu. Wyszło zgodnie z założeniem - bezrozumnie. Para redaktorów prowadzących program z osobistym napięciem, nie potrafiła pokierować dyskusją; ustawić ją merytorycznie, kontrolować jej przebieg, reasumować i chronić przed chaosem. W sposób przypadkowy wywoływano do głosu poszczególne "ważne" osoby; często bez związku z aktualnie omawianym tematem...Każdy wywołany rzucał w telewizyjną przestrzeń to, co mu przyszło do głowy...I okazało się, że zaproszeni goście, przypadkowo dobrani,także nie byli przygotowani do istotnej i kompetentnej debaty o naszej kulturze. Bo - po drugie - nie zaproszono właściwych osób. Trzeciorzędny garnitur polityków usiadł naprzeciwko trzeciorzędnego garnituru twórców. Politycy nie mieli żadnych "odlotowych" propozycji dla kultury narodowej, a minister tylko mówił, co już zrobił; głównie dla dziedzictwa narodowego. Po stronie artystów nie zauważyłem nikogo szczególnie wybitnego i doświadczonego przez kulturę. Wyróżnił się artysta estradowy w kapeluszu, Zbigniew Hołdys, który wypowiedział się raz a dobrze, zarzucając politykom, że nie znają się na kulturze, bo jej nie mają w sobie. Faktycznie, nasza klasa polityczna ma narodową kulturę głęboko w życi. I im mniej można nią manipulować, tym mniej staje się przydatna jako instrument partyjnej propagandy. Aktem bezczelnej hipokryzji jest stałe podkreślanie wagi kultury dla narodowej tożsamości przy jałmużnym jej budżecie, który nas stawia w ogonie kultur europejskich. Tak ważnego wyzwania nie da się "zaklajstrować" i "odfajkować" bylejaką publiczną i niezborną gadaniną... Padło jedno sensowne zdanie: a co z jakością naszej kultury ? Ale problem wydał się wszystkim obecnym tak durny i niestosowny, że nikt  go nie podjął. Nasza kultura potrzebuje znaczącego pofinansowego wsparcia, ale i nadzoru nad publicznymi wydatkami. Nietrudno o przykłady niegospodarności instytucji, wydawanie pieniędzy na wątpliwej jakości imprezy i artystów, ciężkie opłacanie zwykłej chałtury, "sadzenie się" na wielkie i kosztowne patriotyczne widowiska, brak skutecznej kontroli ministerstwa i samorządów nad publicznym groszem...Wołajmy wielkim głosem / byle nie na puszczy / o pieniądze dla kultury najwyższego lotu i dla tej najmniejszej w zakamarkach Rzeczypospolitej. Zacznijmy od priorytetów i kryteriów. Wszak - ars longa, vita brevis !


komentarze (0) | dodaj komentarz

 12345678  »

piątek, 18 maja 2012

Licznik odwiedzin:  497 969 (wersja testowa)

Horoskop

Koziorożec

Pomimo dobrych wibracji tego piątkowego dnia, poczujesz lekkie poirytowanie. A wtedy łatwo o sprzeczki i kłótnie z błahego powodu. Nierozważne, impulsywne działanie może być negatywne w skutkach. Możesz podjąć pochopną decyzję, z której trzeba będzie się wycofać

więcej na horoskop.wp.pl

Ankieta

Czy lepiej być mądrym, czy głupim ?



Wyniki ankiety

Czy lepiej być mądrym, czy głupim ?

mądrym: 49%
jednak głupim: 51%

Łączna liczba głosów: 118

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

O mnie

Absolwent socjologii Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, absolwent reżyserii Akademii Teatralnej w Warszawie, scenograf, dyrektor teatrów, tłumacz-adaptator,poeta, dramaturg, krytyk teatralny, wykładowca uniwersytecki,dziennikarz...i fajny chłop! Chcesz wiedzieć więcej: odwiedzaj blogi :
W NURCIE ZDARZEŃ - jasielo.bloog.pl
TRENING AKTORA - j-ski.bloog.pl
LABIRYNT TEATRU - sielski-ja.bloog.pl
WIERSZO-STAN - trajner.bloog.pl
PRZEKŁADY LITERACKIE - frampolanin.bloog.pl
GALERIA - moje premiery - mojepremiery.bloog.pl

Zapraszam także na portal PISARZE.PL

adres : jasielo@wp.pl






O moim bloogu

bezkompromisowe refleksje i polemiki polityczno-społeczne, profesjonalnie o teatrze,aktorstwie i reżyserii, poezjowanie i przekłady dramatów, coś o kulturze, trochę filozofowania i takie tam...kilka r...

więcej...

bezkompromisowe refleksje i polemiki polityczno-społeczne, profesjonalnie o teatrze,aktorstwie i reżyserii, poezjowanie i przekłady dramatów, coś o kulturze, trochę filozofowania i takie tam...kilka różnych blogów: labirynt teatru, galeria premier, wierszo-stan, przekłady literackie...

schowaj...

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 18.04.2012 18:24:05
  • autor: mwhyhyhy
  • treść: bardzo ciekawy blog ...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 497969
(wersja testowa)
Wpisy
  • liczba: 366
  • komentarze: 2483
Galerie
  • liczba zdjęć: 0
Księga gości: 271
Punkty konkursowe: 1201
Bloog istnieje od: 1962 dni

Konkursy i nagrody

Ostatnio przyznana nagroda:

  • data: 08.10.2011 20:18:31
  • autor: Wiesław Poczmański
  • punkty: 100
  • treść: Za niezwykle rozważn...

Lubię to

Wizytówka


jasielo

wirtualni.wp.pl