Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 273 335 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Muszę się pochwalić...

czwartek, 15 czerwca 2017 12:00

Teatr Ludowy w Krakowie zaprosił studentów Wydziału Reżyserii Dramatu krakowskiej PWST, żeby zrealizowali na scenie swoje egzaminacyjne etiudy. Studencki konkurs wygrała etiuda wyreżyserowana przez Radosława Stępnia wg.dramatu Augusta Strindberga "Panna Julia" w przekładzie JÓZEFA JASIELSKIEGO... Gratuluję serdecznie reżyserowi i aktorom !


Podziel się
oceń
6
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Morawskiego robienie w gniazdo...

wtorek, 30 maja 2017 11:56

Obserwując zadowolone gęby i władcze miny, gesty układane w "drabinkę" / pewność / i ten podniosły ton, który zaczął stawać się wrzaskiem... myślę, że Przewodnia Siła wysortowanego narodu przekroczyła już granicę śmieszności i stanowi zagrożenie dla samej siebie. Przyjęta przez władcę metoda objaśniania świata na opak, manipulowania informacją, lukrowania każdego kłamstwa i mieszania ludziom w głowach z bezczelnością kretyna, który żyje na jakiejś odległej planecie, chociaż robi zakupy w "Biedronce" - daje pełną swobodę prominentnym osobnikom do upowszechniania bredni w poczuciu bezkarności i wiary w swoje wyjątkowe kompetencje...

 

Weźmy takiego asa taktu i intelektu jak profesor /  ? / Lech Morawski, były wykładowca na uniwersytecie w Toruniu, za którym wlecze się w prokuraturze sprawa jego wypadku samochodowego, co nie przeszkodziło mu zostać o północy sędzią Trybunału Konstytucyjnego. W wyniku zasług dla partii i narodu wysłano go na uniwersytet w Oxfordzie, żeby powiedział coś mądrego i przy okazji wypromował dzieło polityczne Prezesa na Zachodzie. Wykształcony prawniczo, jak diabli ! Lech M. najpierw obwieścił "kto on jest"; że reprezentuje właściwy Trybunał Konstytucyjny, a nawet narodowy rząd, żeby potem oskarżyć ten Trybunał i własny rząd o korupcję / ma niezbite dowody ! / i wrogość wobec homoseksualistów, którzy jeszcze są na wolności... Mówiąc trywialnie - dostojny Lech nasrał w ojczyste gniazdo. Mimo potężnego smrodu, jaki rozszedł się po naszej-nie naszej krainie, współplemieńcy z PIS-u dzielnie to znoszą. Nawet taka perfumowana dama-prezes Przyłębska nic nie czuje, siedząc obok, i nie zamierza czuć. Ale jak ma czuć wysortowane towarzystwo, że kolega się sfajdał, skoro wszyscy siedzą w szambie ? No nie ?


Podziel się
oceń
16
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Jak Berczyński z Polski zakpił...

środa, 24 maja 2017 16:54

Jest takie powiedzenie naszych pradziadów: Jak Pan Bóg chce kogoś ukarać, to mu rozum odbiera. Tak się i zdarzyło. Nie miał oto Pan litości dla ichniej elity władzy i pewnie w gniewie jakimś przyćmił im rozum, aby w swoim smoleńskim opętaniu przywołali ku pomocy Autorytet zza Wielkiej Wody dla ratowania kolejnej komisji do znalezienia "prawdy" dobrze im znanej, ale mającej być na opak. Autorytet badawczo-naukowy, zwany Wacławem Berczyńskim, ma się rozumieć, majstrował przy samolotach u Beoinga, dorabiając się kredytowo kilku posiadłości, ale, jakby mu było mało. puszczał lekko wodze fantazji. Stąd blisko mu było do samego Prezesa, jak że obaj fantaści prawie po kądzieli. I tak Wacław został namaszczony na smoleńskiego eksperta w Polsce. Dostał wszystko, co chciał: miłość, stanowisko, komisję, podobnych mu współekspertów, no i kasę na fanaberie i nowe posiadłości w USA. 

 

Musiał, biedak, uwiarygodnić swój Autorytet, a i zadowolić pracodawcę. Sypał jak z rękawa zaskakującymi teoriami na temat zamachu smoleńskiego. W impecie swej badawczej dociekliwości nakazał zbudować atrapę prezydenckiego samolotu do wysadzenia na łące na stojąco, a nie lecąco, jak przystoi samolotom lądującym. Wysadził wszystko jakąś bombą termobaryczną, rzekomo podłożoną przez Tuska i Putina... Całe to śmiałe i kosztowne przedsięwzięcie zostało fachowo sfilmowane, żeby "głupi naród to kupił". I chociaż mocno nagłośniono debiut reżyserski Wacława - nagle zapadła grobowa cisza. Dowody zbrodni uleciały razem ze śmieciami po wysadzonej zabawce. W okresie politycznego uwodzenia Jarosława, Antoniego i całego nowogrodzkiego dworu wacławowy Autorytet zdążył jeszcze wysadzić przetarg na caracale / sam się przyznał, głupi / i poróżnić nas z Francją oraz wcisnąć rządowi PIS-u 3 samoloty Boeinga dla VIP-ów, zakupione przez Macierewicza ze złamaniem procedury... Za to wszystko podziękował Berczyńskiemu przyjaciel Macierewicz, kiedy ten "dawał nogę" z Polski. Nie zatrzymały go do złożenia ważnych wyjaśnień żadne służby. Teraz ukrywa się w jednej ze swoich licznych posiadłości w USA. Po prostu - Wacław B. z Polski zakpił  ! Czy tylko on jeden ?


Podziel się
oceń
11
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Dzień drabinki

czwartek, 11 maja 2017 12:26

Niechaj mi wybaczą ofiary katastrofy smoleńskiej moje rozżalenie i złość na skandaliczną farsę, jaka ma miejsce na Krakowskim Przedmieściu w ramach tzw.miesięcznicy. Ta dzicz nie czci ich pamięci. Zabija pamięć o nich... Ostatnio zamieniono drabinkę na czarny podeścik, żeby człowieczek na politycznym dopalaczu pluł nad głowami swoją nienawiścią na wszystkich i na wszystko, co mu nie pasuje. W siódmą miesięcznicę Jarosław K. wdrapał się na piedestał, żeby kolejny raz, jak zdarta płyta, wykrzyczeć swój prymitywny przekaz do prymitywnej gawiedzi o "prawdzie, nienawiści i zwycięstwie"...

 

Ta "prawda" ma być o zamachu i mordercach z PO, i chociaż preparuje się wciąż nowe "dowody", jakoś prawda Prezesa nie chce się uwiarygodnić. Ta "nienawiść" atakuje PIS zewsząd. Jacyś "oni" chcą zniszczyć Polskę i pewnie "zamachnąć się" teraz na Jarosława i jego dwór, skoro dla bezpieczeństwa spędzono aż 3365 policjantów, nie licząc licznej ochrony osobistej szefa. Na koszty tej ochrony wydano z pieniędzy podatników 700 tys.zł !... Tę "nienawiść" reprezentowała skromna kontrmanifestacja z białymi różami w rękach / pokój i niewinność / , co napompowanemu emocjami Kaczyńskiemu pozwoliło nazwać białe róże "symbolem nienawiści i skrajnej głupoty"... Biedak zapomniał, o ironio, że sam przydźwigał na własną imprezę wieniec z białymi różami ! I tak się sam "usymbolizował" wbrew sobie... To "zwycięstwo", powtarzane jak mantra, chyba już przyszło w postaci władzy absolutnej. Jeżeli prezes uważa, że jeszcze nie wygrał, to jakiż ma być obraz tego "zwycięstwa" ? Powrót do rewolucyjnej gilotyny i Berezy Kartuskiej ? Przy takiej wizji należałoby zaangażować na Nowogrodzkiej psychiatrę. Oczywiście - za pieniądze podatników, których odporność na ekscesy i pierdoły kiedyś się skończy. A wtedy - gdzie uciekać ? Orban może go sprzedać Ruskim, jak Egipt minstrale. Za złotówkę ?


Podziel się
oceń
10
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Escobariusz Waszczykowski

sobota, 06 maja 2017 13:00

Tragedią obecnej władzy jest totalna niekompetencja; brak właściwych ludzi do realizacji nawet słusznych pomysłów. Zgubią ją złe emocje zrodzone z pychy, ignorancji, wrogości i poczucia bezkarności. To z pychy bierze się to "sortowanie" obywateli. A przecież ten "drugi sort" to właśnie przedstawiciele władzy i jej elektorat... / i masz - sam zgrzeszyłem pychą ! /. To z ignorancji bierze się obsadzanie stanowisk osobami niekompetentnymi. Z braku wiedzy, z nieuctwa, z nieświadomości konsekwencji. Ważne, żeby to byli nasi ludzie. To z wrogości bierze się strategia rządzenia oparta na podsycaniu konfliktu i pogłębianiu podziału społeczeństwa. To z poczucia bezkarności bierze się ta śmiałość i bezczelność w realizowaniu autorytarnej i mocarstwowej wizji państwa oraz umacnianie władzy przez "kupowanie" sobie ludzi. A potem - jakoś to będzie !

 

Teraz o naszym miejscu w Europie i na świecie oraz o naszych sąsiadach i sprzymierzeńcach. Chodzi o nasz dobrobyt i bezpieczeństwo. Dlaczego nasz kraj staje się samotną wyspą na burzliwym oceanie światowych konfliktów i zagrożeń ? Ofiarą kompleksu niższości niskiego posła. Dlaczego na stanowisku Ministra Spraw Zagranicznych miota się, ku uciesze całego świata, nierozgarnięty, zagubiony i nie potrafiący się mądrze wysłowić dyplomata Witold Waszczykowski ? Dyplomata niedyplomatyczny. Największa pomyłka personalna Radka Sikorskiego, którego nienawidzi od lat za wywalenie z roboty w ministerstwie.

 

Być może z nakazu "naczelnika" buduje Witold front walki z Unią Europejską, nawołując do "ostrego stanowiska" Polski. Spowodował wizerunkową katastrofę PIS-u, zapraszając do Polski ekspertów weneckich, których nie przysłała nawet rzekomo wroga Polsce Komisja Europejska... Kompletnie nie przygotował ataku na Donalda Tuska, co przyniosło sromotną przegraną Polski z UE 27:1... Wypomniał Sikorskiemu słowo "murzyńskość" obrazujące nasz poddańczy stosunek do USA, oświadczając, że z tą "murzyńskością" Polska już skończyła; co w USA skojarzono z niechętną postawą PIS-u... Jego wiceminister, pan Kownacki, obraził naszych sojuszników, ogłaszając publicznie, że to Polacy uczyli Francuzów jeść widelcem ! Złośliwe to-to i bez klasy, jak to całe ministerstwo. Mało tego - Witold Waszczykowski zasłynął jako odkrywca nowego lądu ! Szukając poparcia dla Polski, starającej się o niestałe miejsce w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, pochwalił się publicznie, że polscy dyplomaci odbyli spotkanie z przedstawicielami karaibskiego państwa San Escobar... Świat zarechotał, a nas dalej nie ma w tej Radzie. Może należałoby zastąpić Escobariusza "tańczącą minister" Anną Fotygą ? Taniec usprawnia mózg i koordynację dyplomatycznych zabiegów. Chociaż, jak się leży na deskach, jak polska polityka międzynarodowa, to nawet jak ktoś zagra, Maciek nie podskoczy. Jeszcze.

 

 


Podziel się
oceń
10
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Jak szyszka w zadku...

czwartek, 27 kwietnia 2017 17:14

Można sobie wyobrazić, jak niemiłosiernie uwiera szyszka rozpychająca się zwłaszcza w hemoroidalnym zadku... Podobnie jest z ludźmi. Nomen-omen taki Jan Szyszko, minister od środowiska naturalnego. Niezatapialny filar frakcji toruńskiej. Jeden z tych profesorów, którym nabyta wiedza plącze się, jak za długie sznurówki przy trzewikach. Wielu on uwiera, ale przy starczych zaparciach naszej elity władzy z tą szyszką da się nieźle żyć. W myśl epokowej idei Prezesa: zniszczyć w tym kraju wszystko, żeby Polska była Polską - Jan Szyszko zabrał się do niszczenia naszego środowiska naturalnego. Na pierwszy ogień poszły drzewa i ptactwo. Najpierw dla politycznych celów chciał zniszczyć torfowiska Rospudy; potem - pociąć na deski Puszczę Białowieską, bo jak się wytnie drzewa, to razem z ...kornikiem ! Potem wymyślił ustawę, że każdy, kto ma drzewa, może je wyrżnąć i ubić interes z deweloperem. Jako "rzeźnik" z genotypu i przekonania nie daruje także polskiemu, patriotycznemu przecież ! ptactwu. Urządził pod Toruniem rzeź 500 bażantów, rzucanych przez drzwi pod lufy "myśliwych" jak rzutki. Trwało to 6 znojnych rund, a w przerwie był zakrapiany posiłek tych osiłków ze strzelbami i w kapelusikach. Że jest przepis o ochronie zwierząt ? Co tam ! Kto podskoczy takiej szyszce ?

 

Poza paskudnym charakterem i eksterminacyjnym stosunkiem do wszystkiego, co żywe i nie jest czlonkiem PIS-u, Pan Jan ma sporo grzechów na sumieniu zawsze katolickim. Nieźle kombinuje przy forsie. Zataił w oświadczeniach majątkowych, że ma letniskową willę we wsi Tuczno, wartą co najmniej pół miliona zł. Prawa i Sprawiedliwa Prokuratura nie podjęła postępowania, bo "wpisanie wartości stodoły w sposób intuicyjny nie może być poczytane jako istotna nieprawidłowość". Zauważcie: "stodoła - intuicyjny - nieprawidłowość"... Nie wpisał do oświadczenia majątkowego kolekcji poroży o wartości ok.14 tys.zł. Za zatajenie prawdy o oświadczeniach majątkowych grozi 5 lat pierdla. Nie dotyczy to jednak "nadludzi" z pierwszego sortu. Za to przyznał się w oświadczeniu majątkowym, że kupił tereny o powierzchni większej niż województwo śląskie ! / ponad 1.67 mln.hektara /. Wytnie to niedługo i sprzeda pod zabudowę. Cena jego gruntów rośnie tak, jak sondaże PIS-u. 

 

Zgodnie z dyrektywą posła Kaczyńskiego ta szyszka rozpoczęla walkę z organizacjami pozarządowymi / co nie rządowe to nierządne /. Najwyżej oceniane projekty środowiskowe tych organizacji zostaly pozbawione dotacji, bo ośmieliły się krytykować ministra Szyszko. Rząd PIS-u skierował dotacje na projekty podległe Janowi. Ponieważ organizacje pozarządowe mają możliwość pozyskania środków z tzw.funduszy norweskich, minister Gliński wygadał się, że i te fundusze zostaną przejęte przez PIS. ---  Ostatnio Jan Szyszko "palnął" coś, co każe nam kolejny raz zadumać się nad poczytalnością władzy. Proponuje, żeby kolegów-myśliwych potraktować jako rodzaj obrony terytorialnej, bo potrafią strzelać i "mają pełną penetrację terenu". Czyżby Jan pozazdrościł Antoniemu jego prywatnej armii ? ----  A co do "penetracji", to jak spenetrować zadek, żeby pozbyć się takiej szyszki ? Amen.


Podziel się
oceń
15
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Smoleńskie filmowanie

poniedziałek, 17 kwietnia 2017 12:46

Już klasycy z minionej epoki zdawali sobie sprawę, jak ważną rolę pełni film w manipulowaniu społeczną świadomością i wciskaniu obywatelom klasycznej ciemnoty. Zwłaszcza filmowanie z politycznym przeslaniem i przekłamaniem... Nic zatem dziwnego, że w dobie "lepszej Polski", stygmatyzowanej katastrofą smoleńską , władze PIS-u pokusiły się o sfilmowanie typowo propagandowe i uwodzicielskie lansowanej z uporem maniaka tezy o "zamachu", dokonanym przez wrogów wewnętrznych i zewnętrznych... Film "Smoleńsk" okazał się totalną porażką ideową i artystyczną oraz klapą frekwencyjną ; mimo przymusowego spędzania do kin dziatwy szkolnej. Władza nie dała jednak za wygraną i zleciła nakręcić za niemałe pieniądze coś w rodzaju filmu dokumentalnego; pełnego naukowców, naukowych gadżetów , wykresów, animacji i poligonowych eksperymentów. Wszystko to miało bezapelacyjnie udowodnić i uwiarygodnić zleżałą tezę o zamachu w postaci odpalenia bomby w samolocie. Bomba miała być termobaryczna. Wybuch następuje przez rozpylenie w powietrzu materiału wybuchowego / lotna ciecz / przy pomocy małego ładunku, a następnie zainicjowanie jego eksplozji. Główną siłą niszczącą jest wysokie ciśnienie. To podobno rozerwało samolot na strzępy tuż przed pasem lotniska. Żeby to udowodnić zbudowano kopię Tu-154M i wysadzono na poligonie... Co udowodniono ? Że bomba termobaryczna wysadzi w powietrze wszystko, co się da.

 

Co zastanawia i budzi watpliwości ? Zastanawia seria zarejestrowanych / czarne skrzynki / awarii na pokładzie samolotu: awaria wysokościomierza, awaria zasilania, nagły wzrost wibracji obu silników, awaria lewego silnika, awaria podwozia... Zanim doszło do rzekomego wybuchu. Każdy samolot przed lotem podlega technicznemu przeglądowi. Czy Kancelaria Prezydenta czegoś tutaj nie dopilnowała ? A może samolot nie nadawał się do lotu ? A musiał lecieć z przyczyn politycznych... Budzi wątpliwości sam wybuch termobaryczny we wnętrzu samolotu. Samolot przeszedł obowiązkową kontrolę pirotechniczną przed startem, a i psy musiałyby wyczuć substancję zapalającą... Pirotechnicy sprawdzili też bagaż wnoszony na pokład. Gdyby wybuch rozerwał samolot w trakcie lotu na wysokości 30 m. nad ziemią i przy prędkości 270 km/godz. to szczątki byłyby rozrzucone na ogromnym obszarze, a nie w odległości kilkudziesięciu metrów. Zastanawia też fakt, że nie została zniszczona podłoga samolotu. Ofiary giną od fali gorąca, potężnego ciśnienia, lub duszą się z powodu braku tlenu. Sekcje zwłok nie wykazały oznak uszkodzenia płuc ani śladów zwęglenia. Co ciekawe - urządzenia nagrywające / czarne skrzynki / nie zarejestrowały odgłosu wybuchu w samolocie, ani też reakcji pasażerów na odgłos ładunku uruchomiającego rozpylanie we wnętrzu samolotu mieszanki wybuchowej... Nie sposób nie wyczuć i nie zauważyć lotnej cieczy wybuchowej, rozprzestrzeniającej się w samolocie tuz przed inicjacją ładunku zapalającego. Słyszelibyśmy jakieś poruszenie, krzyki, komentarze... A tu nic - do samego końca. 

 

Poza tym - jak umieszczono tę bombę termobaryczną w tajemnicy w Tu-154M ? Trzeba było ukryć spory zbiornik i dwa ładunki. I wreszcie - kto to zrobił ? Rosyjscy spadochroniarze ciemną nocą ? A może ludzie Tuska, skazujący tym samym na śmierć swoich przyjaciół ? Tzw. dowody można spreparować na wszystko... Będą z pozoru "naukowe" i sugestywnie sfilmowane. Ten "wybuch" tyle wart, co "rozpylona przez Ruskich mgła", "rażenie pilotów laserem"... Stek hańbiących kłamstw i ohydnych manipulacji. Bez szacunku dla ofiar tej tragedii. Hieny cmentarne z PIS-u niebawem wymyślą coś bardziej "filmowego". Ten danse macabre musi trwać, żeby ich nie-prawda wyparła prawdę dobrze im znaną, ale zżerającą ich sumienia...


Podziel się
oceń
12
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Sabotażysta - Antek M.

czwartek, 06 kwietnia 2017 12:30

Pospolity osobnik obdarzony / przez rzekomą Opatrzność i kompleksy / chorą wizją państwa musi znaleźć odpowiednich wykonawców; wiernych, bezwzględnych, niedowartościowanych, pazernych i zamulonych umysłowo. Znajduje ich w jakimś ciemnym kącie, w jakiejś psychicznej zapaści i wyciaga na dzienne światło, dając im nowe życie. Tacy ludzie są egzekutorami woli Prezesa, a jednym z nich jest sterany patriotyczną walką Antoni Macierewicz. Człowiek przedziwny, gustujący w młodych chłopcach, których powołuje z lubością na intratne i odpowiedzialne stanowiska państwowe. Mocny człoweik w rządzie i w partii z woli ojca-dyrektora-Rydzyka, mającego pakiet kontrolny w tym "lepszym państwie"... Sprytnie zagrał na poczuciu winy Prezesa, tworząc "religię smoleńską" przy sekcie umocowanej przy toruńskiej rozgłośni. Komisja badająca katastrofę doskonale służy podtrzymywaniu w narodzie przeświadczenia o wyższości moralnej Pis-u, budując jego mit założycielski / Wawel i liczne pomniki brata Lecha /. Krwiożercze i wodzowskie zapędy Antoniego znajdują ujście w roli Ministra Wojny, który właśnie przekształca wojsko w armię wewnętrzną, służącą utrzymaniu władzy przez Pis, a nie obronności kraju. Praktycznie zniszczył polski wywiad wojskowy, dekonspirując agentów i osłabiając nasze powiązania z wywiadem NATO. Kuriozalna Obrona Terytorialna z amatorskiego zaciągu, to prywatna gwardia, której będzie można użyć, gdy wojsko i policja odmówią strzelania do demonstrantów...

 

Jako reformator polskiej obronności skutecznie rozbroił to państwo, pozbawiając je najlepszych i najbardziej doświadczonych dowódców. Po prostu - wyrzucił na zbity pysk w chamski sposób 30 generałów i 250 pułkowników, doświadczonych w Iraku i Afganistanie oraz ksztalconych w Anglii i USA... Bo chodzili do roboty już w PRL-u. Rządowo-kolorowe kłamstwa o zbrojeniu armii, to Antkowe opowiastki o tysiącu dronów, kilkudziesięciu helikopterach, łodziach podwodnych w Radomiu i rakietach, których Amerykanie boją się nam udostępnić... 

 

Należy zwrócić uwagę na powiązania tej władzy z prominentnymi osobami z PRL-u i pracownikami bezpieki. Czyż to nie prokurator stanu wojennego, Piotrowicz, wypełnił prezesowskie zadanie unicestwienia Trybunału Konstytucyjnego ? Antoni Macierewicz zasiada w radzie fundacji Głos, gdzie prezesem zarządu jest Robert Jerzy Luśnia, współpracownik bezpieki / uznany przez sąd /. W latach 80-tych oficerem prowadzącym Luśni był esbek Józef Nadworski, podejrzany o koneksje z sowiecko-rosyjskim wywiadem ! Krzysztof Ciszewski, który figuruje w archiwach SB jako TW, jest dziś czlonkiem zespołu "ekspertów smoleńskich" Macierewicza... Ciekawe ! Zastanawiająca jest opinia brytyjskiego wywiadu MI-6 na temat Polski: "Efektem obecnych czystek, proponowanych przez polskie władze, są masowe próby infiltracji ze strony rosyjskich służb. Polska staje się zagrożeniem dla całej naszej wspólnoty". Postawmy śmiałe pytanie: czy ten Macierewicz to świadomy lub nie "koń trojański" Rosji, czy szaleniec z brzytwą ?

 

A poza tym - pan Antoni olewa prezydenta, chwali go niezmiernie premierka Szydło, Kaczyński  nic mu nie zrobi, bo boi się Rydzyka... Co z tego, że facet z przyklejonym lukrowanym uśmieszkiem jest tchórzem, który uciekł pociągiem zaraz po katastrofie w Smoleńsku do Warszawy, nie zapominając wszakże zjeść obiadu w trupiej atmosferze. Uciekł też z miejsca wypadku samochodowego, ale to małe piwo w porównaniu z... Jako wykształcony w PRL-u historyk jest przekonany, że Józef Piłsudski i Roman Dmowski korzystali z doświadczeń... Powstania Warszawskiego; mimo że umarli przed jego wybuchem. Tak to jest, gdy się żyje w wirtualnej rzeczywistości Pis-u i popisu. A teraz - trzymajmy się ! - Antek M. jeszcze nie raz doprowadzi nas do łez / byle ze śmiechu /. Ostańcie z Bogiem !


Podziel się
oceń
11
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

W pracy...

sobota, 25 marca 2017 18:59

Pan Tadeusz-próba5.JPG


Podziel się
oceń
3
0
Tagi: teatr

komentarze (0) | dodaj komentarz

BORowanie prawdy

środa, 22 marca 2017 11:44

Niedługo miną dwa miesiące mozolnej pracy krakowskiej prokuratury nad dochodzeniem do prawdy o wypadku premier Szydło i jej "profesjonalnej" obstawy. Gdyby udało się zastraszyć młodego kierowcę, który miał pecha, że trafił na rządowo- wycieczkową kolumnę-niekolumnę / wszak pani premier wracała w domowe pielesze i musiała się zdrzemnąć / i nie spodziewał się, iż nagle zza pleców wyskoczy mu opancerzony bolid, sprawa byłaby już dawno załatwiona po rzadowej myśli. Wszak natychmiast po incydencie drogowym minister Błaszczak z całą stanowczością i pewnością obwieścił narodowi, że zawinił tutaj przypadkowy kierowca / młody ! / i trzeba go skazać, a kolumna jechała zgodnie z przepisami. 

                 Żeby szybko zamknąć sprawę i zatuszować brak kompetencji pracowników BOR-u, nie przesłuchano żadnych świadków poza nimi. Gdyby nie dziennikarze TVN24, nie dowiedzielibyśmy się, że na miejscu wypadku jednak byli świadkowie, którzy powiedzieli narodowi, że kolumna jechała bez sygnałów dźwiękowych / pani premier drzemie ! /. Opinia publiczna wymusiła na prokuraturze, aby łaskawie przesłuchała te osoby... I cisza.

            Zwrócono uwagę mało rozgarniętym, albo szczwanym prokuratorom, że przecież taki rządowy samochód ma jakieś rejestratory. O ! I trzeba było zbadać zawartość tych rejestratorów / długo ! /. Okazało się, że minister Błaszczak okłamał naród obwieszczając, że kolumna-niekolumna przestrzegała przepisów drogowych, jadąc zaledwie 50 km. na godzinę w zabudowanym terenie, skoro w rejestratorach było 85 km/h i nie chodziło o pożar...

                     Coraz trudniej bezboleśnie zamknąć całą sprawę, bo nagle z góry skazany kierowca fiata nie przyznaje się do winy i dostaje pomoc prawną ze strony wytrawnego obrońcy. Nic nie daje przesłuchanie matki chłopaka / po co ? / Obrońca nie uczestniczy w przesłuchaniach świadków, chociaż prawnie powinien. Dopiero po miesiącu od wypadku prokuratura decyduje się na przesłuchanie głównego świadka - panią premier. I proszę ! Przesłuchanie jest utajnione ! Znowu obrońca oskarżonego nie może uczestniczyć w tym przesłuchaniu, bo podobno dowiedziałby się o jakichś tajemnicach państwowych... Jaja !

                     To dochodzenie szyte jest grubymi nićmi. To "borowanie" prawdy. To powszechnie stosowana przez obóz władzy taktyka uporczywego kłamstwa i prostackiego "odwracanie kota ogonem". Prokuratura w końcu musi wskazać winnego. Opinia publiczna już wie jedno: cokolwiek by się działo - BOR jest poza wszelkimi podejrzeniami. To pech PIS-u, że wcześniej wyczyścił tenże BOR z fachowych pracowników PO, bo najłatwiej by było zrobić z tego kolejny zamach. Prokuratorzy mocno się spocą pod nadzorem naczelnego Ziobry, zanim wymyślą coś kuriozalnego. Może naród zasypywany sensacjami - zapomni i już. Póki co - grają na zwłokę. Przecież trzeba przesłuchać tysiące świadków w sprawie kiepskiego kierowcy, który wybrał lądowanie na drzewie, ale miał dobre intencje na drodze. No i był "swój" !

 


Podziel się
oceń
8
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Goliat na deskach !

czwartek, 16 marca 2017 20:11

Pycha kroczy przed upadkiem. 

Był to zaiste ciężki nokaut na samozwańczym Dyktatorku, opuchniętym z pychy i mocy nadprzyrodzonej, któremu się przywidziało, że ma w garści całą Europę tak, jak polską prowincję... Aliści - demokratyczna i wolna Europa dała w facjatę profuneralnemu posłowi, który rozdaje w swoim partyjnym państewku zgrane karty, bo ten "naród tak głupi, że wszystko kupi" / J. Kurski /. Okazało się, że marne 500 zł. łapówki wystarczy, żeby kupić czyjś honor i uzyskać społeczne przyzwolenie na dewastację państwa i postępujący zamordyzm. Kłamliwa propaganda, oparta o skuteczne goebelsowskie zasady: czarne jest białe i kłamstwo powtarzane tysiąc razy staje się prawdą, skutecznie zmanipulowała przede wszystkim "biernych, ale wiernych" wasali. Ci zaś wyszli na europejski ring kompletnie nieprzygotowani i zagubieni, chociaż wierzący i praktykujący. Dziwne, że Duch Święty nie oświecił naszego Bonaparstka, żeby się głupio nie wychylał... Jednym słowem - kompromitacja, a i gromki śmiech nad mocarstwową Polską wzleciał nad światem... Żelazny Prezes zaplanował, że rękami Unii Europejskiej zemści się na mordercy / ? / swego brata Lecha i zabierze mu intratną posadę. Taki przyziemny, chamski odwet, obudowany ideologią racji stanu i kłamliwymi oskarżeniami o winie i rychłej karze, o kandydacie niemieckim, a nie polskim... Prywatna, nienawistna rozgrywka z podwórka podniesiona do rangi europejskiej... Europa nie dała się na to nabrać. Bo nie chodzi tutaj o Donalda Tuska i jego wysokie stanowisko. Chodzi o Polskę, która dostała żółtą kartkę. I nie zamaże tego faktu i odczucia odtrąbienie zwycięstwa nad Europą wrzaskiem i bieganiem po lotnisku z kwiatkami za bohaterską Szydło. Nie da się groteskowej, żałosnej klęski przefarbować na gigantyczny sukces polityczny partyjnej sekty. Guru się przeliczył, co było do przewidzenia. Ale pycha zaślepia. To, co da się zrobić z biernym i przekupnym społeczeństwem, nie da się zrobić z cywilizowanymi europejskimi krajami. Jesteśmy izolowani, a wkrótce będziemy pariasami Europy, bo tak sobie wymarzył jeden nieciekawy, sfrustrowany osobnik... Chyba, że...

Ta świnia - Wolski !

Osobliwa w tym dyplomatycznym szambie jest rola europosła PO Saryusza-Wolskiego. Cenionego polityka, pełniącego wysokie funkcje w dwóch europejskich komisjach... Ale zżeranego poczuciem niedowartościowania. Tenże Wolski zgodził się w imieniu Pis-u podłożyć świnię swojemu partyjnemu koledze. Podobno ze szlachetnych pobudek, bo dla niego liczy się Polska... Po świńsku ? Chce, żeby UE była lepsza, a w tej UE - Polska najlepsza ! Gdyby wygrał, mamy Europę na kolanach i zabieramy się do dewastowania UE w imię pisowskiego hasła: Będziemy biedni, ale katoliccy ! Teraz ciężko poobijany Wolski czeka na nagrodę za poświęcenie... w postaci stanowiska Ministra Spraw Zagranicznych / zna języki ! /, ale pobielany Waszczykowski to minister Dyrektora z Torunia i przez to jest nietykalnym pomazańcem... Wolski, minąwszy się z własną inteligencją, stracił wszystko w UE, w dodatku pachnie po świńsku i już... Jest jeszcze obywatel Duda, zatrudniony przez Prezesa na posadzie prezydenta. A właściwie, to go nie ma... Gdzieś tam szusuje. 

 


Podziel się
oceń
10
1
Tagi: UE, Wolski, Prezes, Tusk

komentarze (0) | dodaj komentarz

Wszystkiego, co Najlepsze !!!

poniedziałek, 02 stycznia 2017 12:06

Wszystkim moim Przyjaciołom, Znajomym i Gościom na moich stronach życzę niezmiernie zdrowego, bogatego i pełnego wszelakich satysfakcji Nowego Roku 2017 !!! Szczególnie - sobie, albowiem zainagurowałem 1 stycznia po przebudzeniu 74 rok bytowania... Byle do... Do czego ?


Podziel się
oceń
5
0

komentarze (93) | dodaj komentarz

Tego nam brak...

sobota, 24 grudnia 2016 14:31

1c1945ac998e4d8fa3c4ac0.jpg


Podziel się
oceń
5
0

komentarze (76) | dodaj komentarz

Życzenia... !!!

piątek, 23 grudnia 2016 10:51

Wszystkim moim Przyjaciołom, Znajomym oraz Gościom mojego bloga - przesyłam najczulsze życzenia Zdrowia, Radości, Sukcesów oraz Kasy na te Święta i na Nowy Rok 2017... Oby Nam się ... !Skan_20150523 (17).jpg


Podziel się
oceń
7
0

komentarze (78) | dodaj komentarz

Kłopoty z Niepodległością

sobota, 12 listopada 2016 11:47

No bo - jak to jest ? Przenosi się Prezes nad Prezesami z czarnej drabinki na czarny podest i w Święto Niepodległości wmawia nam, że oto świętuje Niepodległość w kraju pozbawionym Niepodległości, którą trzeba dopiero wywalczyć... To może na razie nie świętujmy ? Jakoś głupio tak, chociaż w tej czerni niby poważnie... Ale jednak nielogicznie i schizofrenicznie. I zaraz robi się funeralnie i nieswojo, bo my nadal w niewoli i osaczeni przez wilki jakieś z tej polskiej kniei, a i z całej ujadającej Europy... Wrrr ! A co gorsze - to Prezes w czarnym kaszkiecie straszy siebie i swoich wasali jakąś lawiną kamieni, co to niby zagraża, a mimo tego On i tak nie przestanie aż do końca i jeden dzień dłużej... A mnie przed telewizorem robi się i śmieszno, i straszno, bo ja przecież nie rzucę kamieniem w bliźniego swego tak lawinowo, a On tak się zdeterminował, że nijak mi z tym oskarżeniem... I chciałbym skoczyć na ten czarniuśki podest i ucałować ręce Prezesa, żeby mnie oszczędził, a i przestał zasypywać lawiną patriotycznej głupoty, bo normalny mózg tego nie przetrzyma i puści... Tak nam dopomóż Bóg i amen.


Podziel się
oceń
8
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Praca !

sobota, 12 listopada 2016 11:15

Poszukuję osób zainteresowanych budowaniem własnej sieci sklepów internetowych w Polsce i poza granicami. 504297999Skan_20150523 (17).jpg


Podziel się
oceń
5
0

komentarze (20) | dodaj komentarz

Uszkodzona opona... mózgowa

poniedziałek, 14 marca 2016 15:30

Całe szczęście, że sprawa pękniętej opony w prezydenckiej limuzynie nie nabrała wymiarów "smoleńskiego zamachu", chociaż jeden z działaczy Pis-u wyraził domniemanie, że opona była przecież niemiecka, tak jak samolot - rosyjski... Nie rozumiem też poważnego zaniepokojenia nagłą utratą prezydenta, skoro to stanowisko w naszym kraju może piastować nawet elektryk po zasadniczej szkole, czyli każdy. Mimo, że sprawę bada specjalna komisja, już oskarżono urzędników i borowców poprzedniej władzy o niedopilnowanie terminu używalności tej opony. Kto wbił szydło ujawni być może Macierewicz, jeżeli jego ekspertom uda się znaleźć dziurkę... Tymczasem wyjaśnienie jest proste, jeżeli się cały wypadek odcedzi z polityki. Po prostu, nowe służby powołane do ochrony i transportowania prezydenta nie zadały sobie trudu, żeby te opony sprawdzić, mając na to kilka miesięcy. Zawierzyły notatce służbowej , w której śmiertelny wróg z PO określił okres wytrzymałości opon na 4 lata. Pis, który w każdym podejrzewa wroga, stojącego po drugiej stronie choćby ogumienia, okazał nadzwyczajne zaufanie w tym względzie.. A może może głupotę i brak kompetencji ? A tego nie da się tak po prostu zwalić na politycznego przeciwnika. Głupotą był wyjazd tak ciężką, opancerzoną / ? / limuzyną w górzysty teren na trasę 354 km, co zdarzyło się pierwszy raz w historii transportowania polskiego prezydenta. Taka jazda na tak długiej trasie, w zimie, z szybkością 140 km. na godzinę, przy łamaniu przepisu o ograniczeniu prędkości do 70 km/h, to nie tylko dowód niekompetencji i braku wyobraźni, ale także przestępstwo drogowe, brawura zagrażająca innym użytkownikom drogi. Za akceptacją prezydenta, któremu spieszyło się do domu, jak tamtemu do Smoleńska. I teraz i wtedy zawiodła opona... mózgowa. A tej, niestety, nie da się wymienić.


Podziel się
oceń
12
0

komentarze (75) | dodaj komentarz

Bezradność w bezradnym teatrze dworcowym

wtorek, 08 marca 2016 12:29

Przyznam się, że jestem w nie lada rozterce. Mając słabość do ambitnych teatrów piwnicznych, zszedłem do piwnic dworcowych Teatru Gdynia Główna w Gdyni. Działa tutaj grono mocno zaangażowanych osób, realizujących spektakle dla różnorodnej wiekowo publiczności, oparte na poważnej literaturze i stałej miejskiej dotacji. Podobno ich teatr / zdaniem zagorzałych sympatyków i zaprzyjaźnionych recenzentów / wcale nie ustępuje pola profesjonalnym scenom Trójmiasta.... Rzeczywiście - cena biletu była "profesjonalna". Chwilę potem ogarnęła mnie nieogarniona bezradność wobec tego, co oglądam i tego, co powinienem zrobić.

               Po pierwsze - bezradność autora monodramu, znanego w latach 90-tych ubiegłego wieku "brutalisty", Marka Ravenhilla, wobec tematu, który sobie zadał. Napisał brutalny tekst "Produkt" na temat terroryzmu, ale żeby było satyrycznie i erotycznie, wymyślił narrację o pokrętnej miłości między Amerykanką a islamskim terrorystą; co programowo miało być niedorzeczne. Dodatkowo, chcąc zakpić z mentalnych postaw, stereotypów i przekłamań na ten temat oraz dopiec mass mediom koloryzującym po kupiecku wszystko, co się da sprzedać, pokazał nam tę historię poprzez relację między aktorką / Oliwia / i producentem filmowym / James /, opowiadającym, co znajduje się w scenariuszu jego nowego filmu, do którego chce zaangażować aktorką, jako kochankę terrorysty. On cały czas gada, a ona słucha... Mamy uwierzyć, że to pazerni na forsę i frekwencyjny sukces filmowcy manipulują i uwodzą widzów fałszywym obrazem zagrożenia terrorystycznego. Co poważnie myśli o terroryzmie Mark Ravenhill - nie wiemy.

                    Po drugie - bezradność reżysera, Michała Rzepki, wobec takiego materiału literackiego i zaangażowanych do takiej roboty aktorów. Reżyser nie mógł się zdecydować w jakiej wyrazistej i spójnej konwencji teatralnej chce zrealizować swój spektakl. Czy to ma być dramat psychologiczny, groteska, "czarna komedia",kabaret, stand-up... Mamy więc materii stylistycznej pomieszanie. Nie potrafił poprowadzić aktorów, pomóc im zbudować określone postaci, uwiarygodnić działania sceniczne. Tworzenie właściwych relacji i kontaktów między partnerami w grze scenicznej, przy dramaturgicznym założeniu, że aktor mówi cały czas, a aktorka wyłącznie milczy i aktywnie słucha, jest niezwykle trudne i wymaga profesjonalnego warsztatu. Są fragmenty, gdzie aktor-James wchodzi w rolę reżysera, stawiając aktorce-Oliwii zadania do wykonania, prowokując do reakcji. Efekt jest taki, jakby Michał Rzepka, podający się publicznie za reżysera, nigdy nie oglądał prawdziwej próby i jak reżyser pracuje z aktorami, co podważa sceniczną wiarygodność tych scen. Powstaje wrażenie, że para aktorów została puszczona samopas, a reżyser ... w Berdyczowie. 

                            Po trzecie - bezradność aktorów: Wojciecha Jaworskiego / główny bohater / i Zofii Nather / żeńskie tło / ma swoje źródło w potencjale na poziomie zaledwie amatorskim. Nie jest winą Wojciecha Jaworskiego, że uwierzył, iż producent filmowy, kiedy opowiada o swoim scenariuszu, to wpada w tokujący trans, rozsadzają go emocje, zachowuje się jak wariat i zapomina o obecności partnerki; tak go nakręca własne dzieło... Chory psychicznie wizjoner ? Spotęgowana ekspresja aktora, krzykliwość, chaos gestyczny, monotonia w tempie i rytmie mówienia, przekładanie emocji na tłamszenie i ciskanie różowymi workami sako, niszczenie krzesła... dało efekt w postaci dużych plam potu pod pachami. Ponadto - Wojciech Jaworski nie znalazł środków wyrazu, żeby oddzielić od siebie dwie różne postaci, które miał wykreować: producenta i terrorysty. Próbował zmieniać głos. Za mało. Zapatrzony w swoje "granie", zgubił sceniczną partnerkę. Zofia Nather / Oliwia / nie bardzo wiedziała, co ma robić przy tak ekspansywnym partnerze. Starała się słuchać, co opowiada, uśmiechała się dyskretnie, przemieszczała się zgodnie z wolą kolegi; widać było, że znalazła się tutaj przypadkowo... Jaka tam z niej amerykańska gwiazda filmowa !  

                             No i jak przystało na "brutalistyczny" spektakl na podstawie brutalistycznej sztuki brutalistycznego autora, musiały się ujawnić tzw. momenty. Akt kopulacyjny na białej kanapie okazał się zgoła nie brutalistyczny z powodu małego uświadomienia seksualnego aktora i aktorki. A i jak to zrobić przez rajstopy, żeby zrobiło wrażenie... Pokaz jak się "ciągnie laskę" był bardziej przekonujący. Że nie wspomnę w detalach o słowach na "ch" i "k"... Przed awersją uratowała mnie wszechobecna nuda, rozsnuwająca szczelną kurtynę między sceną a widownią. Po co ten Ravenhill w tej piwnicy ? Po co tyle nie zagospodarowanego teatralnie wysiłku i potu ? Po co...? I tutaj - moja bezradność: nie sposób walczyć z takim zaangażowaniem i fascynacją teatrem, bo one same w sobie są wartością... A wtedy moje "po co" - na co ? Pewnie to wszystko dlatego, że zszedłem za nisko na dworcu.

 


Podziel się
oceń
10
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Po co być jak Krawczyk ?

niedziela, 28 lutego 2016 13:11

Dalibóg, coraz częściej nie pojmuję, jakimi kryteriami kierują się dyrektorzy teatrów i reżyserzy wybierając teksty do realizacji na scenie. Oferta repertuarowa teatrów jest coraz bardziej mizerna i poszukiwanie "polskiego Szekspira" coraz dramatyczniejsze. Czy chodzi tutaj o własne reżyserskie ego, czy o złaknioną takowego tematu publiczność ? W Teatrze Miejskim im. W. Gombrowicza w Gdyni gdyński reżyser-dokumentalista filmowy, Andrzej Mańkowski, zrealizował własną sztukę "Być jak Krzysztof Krawczyk", podążając śladem takich realizacji, jak: "Być jak John Malkovich", "Być jak Kazimierz Dejna", "Być jak Marylin Monroe"... Tylko po co być jak Krzysztof Krawczyk ? Średniej klasy piosenkarz,o niezłym głosie, z kilkoma przebojami, uwielbiany przez nasze babcie... Niestety, osnuty na Krawczyku spektakl nie daje odpowiedzi na to zasadnicze pytanie. Wygląda na to, że chodziło o zaprezentowanie publiczności kilku przebojów Pana Krzysztofa w kiepskim wykonaniu i tyle. Dramat tego przedsięwzięcia zaczyna się już od konstrukcji samej sztuki, a raczej scenariusza. Andrzej Mańkowski-autor wymyślił, że głównym bohaterem będzie młody bibliotekarz , Andrzej Bardziej, który pragnie upodobnić się do swego idola, Krzysztofa Krawczyka. Skąd mu to przyszło do głowy - nie wiadomo. Ten akt "odwzorowania" ma się dokonać... na weselu. A jak "wesele", to wiadomo: Wyspiański, Wajda, Smarzewski, Wrona...

                 Ale - do rzeczy. Śpiewający bibliotekarz musi znać "Wesele" Wyspiańskiego i jeżeli damy mu za partnerkę młodą polonistkę, Agnieszkę Czas / ! /, to stosowne cytaty ze znanego dramatu o Polakach posypią się jak z rękawa. A i sam tekst nabierze powagi / skojarzenia ! /. Eksploatowany ponad miarę literacko i filmowo motyw "wesela" daje się nafaszerować każdą akcją i galerią dziwacznych postaci. Ale to byłoby za proste i nienowoczesne, dlatego autor konstruuje sztukę w trzech równoległych płaszczyznach. Okazuje się, że akcja wesela to retrospekcja, w którą wkracza raz po raz scena przesłuchiwania uczestników zabawy przez policjanta na okoliczność nagłego zniknięcia głównego bohatera - i to jest teraźniejszy czas akcji... Żeby to wszystko jeszcze bardziej skomplikować, Andrzej Mańkowski wpadł na pomysł, że to, co właśnie ogląda ukołysany piosenkami widz, jest tylko... grą komputerową stworzoną przez alter-ego głównego bohatera, siedzące w jego głowie / omamy słuchowe /, a w rzeczywistości oglądane przez nas na ekranie w towarzystwie kochanka-geja i w dodatku Szweda... Co jest prawdą, a co grą komputerową ? Czy wystarczy być Krawczykiem, żeby zrozumieć ten filozoficzny dylemat naszej cywilizacji ? Tak bezsensowny i pokręcony materiał literacki nie dawał szans na sensowny i czytelny spektakl.

                                 Ale - stało się. W filmowej Gdyni, w gdyńskim teatrze, promuje się gdynianina-filmowca w podwójnej roli. I wlecze się to wesele na tle teatralnego horyzontu z widoczkiem Gdyni; stereotypowe, do bólu banalne w szczątkowej akcji i działanich postaci, kiczowate i pełne starych dowcipów i weselnych przyśpiewek, picia na umór, nijakie i pozbawione dobrego teatralnego smaku... Aktorzy nie mają tutaj nic do roboty przy "papierowych" postaciach i źle zbudowanych scenach. Strzępy dialogu wyrwanego z sytuacyjnego kontekstu... No i jest mocno multimedialnie; na scenie dwa ekrany i wodzirej plątający się po scenie z kamerką, żeby widz mógł obejrzeć jakieś filmowe zbliżenie bez związku z tym, co się obok dzieje... Często-gęsto używa się tutaj stop-klatki, aktorzy zastygają jak manekiny, są nawet wampiry po węgiersku i na koniec "chocholi taniec", no bo wiadomo przecież... Chaos zamiast Porządku. Przerost ambicji, ubóstwo środków artystycznego wyrazu, knot. Ani to śmieszne, ani tragiczne. Zagubiony w tym gulaszu główny bohater przeżywa jakieś wewnętrzne katusze, rozdwojenie jaźni i widać, że mu to zafascynowanie Krawczykiem nie wyszło na dobre... Tak naprawdę, nie ma żadnego dramaturgicznego związku między postacią Andrzeja Bardzieja, a żywym Krzysztofem Krawczykiem. Pozostają piosenki, na które reaguje zwłaszcza damska widownia i żal straconego czasu i atłasu... Natomiast żywy Krzysztof Krawczyk, zaproszony na premierę do Gdyni, zrozumiał tylko tyle: "W spektaklu zobaczyłem Polskę z nie najlepszej strony, gdzie alkohol zabiera rozum". I rzeczywiście z tym rozumem u nas nie najlepiej. A i wezwanie, żeby być kimś-tam jest zgoła bezzasadne i teatrowi wbrew. Pozostał mi jeszcze w oczach Magik, ubrany w złocisty garnitur, puszczający migotliwe i puste w środku bańki mydlane... Niczym symbol tego, co nas coraz częściej uwodzi... A kysz !


Podziel się
oceń
7
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Wierszyki niegrzeczne...

poniedziałek, 25 stycznia 2016 10:57

Pewna baba z Tarnobrzega

od rana po mieście biega.

Głosi słowo Joachima,

że w Polsce wolności ni ma.

Jaka z tego jest puenta ?

Że wolność - rzecz niepojęta.

 

Jedna baba drugiej babie

wsadziła do zadka grabie.

Sprzeczka poszła o ojczyznę

i nie zagojoną bliznę.

Jaka z tego jest puenta ?

Mądry ten, kto nie pamięta.

 

Jeden poseł z miasta Ruda

wrzeszczał ciągle: To się uda !

Tak się z pasją w tym zabłąkał,

że z nadmiaru puścił bąka.

Jaki wniosek stąd wynika ?

Puszczaj bąki w przeciwnika.

 

Pewna dziewica z Pułtuska

pokochała pana Tuska.

Poleciała do Brukseli,

ale dostęp jej odcieli.

Jaki wniosek dla paniusi ?

Polska cnotę stracić musi.

 

Jeden inteligent z Piły

nabawił się w marszu kiły.

Tak się zbratał z towarzyszką,

że już nie mógł jadać łyżką.

Jakie z tego są wytyczne ?

Chore to, co patriotyczne.

 

Pewien kaczor-hipokryta

dorwał się raz do koryta.

Nocami wszystko wyżerał,

co się dało, to zabierał.

Jaka z tego jest puenta ?

Że koryto, to rzecz święta.

 

Miller siedział po lewicy.

Przegnali go z kazalnicy.

Czarzastego wnet wynieśli,

chociaż nie jest synem cieśli.

Jaki z tego jest felerek ?

W odstawkę poszedł sweterek.

 


Podziel się
oceń
9
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

Będzie cudnie !

sobota, 05 grudnia 2015 13:08

Będzie rychło tak, że obudzimy się świtaniem / albo kolbami w drzwi załomocą.../ w całkiem odmienionej Rzeczypospolitej; pośród pól malowanych posrebrzanych żytem i gryką jak śnieg białą... Będzie prawe prawo i sprawiedliwa sprawiedliwość... Będzie brat miłował brata i zapanuje jedność w jedności niepokalanej... Będzie najpierwszy Andrzej dżgał włócznią smoka nieprawości od lewicy i miodnym słowotokiem ukołysze nasze skołatane brakiem narodowości w narodowości serca... Będzie mocarstwo z nas i nasze konie będziemy poić w nurtach Niemna, bo tam ojczyzna nasza, która jest jak zdrowie i wiemy, ile ją trzeba cenić, straciwszy onegdaj... Będzie nasz Wielki Brat rzucał się przez morze dla ojczyzny naszej ratowania, jak ten Czarniecki do Poznania... Będzie pomników krocie; na nich bohatyry pozłacane i takież krocie cmentarnych lampionów, haseł i zaklęć w marmur zatopionych... Będzie jeden Pasterz nad owieczkami i barankami, bo nie ma  innych bogów przed nim i nie będzie... Będzie owa owczarnia stwarzać rajską ojczyznę naszą na swój obraz i podobieństwo swoje... Będzie piastowski naród miał wszystkiego tyle, że jeszcze zostanie; a to domy przestronne, klimatyzowane zakłady, samochody frymuśne, pracy tyle, że nie obrobisz, dziatwy mnogie zastępy, pracujące radośnie na naszą starość... Będzie uchodźstwo nasze na obczyźnie wracać pośpiesznie do kraju, zanim Syryjczyk albo Żyd jaki zechce go zaludnić... Będzie neo-unijna wstrzemięźliwość, by Niemiec nie pluł nam w twarz i nie germanił naszej dziatwy już od szóstego roku życia... Będzie myśl jedna i czyn, by naród nie tracił czasu na zbytki... Będzie cudnie !

 

 


Podziel się
oceń
14
1

komentarze (9) | dodaj komentarz

Pedofil uświęcony !

czwartek, 03 września 2015 11:50

Mamy prawo być zdezorientowani, ale bynajmniej nie zdziwieni. Oto kolejny hierarcha-pedofil, nuncjusz papieski w Dominikanie, arcybiskup Józef Wesołowski, oskarżony o pedofilię i posiadanie pornografii dziecięcej, zostanie "uhonorowany" uroczystym pogrzebem z woli swych kolegów z Watykanu. Wykluczonego ze stanu duchownego przez Kongregację nauki wiary arcybiskupa uratowała przed kompromitującym procesem jego nagła śmierć. Podobno serce nie wytrzymało... Watykan odetchnął z ulgą. Smrodek szybko się rozejdzie, wierni jakoś to przełkną. Nil novi sub sole...

 

Gorzej - że obrzydliwy spaśluch, uganiający się za zabiedzonymi chłopczykami wieczorową porą i przecież wywalony z roboty, nadal jest traktowany z szacunkiem godnym duchownego najwyższej rangi... Koledzy z branży w komunikatach o jego zgonie nadal tytułują go arcybiskupem, ubrano go do trumny w sutannę, a na palec włożono pierścień biskupi... Tak "uświęca się" przestępcę i zwyrodnialca. Cóż z tego, że nie zapadł wyrok sądowy, skoro są niepodważalne dowody jego winy i...grzechu. Od wieków Kościół katolicki słynie ze swojej hipokryzji i z "zamiatania pod dywan" dewiacji swojego bractwa. Uroczysty pogrzeb wysokiego hierarchy odbędzie się w Polsce. Pochylą nad nim głowy polscy biskupi... Bo każdy kościelny urzędnik jest nietykalny i niepokalany, i ma prawo do błędu... Tylko nas się mierzy inną moralną miarą. Nawet, gdy także włożymy sukienkę. Proponuję położyć pana Wesołowskiego na Wawelu. To w końcu nuncjusz naszego Jana Pawła II... Należy mu się, jak kaczce woda. I amen z pacierzem...


Podziel się
oceń
13
1

komentarze (5) | dodaj komentarz

Solidarnościowa segregacja

wtorek, 01 września 2015 12:27

Czy na kłamstwie i braku odpowiedzialności za słowa można zbudować narodową wspólnotę ? W lekkim słowotoku nowego prezydenta raz po raz pojawiały się frazy-zaklęcia: "będę prezydentem wszystkich Polaków... należy zbudować wspólnotę..." A tymczasem "rów" dzielący społeczeństwo nadal jest pogłębiany, a swoista segregacja rasowa jest kultywowana przy okazji każdego świecko-katolickiego święta. Przy okazji 35-lecia Podpisania Porozumień zorganizowano w Szczecinie stosowne uroczystości w niestosowny sposób. Właściwie był to zlot partyjny PIS-u oraz związku "Solidarność", który wreszcie upartyjnił się na dobre. Zebrało się towarzystwo "elitarne", rej wodzili kombatanci związkowi, którzy w tamtych bojowych czasach jeszcze sikali w majtki... Nie zaproszono przedstawicieli władz państwowych. Premier państwa polskiego, Marszałkowie Sejmu i Senatu nie byli godni świętować w tak wykwintnym i zasłużonym gronie. Nie byli godni, bo są wrogami narodu, którzy pozbawili nas właściwie wszystkiego, a najbardziej wolności... Niegodny był Lech Wałęsa z nich wszystkich najgodniejszy. Ale tę godność olał.  Najgodniejszy był prezydent Duda i to świętowanie było właściwie fetowaniem wyborczego zwycięstwa. Jak Duda Dudzie, tak Duda Dudzie... Tym razem nie padły słowa, że my, niegodni, "stoimy po stronie ZOMO", ale uroczyste przesłanie było jasne: nie jesteśmy "aryjczykami"... PIS buduje własną "wspólnotę" pod hasłem: kto nie z nami, ten przeciwko nam. I to jest groźne, bo angażuje się w to prezydent państwa i "niezależny" związek zawodowy, a także polski Kościół, który już liczy profity... 

 

Najbardziej smuci mnie postawa prezydenta Dudy, który jak na razie dobrze prezentuje się jako model na czerwonym dywanie i szybko zgaduje, co każdy chce usłyszeć, żeby był zadowolony. Wizyta w Niemczech jednak mu nie wyszła. Żurnal owszem był; nawet po niemiecku... Ale żalenie się do byłego okupanta-Niemca, że w Polsce nie ma sprawiedliwości, to już jest, za przeproszeniem, szczeniackie "sranie we własne gniazdo", a tego nie lubi nawet Niemiec. Jedyna nadzieja w Episkopacie, że skutecznie wymodli dla swojego pupila opamiętanie, bo przecież, jak ogłosił jego tata: to nie naród go wybrał, ale...sam Bóg ! I to by było na tyle, bom z metafizyką na  bakier...


Podziel się
oceń
10
2

komentarze (8) | dodaj komentarz

Referendalna heca !

środa, 26 sierpnia 2015 11:50

Vox populi, vox dei ! Kiedyś wpadło to do głowy komuś w starożytnej Grecji i tak wynaleziono "demokrację". Na nic zdały się przestrogi Platona, który optował za rządami filozofów / czyli za mędrcami / ... Gdy upadła sztuka politycznej retoryki, górę wzięła statystyka i zaczęto liczyć "głosy ludu"... Jak wiadomo, kartka wyborcza nie ma nic wspólnego z rozumem... Ją się po prostu... wrzuca. W naszej Ojczyźnie, gdzie głosy ludu są wrzaskliwe i bratobójcze, statystyka demokratyczna podlega nieustannej manipulacji i zabiega się o każdy papierek wrzucony do urny. Zdaje się, że to sondaże inspirują pretendentów do władzy i sterują ich zachowaniami... Klasycznym przykładem jest prezydencki dublet referendalny. Pod sztandarem demokracji funduje się społeczeństwu za grube pieniądze polityczny piknik, który ma nas przekonać kolejny raz, że mamy wpływ na cokolwiek... Skąd się ta "zabawa z ogniem" wzięła ? Aż wstyd analizować. Ale spróbujmy. Prezydent Komorowski przegrywa pierwszą turę,opowiadając bez entuzjazmu i pomysłu, że jest świetnie. Okazało się, że sporą część elektoratu odebrał mu nijaki Kukiz, zachęcający ludzi, żeby poparli Jowy i tyle. Wtedy zdesperowany Komorowski przechwytuje pomysł z Jowami, licząc, że w drugiej turze przechwyci zwolenników Kukiza. I wymyśla, na nasze nieszczęście, referendum. Chcąc się przypodobać, rozpętał referendalną hecę. Jego konkurent, Duda, nie chce pozostać w tyle i wygrzebuje z kosza związkowe podpisy za... I tak powstaje referendum przeciwko referendum. Pytania referendalne nowego prezydenta odpowiadają na żądania wyborców, nie licząc się z możliwościami budżetu państwa / bo przecież rząd ukrywa przed narodem wory ze złotem ! /. Co stawia Platformę na z góry przegranej pozycji; chyba,że rząd straci rozum... Bez referendów wiadomo, jak zagłosuje  społeczeństwo. Kto chce dłużej pracować ? Że to rozwali i tak słaby system emerytalny ? Co nas to obchodzi. Dawać mi tu zaraz emeryturę ! Partie marnują publiczne pieniądze na hulanki i swawole... Zabrać ! Darmozjadów i nieudaczników u władzy zlikwidują Jednosobowe Okręgi Wyborcze... Już nie pamięta się, jak posłowie i senatorzy kupowali głosy w terenie. Jednoosobowe. Tak sformułowane i nazbyt ogólne pytania, nie dają żadnego mądrego wyboru. Są ochłapem rzuconym na pożarcie 30% elektoratowi. Dla chwilowego stłumienia frustracji. Mają sprawić wrażenie, że nowy prezydent i jego partia wreszcie spełnią wszystkie obietnice. Empatyczny, wymuskany, natchniony wiarą i uroczo gadatliwy prezydent Duda ma nas "wyprowadzić z domu niewoli do ziemi obiecanej"... I stworzyć narodową wspólnotę. Na bazie narodowej segregacji. Jak to się skończy ? Frekwencja nie przekroczy 50% i referenda nie będą ważne. A nawet gdyby były, to i tak nie ma żadnego prawa, żeby zmusić sejm do realizacji przegłosowanych postulatów. Słowem: pic na wodę - fotomontaż... A społeczeństwo ? Zagłosuje. Z przyzwyczajenia. Do czego ?


Podziel się
oceń
9
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Udawanie Greka

poniedziałek, 06 lipca 2015 20:10

Głupio "udawać Greka". Najgłupiej - gdy Greka udaje sam Grek... Z tego udawania wyszła, jak niegdyś powiedział Grek Zorba, "piękna katastrofa". I zatańczył zorbę. Grecy także tańczą po referendum, które wydaje im się zwycięstwem demokracji nad dyktatorską UE... Populistyczny premier wmówił swoim rodakom, że są nadzorowani i szantażowani przez niemieckich bankierów, chcących zabrać im to, co wcześniej im podarowali, żeby Grekom żyło się dostatnio w Europie. Jest takie powiedzenie: chytry dwa razy traci. Greccy politycy przechytrzyli unijnych decydentów, przedstawiając im "kreatywną księgowość", jako dowód, że spełniają warunki do przyjęcia euro. Najwyraźniej - "udawali Greka" skutecznie. Południowcy tym się różnią od nas, że śpią w dzień, gdy my pracujemy; natomiast, gdy my śpimy, oni wysiadują przy winie i zorbie... Za spore unijne pieniądze wysiadywali więc do syta i w błogim zadowoleniu. Gdy skończyły się dotacje, zaczęły się kredyty. Teraz kredyty też się kończą. Gdy się cały czas po grecku "popuszczało pasa", ciężko teraz go zacisnąć i w dzień nie da się już zasnąć...

 

Nie rozumiem tutaj jednej prostej rzeczy... W pale mi się nie mieści wprost. Jeżeli ktoś od kogoś pożycza pieniądze, to / tutaj jeszcze rozumiem / powinien je zwrócić w uzgodnionym terminie. Inaczej - naraża się na przykrości i jakieś formalne sankcje. To po prostu - złodziej ! I nie ma co "udawać Greka". Demonstrować, że to on właśnie został okradziony z greckiego honoru. Żądać dodatkowych pieniędzy, bo jakieś tam wyrzeczenia ani mu w głowie... A ta cała UE teraz kombinuje, co zrobić , żeby kombinator nie poniósł socjalnego uszczerbku. I tego, dalibóg, nie rozumiem. Grek pożycza, nie oddaje, obraża i szantażuje... Że co zrobi ? Właśnie - nic ! Nawet niech wpadnie w gorące ramiona Władymira Wielkiego. To i co ? Obciągnie ruskie PKB. Z pożytkiem dla Europy, ze stratą / to rozumiem / dla niemieckich i francuskich bankierów... Dla nas zawsze zostanie zorba. Gratis.


Podziel się
oceń
9
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Kukizowe bajanie

niedziela, 28 czerwca 2015 13:34

Ludzi niezadowolonych zawsze jest więcej niż tych zadowolonych. Niezadowolenie rodzi frustrację, a frustracja - agresję. Jest coś takiego, jak elektorat niezadowolonych i agresywnych. Elektorat - "do wzięcia"... Gdy społeczne niezadowolenia narasta, zjawia się zawsze ktoś taki, jak Jezus, Napoleon, Lenin, Hitler... W Polsce dzisiejszej mniej znaczący:Tymiński, Leper, Palikot, no i ostatni trybun ludowy - Kukiz. Czy część narodu szła za nimi z powodu ich charyzmy i mocy sprawczej ? Nie - szła z powodu własnej frustracji. Tym ludziom jest obojętne, kto wrzeszczy i atakuje w ich imieniu. Liczy się sam bunt. Elektorat Pawła Kukiza, to elektorat ludzi "wykluczonych" często z własnej woli. Czasem życiowo niezaradnych i często programowo będących zawsze i wszędzie przeciw wszystkiemu, co się rusza. Sam Kukiz to żaden przywódca czy wizjoner... Przeciętny artysta estradowy, który wrzaskliwy bunt przenosi teraz ze sceny do polityki. Niezbyt inteligentny, mający trudności z wysłowieniem się, stale nadpobudliwy i obrażający się, jak dziecko, z powodu każdego niewygodnego dla niego pytania... Nieciekawy facet. Czym nas chce uwieść ? Deklaracją - że kocha Polskę. Ja kocham wyłącznie swoją żonę... Co dalej ? Radykalizmem - w stylu: trzeba wszystko rozpieprzyć, a polityków - na gałąź. Groźne, ale i głupie. Nikt nie buduje bez fundamentów. Ale dla frustratów - w sam raz. Chce zmieniać ustrój, ale nie wie na jaki. Chce zmienić konstytucję przez przegłosowanie, ale nie ma pojęcia, ile taka zmiana wymaga pracy,  konsultacji i czasu. Chce zlikwidować struktury partyjne, ale bez partii funkcjonują na świecie wyłącznie krwawe dyktatury. Trzyma się, jak pijany płota, okręgów jednomandatowych, nie zdając sobie sprawy, że ich wprowadzenie ograniczy udział jego ludzi w parlamencie. Jest za Unią Europejską, ale bez zachodniego kapitału... Mamy być samowystarczalni. Na swojej konwencji miota się od kulisy do kulisy, wykrzykując same komunały i zapewniając o swojej wiarygodności, bo sam władzy nie chce w myśl oklepanego hasła: róbta, co chceta... Wciąga na estradę przypadkowe osoby / swoich fanów /, żeby powiedzieli, jak ciężko im się żyje w Irlandii z winy Tuska... Słowem - jesteśmy krajem zdrajców i złodziei. 

 

Najbardziej mnie rozbawiła koncepcja programu bez programu. Logika Kukiza jest taka: skoro partie nie realizują swoich wyborczych programów, to znaczy, że taki program to kłamstwo. On jest za prawdą, dlatego nie ma programu. Nie będzie kłamał przez program. Wygodne. Nie będzie musiał wymyślić czegoś sensownego, ani też tłumaczyć się potem z kłamliwego programu... Uff ! Co zatem będzie realizował w państwie ze swoimi fanami ? Będzie realizował problemy, które się zdarzą... Jak się nie zdarzą, ludzie będą zadowoleni i on też. Nie stawiamy sobie żadnych celów, bo one przyjdą same. Jego elektorat nie potrzebuje żadnego programu; potrzebuje tylko zmiany. Wystarczy komuś dokopać i się zmieni.. a jak się nie zmieni, to zrobić to mocniej. Taka jest filozofia frustrata. Głupich nie brakuje, więc Kukiz bryluje... O ! rymneło mi sie. 

 

Nie twierdzę, że w tym kraju wszystko jest cacy. Ale pan Kukiz nazbyt zalatuje kolejną wersją Nikodema Dyzmy. Musi wrócić do gimnazjalnej edukacji, brać relanium, nie uważać własnej ignorancji za kompetencję, zejść z wysokiego tonu, bo pycha zawsze kroczy przed upadkiem... Jest facetem z estrady; z wszystkimi ograniczeniami tej profesji. Lubimy kabaret... Nic to.

 


Podziel się
oceń
10
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Wyborcze jatki...

niedziela, 17 maja 2015 15:17

Nic nas już nie może zaskoczyć. Nawet gdyby politycy chwycili za noże i tasaki. Obdzieranie politycznego przeciwnika ze skóry, walenie w łeb tępą insynuacją, opluwanie żółcią ironii i wulgaryzmami... Nie chodzi tutaj o zaprezentowanie programu, który, ani nie wydaje się mądry, ani też oryginalny. Jest dokładnie dopasowany do życzeń i żądań przeciętnych wyborców. Najważniejszym zadaniem w kampanii jest zniszczenie konkurenta. I tutaj, przy braku wszelkiej kultury politycznej i zwykłej przyzwoitości, wszystkie chwyty są dozwolone. Narodu to nie bulwersuje, bo ma to na co dzień w rodzinach i w telewizji. A nawet w Kościele. Kampania zamienia się w bijatykę, a wyborcy w żądnych krwi kibiców... Pewnie tak musi być, bo chamiejemy w pogoni za władzą i pieniądzem. Na polu bitwy zostało dwóch najsilniejszych partyjnie wrogów. Znowu mamy głosować na "mniejsze zło". Bo przecież, ani ten Komorowski jakoś specjalnie się zasłużył, ani ten "świeży" Duda do końca nie zdaje sobie sprawy, co rozeźlonemu narodowi obiecuje. Naród naiwnie myśli, że za każdym nowym wyborem idzie "lepsze", a to tylko wlecze się "inne". Zawsze jesteśmy ofiarami naszej "małojeckiej", durnej i pazernej klasy politycznej, która "wykupiła" sobie elektoraty i znaczną część społeczeństwa próbuje "zrobić w wała" wiecowymi zalecankami, przyjaznym gaworzeniem i spoconą pod pudrem osobistą energią. Ten kraj w całej swojej historii nie miał szczęścia do przywódców. Zawsze było to "mniejsze zło". Więc dlaczego tym razem miałoby być inaczej ? Zadecyduje liczba wielbicieli po obu stronach. A wielbiciel ma to do siebie, że wielbi bez warunków wstępnych. Słyszy to, co chce usłyszeć. Głuchnie na to, czego nie wielbi. Duda pod prysznicem jest podatniejszy do wielbienia, niż... Nie ma to nic wspólnego z rozumem i dobrem publicznym. Więcej - z obstrukcją. Wyborczą. Szczęść Boże !


Podziel się
oceń
9
1

komentarze (5) | dodaj komentarz

Nawyki...

poniedziałek, 02 marca 2015 12:36

Co by nie powiedzieć - bez NAWYKÓW nie da się żyć. Nabywamy je od urodzenia. Zdeterminowały naszą przeszłość, determinują teraźniejszość i przyszłość. Nikt nie może powiedzieć, że jest od nich wolny. Psychologia definiuje je jako względnie stałą skłonność, będącą skutkiem dłuższego ćwiczenia. Istnieją nawyki ruchowe, poznawcze, społeczne itp.; powstające przez regularne powtarzanie jakiejś czynności. Nawyk pozwala uwolnić umysł od kontrolowania czynności, które da się zautomatyzować / chodzenie, prowadzenie auta, codzienne proste działania .../  Gorzej, że nawyk uwalnia nas także od aktywnego i twórczego myślenia, co prowadzi do lenistwa umysłowego i zubożenia emocjonalnego. Wiele z codziennych czynności to nawyki; to aż 47% naszych zachowań ! Setki gestów i ruchów mechanicznych i bezwiednych. Suma tych nawyków w decydujący sposób wpływa na to, jak wygląda nasze życie. Gdy pojawia się rutyna, jesteśmy zablokowani w myśleniu i w relacjach z innymi. Horace Mann: "Nawyk jest jak lina - każdego dnia splatamy go coraz mocniej, aż w końcu nie da się już z nim zerwać."

 

Źródłem złych nawyków, które utrudniają nam życie, są nasze złe decyzje; niewłaściwe wybory, w istotny sposób wpływające na Twoje porażki i zahamowania. Optymistyczne jest to, że od złych nawyków możemy się uwolnić, chociaż są mocno zakorzenione. Możemy "przepracować" zły nawyk w dobry ! Skoro nawyk jest to coś, co robisz tak często, że staje się łatwym i jest to coś powtarzalnego, to jeśli będziesz pracował nad nowym / dobrym nawykiem dostatecznie długo, wypracujesz podwaliny swojego sukcesu. Negatywne konsekwencje możesz zmienić na pozytywne rezultaty. Wystarczy tylko, że od dzisiaj zaczniesz zmieniać swoje złe nawyki. Do tego potrzeba konsekwencji i powtarzalności.

Jak to zrobić ? Najpierw rozpoznaj nawyki, które Ci szkodzą i przeszkadzają w życiu / spóźnianie się, bałaganiarstwo, niedotrzymywanie obietnic, uleganie cudzym opiniom, lęk przed podejmowaniem decyzji, złe odżywianie, wysiadywanie przed telewizorem, palenie itp. / Przyjrzyj się swojemu środowisku, które kształtuje i umacnia Twoje niekorzystne nawyki i przekonania, oraz nawykom osób, które cenisz i podziwiasz. Otaczaj się ludźmi pozytywnymi i kreatywnymi. Przede wszystkim, stwórz listę nawyków, których chcesz się pozbyć.

1. Nawyk, który mnie ogranicza / zapisz przykład i jego konsekwencje /

2. Określ, jaki powinien być nowy- dobry nawyk / przykład i jakie ma przynieść skutki /

3. Opracuj plan działania / co zrobisz, żeby to zmienić /

Powiedzmy, że jesteś śpiochem. Piszesz: "Wstaję codziennie o 7.00. Data rozpoczęcia  "gruntowania" nawyku - 02.03.2015" A dalej-proste: każdego dnia stawiasz kreskę, gdy Ci się to uda... ///////////////////////////////////  Nie może być przerwy. Konsekwencja i powtarzanie. Ile czasu potrzeba żeby zmienić posiadane nawyki ? Jakieś 30 dni. Istnieje jednak niebezpieczeństwo powrotu do dawnego nawyku / ileż to razy "rzucamy palenie".../, dlatego należy go potem utrwalać i udoskonalać. Wierzcie mi, to naprawdę działa. Sprawdziłem.


Podziel się
oceń
15
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Śnienie...

wtorek, 17 lutego 2015 11:18

ŚNIENIE...

Wracają do mnie

sny

wymazane gumką-myszką

obrazy

zanim przypłyną Ci, na których czekam

ci-obcy wchodzą bez pukania

z twarzą

odciśniętą na poduszce

zaciskam powieki...

Przez chwilę wierzę

że życie jest

podarunkiem na jawie

wymazywanym


Podziel się
oceń
10
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Ryk "świętych krów" !

poniedziałek, 09 lutego 2015 12:46

Robi się gorąco. 'Zima wasza - wiosna nasza !" Na ulice i drogi wyszły branżowe "święte krowy" i ryczą, że im się należy... Dwie najbardziej uprzywilejowane i hołubione grupy zawodowe, górnicy i rolnicy, żądają od rządu zabezpieczenia ich pracowniczych przywilejów i rekompensat za to, na co władze tak naprawdę miały niewielki wpływ. I "Czarni" i "Zieloni" nie chcą słyszeć o żadnych reformach, zmianach strukturalnych i oszczędnościach... Ma być tak, jak jest, a nawet lepiej. Świat się zmienia, ekonomia się zmienia, rynek pracy i zbytu się zmienia...Mimo tego - górnik ma mieć dużo kasy, bo ciężko i brudno pracuje, a jego baba, zamiast iść do jakiejś roboty, ma po śląsku siedzieć w domu, gotować i niańczyć...Zaś rolnik - ma coś tam zaorać, zasadzić i położyć się, żeby samo rosło.

 

Górnikom we łbach przewrócił system socjalistyczny i towarzysz Gierek, który "górniczy stan" wyniósł na szczyty klasy pracującej miast i wsi. Ale wraz z upragnioną przez wszystkich wolnością przyszedł kapitalizm i wolny rynek. Przestarzałe technologicznie kopalnie stają się nieopłacalne, z przerostem zatrudnienia i z milionami ton drogiego węgla zalegającego na hałdach... Bardziej opłaca się sprowadzać węgiel z Rosji, a nawet z Australii... Nie ma klienta - nie ma pieniędzy. Ale taki dumny górnik nie ustąpi z niczego. Cała Polska ma się złożyć na górnika, który ma być dobrze opłacany i mieć robotę na zawsze. W innych zawodach ludzie tracą pracę z dnia na dzień, starają się przekwalifikować, zmienić zawód i miejsce pracy... Nikt się nimi nie przejmuje. Nikt się nie przejmuje sytuacją pracowników sfery budżetowej, którym zamrożono płace. Górnictwo to worek bez dna. Wiele kopalń musi upaść. Nie pomogą przemarsze z kilofami i palenie opon. Za drogo nas to wszystkich kosztuje. Tak dla przykładu: Jastrzębska Spółka Węglowa: średnia pensja - 8,1 tys.zł. Przywileje, premie i nagrody: 13 i 14 / wysokość pensji /, nagroda jubileuszowa do 300% pensji, roczny deputat węglowy - 5 tys. zł., dopłata do podręczników - 100 zł. na każde dziecko, a także finansowanie aż 43 związków zawodowych z ich działaczami. A teraz - Kompania Węglowa: średnia pensja - 6,7 tys. zł., 13 / wysokość pensji /, roczny deputat węglowy - 4,8 tys. zł., dopłata do podręczników - 300 zł. na każde dziecko, dopłata do biletu - 90 zł. dla każdego członka rodziny... I jeszcze Katowicki Holding Węglowy: średnia pensja - 6,4 tys. zł., 13 i14 / wysokość pensji /, roczny deputat węglowy - 4,9 tys. zł., dopłata do podręczników - 656 zł. na  każde dziecko, bilet wakacyjny - 86 zł. na każdego członka rodziny... I do utrzymania 41 organizacji związkowych. W sumie - w kopalniach "rozrabia" aż 160 związków zawodowych ! To prawdziwy "ryczący gigant", grzejący tyłki w gabinetach...

 

"Chłop potęgą jest, i basta !". To cytat z Wyspiańskiego. Sprytnie realizowane hasło, odkąd PSL stał się tak politycznie "do kupienia". Żadna inna grupa zawodowa nie zyskała tak wiele od momentu wejścia Polski do Unii Europejskiej. W tym roku na wsparcie rolników pójdzie prawie 54 mld.zł. Dotacje unijne będą w roku 2015 o 8% większe niż w ubiegłym... A oni blokują drogi. Bo spadły ceny trzody chlewnej po rosyjskim embargu, bo upadł handel z Rosją, bo hodowcy bydła stracili na skutek dwuletniego zakazu uboju rytualnego, bo producenci mleka obawiają się wysokich kar za ubiegłoroczną nadprodukcję, bo należy się im odszkodowanie za szkody wyrządzone przez złośliwe dziki... To winą rządu jest, że nie wymusił na Putinie zniesienia embarga i otwarcia całej Rosji dla naszych płodów; że ugiął się przed miłośnikami zwierząt; że krowy za dużo były dojone i że dzikie dziki musiały coś zjeść... Chłop musi dostać odszkodowanie, bo umrze z głodu. Tak ryczą krewcy działacze rolni na czele z przewodniczącym Izdebskim. Zapomnieli, że każdy rolnik, czy stoi, czy leży, dostaje bezpośrednią dopłatę unijną do wysokości 480 euro za każdy hektar ziemi, jaką posiada.  W przypadku hodowli zwierząt hodowca dostaje dopłatę do wysokości 69 euro za każde zwierzę / nawet za taką kozę - 15 euro /. W tym roku przeznaczono 800 mln. zł. na zrekompensowanie rolnikom wydatków na paliwo. W tym roku państwo / czyli  - my wszyscy / dołoży na świadczenia emerytalne i rentowe KRUS aż 16 mld. zł. / składki rolników to zaledwie 10% /.

 

Nie wszyscy mamy widać "równe żołądki" i pazerność dominuje nad społeczną solidarnością. I tępa siła, i wrzask, i klasowy egoizm... I mówiąc kulturalnie: mam to w dupie. Aż chrupie...

 

 


Podziel się
oceń
8
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Akcja: "obrączka" !

wtorek, 03 lutego 2015 11:06

Posmarkałem się ze śmiechu... W Żarach / gdzie to jest ? / pewnemu funkcjonariuszowi policji, ćwiczącemu w sali sportowej, zniknęła poświęcona małżeńska obrączka. Facet musiał się nieźle wnerwić, bo a nuż przyjdzie żonie do głowy, że chciał ją ukryć przed kochanką, zdjął z całą resztą i... Funkcjonariusz natychmiast zgłosił swoim kolegom na służbie fakt zaistnienia kradzieży tejże obrączki. Czy każdy by tak zareagował ? Ja machnąłbym ręką / nie jestem przecież obrączkowanym gołębiem pocztowym /, albo ostatecznie kupiłbym ładniejszy talizman wierności... I z czego tu się śmiać ? A no z tego, że w sprawie tej obrączki grupa szturmowa uzbrojonych chłopców w kominiarkach wdarła się o świcie / regulaminowa - szósta rano ! / do pięciu mieszkań, żeby przeszukać sprzątaczki i ich mienie... Akcja co najmniej antyterrorystyczna... Terrorysty pod łóżkiem nie znaleziono. Obrączki - także nie. Sprawa pewnie zostanie umorzona. Mąż jakoś wytłumaczy się przed żoną. Wszczął akcję "obrączka", a więc zrobił znacznie więcej niż należało. Koledzy zaliczyli ćwiczenie bojowe... Wystrzelono z armaty do muchy... Ciekawe, czy fakt kradzieży obrączki zgłoszony przez szaraka-rodaka poruszyłby równie mocno służby bezpieczeństwa publicznego ? Funkcjonariusz ruszy tyłek jak widzi trupa. Może być z obrączką.


Podziel się
oceń
7
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

"Pelikan" w teatrze...

wtorek, 27 stycznia 2015 10:26

Pojechałem w sobotę do Olsztyna, gdzie w Teatrze im. S. Jaracza odbyła się premiera "Zabawy z ogniem" wg. Augusta Strindberga. Jestem niejako jej współtwórcą, albowiem wykorzystano m.in. mój przekład dramatu Strindberga "Pelikan"... Młodzi adepci sztuki aktorskiej stanęli na wysokości zadanego im zadania. Najczęściej wodziłem wzrokiem za paniami: Sylwią Krawiec i Katarzyną Jędrychowską. Młody reżyser, Andrzej Majczak, zrobił, co mógł, żeby uwspółcześnić starego, ale jednak jarego Augusta... Dorzucił do przekładu parę mocnych słówek... Na koniec - wszyscy dostali zasłużone i mocne brawa. Ja dostałem różę. Byłem, ma się rozumieć, zadowolony. Żona także. Próbowałem zadzwonić do Augusta...


Podziel się
oceń
8
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Franek wrobiony we franka !

poniedziałek, 26 stycznia 2015 16:23

Franek wrobiony we franka. Na własne życzenie. Czy ktoś go zmuszał, żeby wziął kredyt w obcej walucie ? Mimo, że nie miał zdolności kredytowej, skusił się na kredyt po szwajcarsku. Inni brali w złotówkach - frajerzy ! On wykombinował raty prawie o połowę mniejsze. Przez lata sporo zaoszczędził na tym interesie. Teraz płacze i żąda pomocy od rządu. Wszyscy podatnicy mają się złożyć na chytrusa, który nie pomyślał, że jak się bierze kredyt na 30 lat, to w tym czasie sporo może się zmienić. Nawet kurs szwajcarskiego franka.

 

A w narodzie alarm - bo u nas bywa tak, że podobno obowiązuje nas tzw. solidarność społeczna z wszelkiego typu frajerami i ofiarami losu... Zatem swawolni kredytobiorcy stali się ofiarami krwiożerczych banków, które teraz rząd Ewy Kopacz ma zmusić do odstąpienia od należnego zarobku i ratowania klienta Franka, który nie wiedział, co podpisuje / bo małym druczkiem / i zbankrutował z własnej głupoty. Ja się nie dałem wrobić we franka. Wziąłem kredyt w złotówkach. Też bym chciał, żeby naród się ze mną zsolidaryzował i  dokładał mi miesięcznie kilkaset złotych do raty kredytowej. Demokratycznie. I mało mnie rusza, co zrobi taki Franek, obserwując komornika zza firanek... Gdy wstaje ranek... Hej !

 

 


Podziel się
oceń
6
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Jestem - za, a nawet - przeciw...

czwartek, 08 stycznia 2015 12:21

To oczywiste: przyłączam się do zgodnego chóru oficjalnych i nieoficjalnych komentarzy potępiających egzekucję, wykonaną przez islamskich terrorystów na pracownikach tygodnika satyrycznego "Charlie Hebdo". Takich zbrodniczych akcji jest coraz więcej. Na ulicach, w szkołach, w marketach, nawet w świątyniach. Cywilizacja Zachodu zerwała się z łańcucha twardych norm, zasad i kryteriów. Nasza kultura dryfuje w obszary nieokiełznanej i manipulowanej konsumpcji i rozbuchanej widowiskowości, napędzanej przez rozwój mediów. Kulturę życia zastępuje kultura oglądania... W tym widowisku każdy chce być aktorem pierwszoplanowym. A najlepiej się gra krwawe role. Najciekawsze są tragiczne historie. Zło fascynuje - Dobro nudzi. Na medialnym topie najdłużej utrzymują się mordercy i zboczeńcy. Czy taki model życia, podważający tradycyjne wartości i normy społeczne, może się podobać Cywilizacji Wschodu ? Nie musi. Więcej - stanowi realne zagrożenie. A my ciągle chcemy "nawracać dzikusów", narzucać nasz styl życia i "cywilizować". Nie bezinteresownie bynajmniej. A potem jesteśmy zszokowani, że jacyś islamiści strzelają do naszych prominentnych przedstawicieli gatunku. Żeby było jasne: jestem - za. Za potępieniem i ukaraniem sprawców masakry w paryskiej redakcji.

 

 Jestem - nawet przeciw... Jestem przeciwko jednostronnej i tendencyjnej ocenie tego, co się stało. Nikt nie chce bronić morderców, chyba że jest opłaconym adwokatem. Ale nasz bunt nie może się sprowadzać do wrzucenia sprawców do "terrorystycznego worka". Zbyt łatwo i powierzchownie operuje się w dyskusjach etykietami "fundamentalizm", "terroryści", "imigranci", "szaleńcy"... To nie daje odpowiedzi na pytanie: dlaczego ? Dziennikarze z satyrycznego tygodnika w imię "wolności słowa" i prasy pozwolili sobie kilkakrotnie ośmieszyć rysunkowo proroka Mahometa. Jakoś nikt w cywilizowanej Francji na to się nie oburzył, ani nawet skrzywił. Bo nie lubimy tych krwiożerczych islamistów i kochamy wolność w każdej postaci. Wyobraźmy sobie taką sytuację: w islamskim pisemku satyrycznym, wydawanym w Paryżu, ukazuje się rysunek Chrystusa na krzyżu, który woła: "Dajcie wódki i śledzia !"... Czy ktoś z Francuzów sięgnąłby po karabin ? Nie. I nie dlatego, że brzydko jest zabijać. Po prostu, z naszej religii i wiary można dzisiaj robić jaja, jakie nam przyjdą do głowy. Także w Polsce. Nie szanujemy ludzi, nie szanujemy ich przekonań i tego, w co mają prawo wierzyć. Nie piszę tego z pozycji polskiego fundamentalisty. Jestem człowiekiem niewierzącym. Nie potrzebuję żadnej religii, żeby być przyzwoitym człowiekiem i zasłużyć na "zbawienie wieczne"... Ale "wiara" należy do wartości istotnych, duchowych i intymnych. Nie tylko wiara katolicka. Także ta z Islamu. Czasem trudno odróżnić fanatyka religijnego od człowieka głęboko wierzącego. Nie pochwalam drwin z cudzego Boga, mimo że dekalog ostrzega: "nie będziesz czcił bogów cudzych przede Mną..." Głupie te rysunki i to zabijanie.


Podziel się
oceń
11
3

komentarze (11) | dodaj komentarz

Zielonogórskie draństwo !

poniedziałek, 05 stycznia 2015 11:10

Rzecz nie w tym, kto ma rację. Racja jest pewnie gdzieś pośrodku. Rzecz w tym, że istnieją zawody, które mają chronić nasze zdrowie i życie od różnego rodzaju zagrożeń. Są to przede wszystkim służby ratownicze, służby porządkowe, służba zdrowia... Pracownicy w tych profesjach muszą sobie zdawać sprawę, że są w każdej chwili do naszej dyspozycji; że to  jest posłannictwo; że nie mogą odmówić pomocy nawet narażając własne życie... Interwencja zespołu ratowniczego w zagrożonej kopalni jest równie niezbędna, jak pomoc lekarzy w przychodniach. Jeśli wybiera się taki zawód, to nie ma tutaj mowy o strajkowaniu, o zamykaniu drzwi przed nosem ludzi chorych, o stwarzaniu zagrożenia dla życia. Ci, którym to nie pasuje, niech po prostu zmienią pracę.

 

Porozumienie Zielonogórskie lekarzy-cwaniaków, hołubione i rozpuszczone kiedyś jak dziadowski bicz przez byłą minister zdrowia, a obecnie premiera, Ewę Kopacz, pozwoliło sobie na odmówienie pomocy ludziom chorym. Obserwując w telewizorze prezesa / jednego z kilku ! / tegoż "porozumienia",a raczej "zmowy", Jacka Krajewskiego, który z przyklejonym do gęby uśmieszkiem i na pełnym luzie, tłumaczył, że strajk jest konieczny, bo chodzi im / tym niby lekarzom / o lepszą obsługę pacjentów, o wypoczętych doktorów... A wyszło, że chodzi o kolejne i wyższe podwyżki wynagrodzeń. Służba zdrowia to worek bez dna. Sporo tutaj bałaganu i marnotrawstwa publicznych pieniędzy. Rząd nie daje sobie z tym rady. Najbardziej poszkodowany jest pacjent. Lekarz ma, jak pączek w maśle.

 

Nie-porozumienie Zielonogórskie kręciłoby dalej swoje lody / prywatne interesy /, gdyby nie nieśmiała próba ministra zdrowia, żeby coś jednak w tej służbie poprawić... Zrzeszonym doktorom nie spodobało się, że będzie więcej pieniędzy dla tych kolegów, którzy się dokształcają i nadążają za rozwojem wiedzy medycznej. Dla dobra i bezpieczeństwa pacjentów. Jak w każdym zawodzie są tutaj lenie i nieudacznicy, udający fachowców. Ilu ludzi myśli z przerażeniem o oddaniu własnego życia w ręce nieuka z dyplomem ? Temu "porozumieniu" nie zależy na jakości leczenia, ale na równości w kieszeni. Dla nich wprowadzany pakiet onkologiczny sprowadza się do dodatkowej papierkowej roboty, bo lekarz będzie musiał wypisać "zieloną kartę", a wcześniej dokładniej i profesjonalnie zbadać pacjenta... Za wykrycie choroby nowotworowej dostanie dodatkową kasę ! Ale tępy doktor tej kasy nie dostanie. A najwięcej tępych doktorów jest w Porozumieniu. Ot, i cała prawda.

 

Chorzy ludzie złorzeczą przed zamkniętymi przychodniami. Szpitale nie są w stanie przejąć wszystkich zadań przychodni. Żeby dostać się do lekarza, który nie strajkuje, trzeba wydostać kartę choroby z zamkniętej przychodni. Strajkujący postawili warunek, że taką kartę wydadzą, jeżeli pacjent zobowiąże się, że nie zmieni swojego strajkującego lekarza na tego, który nie strajkuje i go przyjmie... Paranoja i draństwo ! Tym gnojom nie należy ustępować. Sami postawili się poza granicą człowieczeństwa. Igrają z naszym życiem. Nie da się wszystkiego zrzucić na rząd, jaki by on nie był. Prawdziwy lekarz udzieli pomocy o każdej porze, za darmo, a jak nie ma lekarstwa, "uleczy" dobrym słowem... Jest strażnikiem Życia. Bezwarunkowym.

 

 

 

 

 

  

 

 


Podziel się
oceń
7
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Wierszyk okolicznościowy...

czwartek, 01 stycznia 2015 11:20

Niechaj Roczek, co nadchodzi,

wszystkich brata, wszystkich godzi.

Zdrówka niech nie szczędzi wcale,

da poszaleć w karnawale,

zimy niech nam nie zagrypia,

w lecie gruszek nie zasypia,

jesień niech nam znów czerwieni,

nie zagląda do kieszeni

i gotówką nas obdarza

w każdy dzionek kalendarza...

Niech w sukcesy nam obrasta,

kłopotami niech nie szasta

i niech miłość nam przygoni,

od radości niech nie stroni -

czyli szczęścia wiele, wiele...

Tako życzą Przyjaciele,

ci, co mają na swym oku

pomyślności dar w tym Roku !

 

                  Ewa i Józek Jasielscy - z noworocznym pozdrowieniem !!!


Podziel się
oceń
7
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Powrót z sylwestrowej zabawy ?

czwartek, 01 stycznia 2015 11:09

matrix2.jpg


Podziel się
oceń
5
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Hej, kolęda...kolęda !

wtorek, 23 grudnia 2014 11:35

Wszystkim Przyjaciołom, Znajomym oraz Gościom mojego bloga zasyłam niniejszym Najlepsze z Najlepszych Życzenia: zdrowia niewyczerpanego, humoru angielskiego, pieniążków rafineryjnych, przyjaciół od niedźwiedziego przysłowia, pogoni za szczęściem bez zadyszki i nawet wiele tego, co wcale niepotrzebne... Miłego świętowania na  koniec tego i początek nowego Roku !  Oby nam się...!!!


Podziel się
oceń
5
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Marsz niepełnosprawnych umysłowo ?

poniedziałek, 15 grudnia 2014 16:47

Marsz po mieście jest jednym z przejawów i przywilejów ludowej demokracji. Z lubością wspominam dawne pochody pierwszomajowe okraszane balonikami i gorącą kiełbaską... Tak czy owak - dzisiaj uważam taki rodzaj politycznej rekreacji za zdzieranie cholewek i gardeł, za kolorowe zbiegowisko frustratów i jajcarzy wszelkiej maści... Także za bezrozumny tłum, podatny na manipulacje i chore emocje. Nie wchodzę w ten interes w żadnej sprawie ! Marsz politycznej sekty zwanej Pisem był dobitnym przykładem zbiorowej utraty rozumu i psychicznego zaczadzenia. Jego organizatorzy postanowili wykorzystać propagandowy mechanizm goebelsowski: kłamstwo powtarzane wielokrotnie staje się prawdą. Bo kłamstwem okazało się ich zapewnienie, że "marsz będzie miał pokojowy charakter". Tyle agresji i nienawiści warszawska ulica dawno nie oglądała. Próbowano zakrzyczeć nasz rozum, że Polska nie jest krajem demokratycznym. Gdyby ten argument dla debili był prawdą, taki rodzaj "patriotycznej" demonstracji byłby natychmiast spacyfikowany przez policję. Marsz " w obronie demokracji, która nie wymaga obrony... Paradne ! Chyba, że chodzi tutaj o jakieś nadzwyczajne "demokratyczne" przywileje dla zdychającej prawicy po prawicy ojca-dyrektora ? Podobno maszerowano " w obronie mediów", którym dyktatorska władza zezwoliła na medialną obsługę wrogiej manifestacji... Prezes Jarosław ubzdurał sobie, że będzie bronił wszystkiego, co wcale nie potrzebuje obrony. Ta absurdalna koncepcja polityczna / negowanie wszystkiego / okazuje się lepsza od konkretnego programu. Jest nie do zrealizowania i PIS o tym wie, i to partię jeszcze trzyma przy życiu. Kaczyński "stoi pod ścianą"...

 

Wmawianie ludziom, że dzisiejsza Polska niczym nie różni się od Polski komunistycznej i że nadal rządzą nią komuniści jest idiotyzmem skierowanym do osób niepełnosprawnych umysłowo. Jak się okazało mamy ich w kraju kilkadziesiąt tysięcy. Niewiele. Ze smutkiem odebrałem obecność wśród nich aktora Zelnika, który niczym Faust / a nie - Faraon / zaprzedał duszę i jak potrafił, tak zainterpretował dęte frazesy ze ściągawki. Ale i tak najważniejszą rolę odegrał wodzirej procesyjny, Joachim Brudziński, wykrzykując ze swojej ściągawki brednie i hasła prowokujące tłum do większej aktywności... Jakiej ? Do zamachu stanu ? "Raz sierpem, raz młotem w czerwoną hołotę !" W legalny rząd i byłych kolegów z "Solidarności" ? Do marszu zaproszono nawet samego... Chrystusa ! Na narodowej fladze  wypisano słowo: "Dorżnąć..." Czy to nie jest zbezczeszczenie sztandaru ? I kto tutaj gwałci demokrację, honor i Ojczyznę ?

 

Prezes Kaczyński najpilniej wymaga psychiatrycznego leczenia. Żyje bowiem w rzeczywistości urojonej, a jego talent manipulatorski byłby poważną konkurencją dla nieobecnego już w polityce Goebelsa. To szkodnik, który zbiera wokół siebie społeczny element najniższego sortu. Pasożytuje na narodowych klęskach, konfliktach i fobiach. Facet na wskroś niebezpieczny, z czego nie zdają sobie sprawy ludzie przez niego prowadzeni i tumanieni. Pozwolę sobie zacytować wybitnego twórcę, Kazimierza Kutza: " Nie będę odkrywczy, gdy powiem, że człowiekiem, który dokonał we współczesnej Polsce największych szkód, jest Jarosław Kaczyński. Psuje tę naszą Polskę namiętnie. Niszczy państwo, morduje w ludziach potrzebę emocji ojczyźnianych. To potwór odpowiedzialny za degrengoladę sfery uczuć wyższych do ojczyzny." / "Newsweek", 1-7.12.2014 /. Cała nadzieja,  że ten "potwór" niebawem się wykończy... Wyciąga łapki po władzę. Za krótkie. Pozostaje pytanie: jak wyleczyć niepełnosprawnych umysłowo ?


Podziel się
oceń
9
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

Wybory - czyli siła przyzwyczajenia...

poniedziałek, 17 listopada 2014 17:41

Wrzucanie kolejnych kartek do urn w kolejnych latach przy niedzieli staje się coraz bardziej jałowym samogwałtem... Nie pamiętam wyborów, które cokolwiek zmieniły na lepsze poza zmianą posad tych co na posadach. Ponad połowa naszego społeczeństwa zrozumiała to dużo wcześniej i dała sobie spokój z wrzucaniem do urny. Opornym zarzuca się brak patriotyzmu, a nawet głupotę, bo przecież sami pozbawiają się wpływu na rządzących... Ale ci oporni sprawdzili już wszystkie nasze partie u władzy, a także nikły wpływ na ich poczynania. Wniosek jest jeden: nieważne kto rządzi, będzie jak było. Po co wybierać, żeby legitymizować dożywotnie posady i układy ? Twarda rzeczywistość skoryguje cudowne obietnice, "rewolucjoniści" zostaną szybko obłaskawieni przez grupy nacisku, wtopią się w zastane układy... Byle się wzbogacić do następnych wyborów ! Połowa narodu nie daje się nabierać. Polityków i działaczy jakoś to nie martwi. 

 

No i po kolejnych wyborach ! Połowa społeczeństwa znowu pokazała środkowy palec. "Uczone głowy" na telewizyjnych forach mozolnie analizowały przegraną PO i wygraną PIS-u po dziewięciu latach. A przecież ten incydent zaledwie trochę zamiesza w samorządach... Nie ma się co nadymać i puszyć. Polska nadal jest "przełamana na pół"; scena polityczna nadal "zabetonowana", część społeczeństwa tylko wypełniła swój obywatelski obowiązek, a rodziny kandydatów zawalczyły o dofinansowanie i prestige. O przewadze PIS-u zadecydowała męska decyzja prezesa Kaczyńskiego, który wywalił na zbity łeb trzech swoich ulubieńców. Był to prawdziwy "rzut na taśmę". Zaskoczyło to szanowne społeczeństwo, pomne tego, jak przewodniczący Tusk osłaniał swoich niegrzecznych kumpli... Zaskoczyło także świeżą panią premier, która z matczyną wyrozumiałością zagarnęła pod swoje skrzydła niesfornych chłopców i wmawia nam, że tak będzie najlepiej. Elektorat jednak nie uwierzył w moc politycznego miłosierdzia. 

 

Kilkuprocentowa "wygrana" PIS-u niewiele znaczy i zapowiada na przyszłość. Wybory podejmują nie ludzie, ale ich emocje. Trzeba dobrze grać na emocjach. Zależnie od okoliczności. Dzisiaj zagrał na nich PIS, jutro może ktoś inny. I tak wkoło Wojtek... Tak sobie myślę, że żeby scalić tę Polskę i rozdarte jak szmata społeczeństwo, trzeba prawdziwego kataklizmu. Pozwólmy, żeby Kaczyński wygrał następne wybory. Niech nas sfundamentalizuje, napada w domach o świcie, uruchomi obozy dla pedałów, wypowie wojnę Rosji... Może wtedy naród zgodnie przejrzy na oczy. Pójdzie jak jeden mąż do urn i wymiecie po wsze czasy to, co pisem pisane i pomiot jego. Ahoj !


Podziel się
oceń
10
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Kanalie przy władzy i kasie !

poniedziałek, 10 listopada 2014 12:31

To nic odkrywczego: polityka to bagno. Politycy to w 80% miernoty, lenie, cwaniacy żądni władzy i łatwych pieniędzy. Znam takich wielu. Pchają się na listy przy każdych wyborach. I ludzie ich wybierają ! Ostatnio dali o sobie znać pod sprytnym szyldem: "Prawo i Sprawiedliwość"... Trzech cwaniaków, Adam Hofman, Mariusz Kamiński i Adam Rogacki, wpadło na standardowy pomysł, aby dodatkowo zarobić na służbowym wyjeździe do Madrytu. To powszechna praktyka naszych parlamentarzystów, więc dlaczego by nie... Jechali do pracy, ale zamarzyła im się wycieczka za publiczne pieniądze. Zabrali ze sobą żony, żeby zobaczyły kawałek świata, no i tego... Jak zabawa to zabawa ! Niech tam ! Chociaż ciekawiej w Madrycie z cudzą żoną. Robota nie zając, więc w Madrycie podpisali tylko listę obecności i w miasto... Też bym tak chciał. Ale nie z takim "prawem i sprawiedliwością".

 

Żeby zarobić zrobili tak. Bilety lotnicze na przelot tanimi liniami z Warszawy do Madrytu dla ośmiu osób / ! / szanowni posłowie kupili jeszcze pod koniec września, czyli na ponad dwa tygodnie przed otrzymaniem zgody na przejazd samochodem. Wykombinowali, że samochodem i tak nie pojadą. Po czym, wzięli z sejmowej kasy 19.779 zł., żeby jakoś rozliczyć zaliczkę za przejazd właśnie samochodem... Jakieś lewe rachunki za paliwo, tańsze hotele za zawyżone rachunki... Diabli wiedzą ! Wyszło im, że z tych prawie 20 tys. skubną trochę grosza. Pomysł był chytry, wielokrotnie sprawdzony przez kolegów. Rzecz w tym, czy da się coś takiego utrzymać w tajemnicy. Osobista inteligencja / gdy się ją posiada / podpowiada, żeby założyć ciemne okulary, dostać się dyskretnie na pokład samolotu, a już, broń Boże, nie zabierać ze sobą żony i alkoholu... Przecież akurat przemierzamy samochodem Niemcy ? I stało się ! Nakręcone zakazaną wycieczką żony upiły się w samolocie własnym alkoholem i dały czadu. Trzem wiodącym posłom PIS-u nie udało się wzbogacić. Zaraz po powrocie na fali krytyki i wściekłości ich szefa szybko zwrócili zaliczkę. Że niby nie była potrzebna, bo wzięli tak na wszelki wypadek, gdyby trzeba było np. wynająć samochód w Madrycie, bo tanie linie zastrajkowały, czy coś tam... 

 

Jarosław Kaczyński w obliczu zbliżających się wyborów zareagował zdecydowanie, nie bacząc, że może właśnie eliminuje z polityki swojego gładkiego ulubieńca Adasia... Nie ma wyjścia. Jeżeli ma to być "prawo i sprawiedliwość". Życie jak w Madrycie ! Oczywiście, ten partyjny smród rozejdzie się po gaciach. Marszałek Sikorski chce skontrolować liczne podróże, za przeproszeniem, parlamentarzystów wszelkiej maści, ale co to da ? Może w ogóle nie dawać pieniędzy ? Wtedy wrócą do mamusi... Coś mi się "madryci" w "życi"... Przepraszam, zaraz wracam. Tanimi liniami.


Podziel się
oceń
10
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Ewa z Korą Pierwszą...

niedziela, 09 listopada 2014 11:25

Ewa z Korą1.jpg


Podziel się
oceń
7
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Pora...

piątek, 31 października 2014 11:34

PORA...

 

Pora rdzawego makijażu

wypucowanych cmentarzy

świetlnych kobierców w woskowej poświacie

w sepiowanym wspomnieniu...

Ci co odeszli

gdzieś tu pewnie koczują...

pod podniesionym kołnierzem kurtki

w przyciasnej rękawiczce

w oczach wilgotnych

pośpiesznych zdrowaśkach...

Tyle czułego zamieszania

na jesiennym przystanku

nad rozkwitłym granitem

roztańczonym bezwstydnie płomykiem

nad Bliźnim na wiekuistym zesłaniu...

Potem my

- oby nieśpiesznie


Podziel się
oceń
10
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

Uwaga: żyjemy w sraczu !

czwartek, 30 października 2014 19:08

Zastanawia mnie od kilku lat, dlaczego paru mocno nagłaśnianych przez media reżyserów tak się pastwi nad polską tradycją, historią i Polakami... Rozumiem, bo sam przecież jestem człowiekiem teatru, że sztuka powinna jakoś tam "odzwierciedlać rzeczywistość",skłaniać widza do refleksji, nakręcać jego emocje, a może nawet namawiać do społecznego sprzeciwu wobec... No właśnie - wobec czego ? Czy rozpieszczani nagrodami i pochlebnymi recenzjami agresywni ideologicznie reżyserzy naprawdę cierpią, że naród jest taki zaściankowy, kłótliwy, bałaganiarski i zabobonny, czy też uprawiają prymitywną komercję pod hasłem: "to się dobrze sprzedaje" ? Teatralny obraz ich "Polski" / nie -  mój / jest dwuznaczny, odpychający, szpetny i katastroficzny.

 

Znowu się przyczepię do reżysera i dyrektora jeszcze ponoć Narodowego Teatru Starego w Krakowie, Jana Klaty. On naprawdę nas nie lubi i koniecznie chce "przerobić w aniołów"... Z zaciętością wartą gorszej sprawy wykoncypował przedstawienie na podstawie sztuki Alfreda Jarry "Król Ubu". Tenże Jarry sporo lat temu napisał zgrabny dramatyczny pamflet na Polaków walczących w niewybredny sposób o władzę. Jerzy Jarocki zmajstrował z tego pyszny artystyczny przekaz. Jan Klata wyśnił / chyba w pijackim widzie / metaforę Polski chamskiej, wulgarnej, kretyńskiej i kloacznej; z gigantycznym sedesem-tronem w centrum obrazu. Postawił na oczyszczającą moc sracza - "Gówno nas wyzwoli !" Na scenie panoszy się banda rozbudzonych seksualnie prominentów, uprawiających kopulację, bijatykę na kolorowe dmuchane maczugi i trójzęby, żrących i wypróżniających się... Król Ubu biega po scenie z deską klozetową na piersiach niczym w pancerzu... Pojawiła się nawet Conchita Wurst z Eurowizji. Czy to subtelna aluzja do kiełbasy krakowskiej suszonej ? Wszystko to na tle godła narodowego, cara i Smoleńska. W finale srogi car w masce Hannibala Lectera / ? / kieruje polski samolot na brzozę w smoleńskim lesie... Nietakt, toporność i tępota tego "kabaretu" wali po oczach nawet niewidomego. 

 

Mamy uwierzyć, że tacy naprawdę jesteśmy ? Że nasz kraj to gigantyczny sracz, w którym baraszkują napaleni i nażarci politycy oraz ich dziwki, pławiąc się w brudzie, bałaganie i smrodzie ? Czy taki obraz Polski wstrząśnie nami i odmieni na lepsze, szlachetniejsze ? Naiwna wiara w sprawczą moc teatru, czy cyniczne budowanie wizerunku "niepohamowanego artysty" ? Artysta Klata obwieścił na konferencji prasowej, że stworzył dzieło o polskości; tej dawnej i dzisiejszej. Niech mu Bóg wybaczy, który go takim stworzył. A nam aż dziwno, że jeszcze dychamy. Da się to oglądać w maseczkach - ino po co ?


Podziel się
oceń
8
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Mówią...

wtorek, 28 października 2014 11:24

MÓWIĄ...

 

Mówią

życie tak krótkie

tyle by się chciało

zaklinają w marmur

nieuchronność kresu

w mosiądz tablic

w cierpliwość papieru

ciągną tę nić żywota

poza stratosferę

wśród świec topliwych

czekają na przydział...

Życie tak krótkie 

by nie tracić 

czasu

na wieczność


Podziel się
oceń
9
1

komentarze (6) | dodaj komentarz

Rośnie popyt na głupotę !

poniedziałek, 27 października 2014 17:37

Cóż z tego, że rozwija się nauka, technika i technologia ? Że wynalazek internetu znacznie poszerzył dostęp do źródeł informacji ? Że znaleźli się ludzie, którzy rozumieją, jak ważny jest rozwój osobisty i nadążanie za uciekającym światem specjalistów i nowoczesnych technologii ? 80% społeczeństwa zostaje w tyle; nie chce się uczyć, nie chce się zmieniać na lepsze, nie podejmuje ryzyka... To dla takich ludzi produkuje się prymitywne gadżety, banalne seriale telewizyjne, kolorowe programy rozrywkowe i prezentacje tych samych "gadających od rzeczy głów"... Jest popyt na łatwiznę, ekstrawagancję, wyskoki, numery, bajery i na wszystko, co głupie, byle śmieszne...

 

Piszę to wszystko nieco zniesmaczony, chociaż nie zdziwiony bynajmniej, rosnącą światową sławą numeru internetowego z psem-pająkiem. Człowiek o nazwisku Wardęga wpadł na pomysł, że przebierze pieska w dużego pająka, zrobi filmik i wrzuci do sieci. Pomysł głupi, chociaż może i śmieszny. Biedne zwierzę biega tu i tam... I co ? Poza absurdem i radochą sieciowej gawiedzi. Są tacy, którzy przyczepiali puszki po piwie do psich ogonów... Tylko nikt z nich nie sporządził filmiku. Nie wiem, co na to Towarzystwo Ochrony Zwierząt... Gdyby tak na tego Wardęgę narzucić ogromnego pluszowego słonia i kazać mu, żeby pobiegał po schodach... Podsuwam pomysł gratis: kot biegający w charakterze biedronki. I nowy filmik w sieci. Rzecz w tym, że znalazł się popyt na taką "głupawkę". Internauci klikają jak szaleni, żeby to dziwo obejrzeć. Wardęga urasta do rangi takiego Salvadora Dali i już go na poważnie pokazano w telewizji. Z tego pospolitego klikania dorobił się Wardęga już prawie pół miliona złotych ! I niech ktoś powie, że z głupoty własnej i cudzej nie można wyżyć !


Podziel się
oceń
11
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Kościół otwarty, choć zamknięty...

sobota, 18 października 2014 16:11

Już nikt nie da się nabrać na pozorowane zmiany w Kościele katolickim. Jedyna konkretna "reforma" to zmiana papieskich trzewików z czerwonych na czarne. Jeden schorowany staruszek, który wygrał wybory, nie jest w stanie wyjść poza deklaracje i medialne gesty. Tak też i z ostatniego synodu biskupów w Watykanie nic nie wyszło... No, coś tam wyszło ! Wyszło orędzie na temat rodziny, w którym kolejny już raz podkreślono, że Kościół musi być otwarty i nie może nikogo wykluczać. Albowiem: "Chrystus pragnie, aby jego Kościół był domem z drzwiami otwartymi zawsze z gościnnością, bez wykluczania kogokolwiek." Koniec cytatu. Być może sam Chrystus gdzieś tam tego pragnie, ale mocarni hierarchowie napierają na te jego gościnne drzwi. Wygląda na to, że jeszcze o tym nie wie, bo... Bo co ? Bo pokarałby choćby wysypką kardynałów-pedofili ?  O tych "drzwiach" też zapomniał ?

 

Najbardziej zaciekawia i zarazem irytuje ta "kościelna logika". Kościół musi być otwarty, ale biskupi nie zajęli żadnego stanowiska w sprawie rozwodników odsuniętych od komunii św. Dla nich Kościół pozostaje zamknięty. W orędziu zapomniano też o homoseksualistach, chociaż wcześniej dyskutowano o konieczności "otworzenia im drzwi"... Ale po kumotersku, dla własnych homo-  są one szeroko otwarte. O kościelnej pedofilii - ani mru-mru... Tutaj drzwi są zatrzaśnięte. Coś się tam robi dla pozoru. Orędzie / nie - biskupi / próbuje otworzyć się na kobiety: "Myślimy także o kobietach, które doznają przemocy i są wykorzystywane, o handlu ludźmi, o dzieciach i młodzieży - ofiarach nadużyć ze strony tych, którzy mieli ich chronić i zapewnić im wzrost w atmosferze zaufania." Koniec cytatu. Zgadza się: Kościół wyłącznie "myśli o nas i modli się", ale nic nie robi. Tak najłatwiej. Nic nie robi w sprawie przemocy w katolickich rodzinach, konserwując średniowieczny pogląd o wyższości mężczyzny nad kobietą. Nic nie robi w sprawie dzieci-ofiar wyświęconych pedofilów... Nic nie robi, a raczej jest bezradny. Poucza i piętnuje w kazaniach...Nie znam takich, co by się od tych kazań poprawili. A taki synod, co to niby otwarty, choć zamknięty - psu na budę ! Ale wierni i tak to kupią. Na zdrowie !


Podziel się
oceń
9
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Cud nad Wisłą !

wtorek, 14 października 2014 12:25

Trochę ponarzekam... Takiej euforii w narodzie dawno nie widziałem. Pompujemy ten balon sukcesu do granic wytrzymałości... Po raz pierwszy w naszej Historii pokonaliśmy Niemców / nie licząc bitwy pod Grunwaldem /. Okazaliśmy się lepsi od nich w... piłce kopanej. Co napawa ogromną dumą nawet prezydenta RP, a jeden z posłów PO stwierdził, że to zasługa jego partii... To pokazuje, jak jesteśmy głodni jakiegokolwiek sukcesu. Udało się po kilkunastu latach piłkarskiej mizerii i kompromitacji. Optymiści / których pozdrawiam / już widzą w tym historyczny przełom / nawet Jan Tomaszewski, który wcześniej "wieszał psy" na Nawałce /. Też chciałbym to zobaczyć.

 

Chociaż cieszę się / bez palpitacji / z całym narodem, jednak zobaczyłem to, czego nie chciałbym oglądać w dzisiejszym meczu ze Szkocją. Na tle osłabionej kadrowo i zdekoncentrowanej reprezentacji Niemiec nasi chłopcy rzeczywiście po raz pierwszy od lat "gryźli trawę", ale z umiejętnościami jest jak dawniej. Cały ten mecz to "obrona Częstochowy". Do przerwy nasi przeciwnicy powinni wygrywać 3:0. Zadziwiająca była ich nieskuteczność strzelecka. Nasi trafili w światło bramki zaledwie trzy razy ! Z tego wyszły dwie zwycięskie bramki. Bo aż trzech niemieckich obrońców nie potrafiło pokryć Milika / ten wzrost ! /, no i Mila dostał tak proste podanie od Lewandowskiego, że nawet trampkarz trafiłby do siatki... Co jeszcze zobaczyłem ? Sporo niecelnych podań, nieumiejętność przytrzymania piłki, brak skutecznych zagrań napastników ze skrzydeł, bo nadal nie mamy prawdziwych skrzydłowych do obsłużenia Lewandowskiego na szpicy... Nie mamy także dobrych pomocników, dlatego oddajemy środek pola. Szczęsny "zatrzymał Niemcy" przy kompletnej indolencji strzeleckiej przeciwnika. Nie wiem, dlaczego Niemcy sprawili nam taki prezent i tyle radości po latach posuchy. "Cud nad Wisłą." 

 

Dzisiejszy mecz ze Szkocją nie będzie "powtórką z rozrywki". Nie wydaje mi się, żeby Szkoci zaliczyli taką wpadkę. Czy narodowa euforia utrzyma się do wyborów ? O tym marzą ludzie u władzy, mający patent na "cuda" w polityce. A nasi niechaj teraz wygrają z klasą, a nie byle jak. Może wtedy wpadnę w euforię. Bez palpitacji.


Podziel się
oceń
8
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Dla każdego - coś miłego !

czwartek, 02 października 2014 12:15

Inauguracja premierowania Ewy Kopacz nie wyszła poza sejmowy standard. Jak zwykle: długa lista obietnic i zamiarów. Lista zbyt długa i "po babsku" drobiazgowa; od narodowego bezpieczeństwa do szkodliwych czipsów w szkolnych sklepikach... Czy premierując zaledwie rok, uda jej się także z tymi sklepikami ? Prawie wszystkie "składniki" zostały w tym sejmowym "daniu" poskładane i wymieszane - jak w domowej kuchni na Wigilię... Pod hasłem Zgody i Współpracy. Pamiętamy, że Donald Tusk wybrał na swoją inaugurację Miłość. Nie wyszło. Lista życzeniowa Ewy Kopacz zawierała to, czego przez 7 lat nie zrobił rząd Donalda Tuska i obietnicę "odbudowania zaufania" do PO. Ciekawe, że były premier był z tego zadowolony i chwalił następczynię... Wie, że jej też nie wyjdzie ? 

 

"Zgoda" - jako wiodące hasło poczynań i planów, wpłynęło na określony skład rządu / pogodzenie zwaśnionych frakcji /, a także na rodzaj złożonych obietnic. Dla każdego - coś miłego !. Trzeba było zadowolić koalicyjnego partnera i dlatego wysuwane przez PSL żądania znalazły swoje miejsce w sejmowym wystąpieniu. Za to ani słowa o koniecznej reformie KRUS-u. Ma być zgoda. Protest górników - robimy prezent w postaci 100 mln.zł.. Bez żadnych zmian - żeby był spokój. Dowartościowanie, wzorem prezydenta Obamy, weteranów z Afganistanu przez postawienie na baczność obecnego na sali pułkownika. Moment sam w sobie wzruszający. Apel do Jarosława Kaczyńskiego, żeby "przerwał nienawiść" z Donaldem Tuskiem zabrzmiał swojsko i sensownie; Kaczyński zaraz rękę podał Tuskowi i dobrze życzył, czym złapał parę punktów w najbliższych sondażach. Żeby nie psuć pogodnego nastroju "zgody", Pani Premier przemilczała poważne problemy, związane z agonią systemu emerytalnego, z fatalnym stanem służby zdrowia, z kulejącą oświatą i szkolnictwem / darmowy podręcznik nie czyni wiosny /, z ucieczką młodych wykwalifikowanych kadr za granicę... Ogólnonarodowa zgoda pomaga w rozwiązywaniu problemów, ale ludowe przysłowie słusznie ostrzega: "Jeszcze się taki nie narodził, co by każdemu dogodził". Czasem uparte i programowe dążenie do zgody powszechnej staje się barierą na drodze do koniecznych zmian. / np. "święte" branżowe przywileje /. Nie zawsze "zgoda buduje" - czasem "rujnuje". Zawsze drogo kosztuje. Nie namawiam do konfliktów. Ale tam, gdzie ktoś zyskuje, także ktoś traci... No, dobra !

 

Jeszcze o kosztach premierowania. Ewa Kopacz starała się, żeby do każdej obietnicy przypisać określone koszta. Rozdzielała miliardy na prawo i lewo. Oczywiście, miliardy z Unii Europejskiej, a nie z naszego obciążonego długiem publicznym budżetu. To jakby trochę uwiarygodniało te obietnice. Będziemy dostawali te miliardy do 2020 roku. Co będzie potem, strach pomyśleć ! Niektóre obietnice i zamiary sięgają końca unijnej dotacji. Pani Premier nie ukrywa, że chciałaby premierować dłużej... Niemniej jednak, będę się upierał, że pewnych rzeczy się nie załatwi, jak się człowiek nie pokłóci. 

 

Jeszcze o profesorce / dla mnie każdy profesor jest trochę podejrzany / Krystynie Pawłowicz. Nie lubię tego pisowskiego babska. To ograniczone i chamskie indywiduum w trakcie wystąpienia premiera polskiego rządu demonstracyjnie czytało gazetę... Szkoda słów !

 

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
9
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

Ośla moralność !

piątek, 26 września 2014 13:30

Działo się to / a jakże ! / w mieście Poznaniu, znanym ze swej wrażliwości moralnej ponad kreskę tolerancji obyczajowej. Po moralnej zadymie wokół przedstawienia z Golgotą wśród golasów, przyszedł czas na moralność w ZOO. A to słoń-gej upodobał sobie kolegów, a słonice odpędzał trąbą, co z niesmakiem zauważył wrażliwy prawicowiec... A to niedawno na oczach zaciekawionej dziatwy i zbulwersowanych rodziców, niemoralny zgoła osioł zaczął kopulować z oślicą. Oboje zapomnieli, że takie świństwa robi się w sypialni przy zasuniętych storach i po ciemku. Ale nie na wybiegu ! Zaraz pewna radna z Poznania podniosła takie larum, że w ZOO czym prędzej rozdzielona samca od samicy, co pozbawiło sześcioro dzieci ojca na jakiś czas. Skąd się biorą takie reakcje pro-moralne, nie mające nic wspólnego z Dekalogiem, bo przecież sam Stwórca tak zaprojektował tego osła, żeby on dla rozmnażania się właził od tyłu na oślicę bez względu na publiczność ? Co jest zresztą bardzo ludzkie. Pamiętamy, jak nasi rodzice podobno "znaleźli nas w kapuście" albo "przyniósł nas bocian"... Człowiek pojawia się na świat tak, jak każdy osioł. Niektórzy pozostają osłami do końca życia. Ukrywanie przed dziećmi, że są owocem kopulacji / także od tyłu / jest głupie i beznadziejne. Nie wiem, co robi moralna radna z Poznania, żeby się rozmnożyć... Fakt - nie robi tego w ZOO. Prawa natury nie mają nic wspólnego z prawem moralnym. Na szczęście. A radna ? Może przez tę traumę przestanie kopulować... A może odwiedzać ZOO ? A może ona po prostu nie może... Dlatego może... Boże !


Podziel się
oceń
7
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

czwartek, 23 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  721 393  

Horoskop

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

O mnie

Absolwent socjologii Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, absolwent reżyserii Akademii Teatralnej w Warszawie, scenograf, dyrektor teatrów, tłumacz-adaptator,poeta, dramaturg, krytyk teatralny, wykładowca uniwersytecki,dziennikarz...i fajny chłop! Chcesz wiedzieć więcej: odwiedzaj blogi :
W NURCIE ZDARZEŃ - jasielo.bloog.pl
WEJŚCIE AKTORA ! - j-ski.bloog.pl
LABIRYNT TEATRU - sielski-ja.bloog.pl
WIERSZO-STAN - trajner.bloog.pl
NOTATKI REŻYSERA - frampolanin.bloog.pl
GALERIA - moje premiery - mojepremiery.bloog.pl
AMWAY - to jest to ! - amway.bloog.pl
UT SUPRA - utsupra.bloog.pl
PRZEKŁADY SZTUK ......
Zapraszam także na portal: PISARZE.PL
adres : jasielo@wp.pl










O moim bloogu

bezkompromisowe refleksje i polemiki polityczno-społeczne, profesjonalnie o teatrze,aktorstwie i reżyserii, poezjowanie i przekłady dramatów, coś o kulturze, trochę filozofowania i takie tam...kilka r...

więcej...

bezkompromisowe refleksje i polemiki polityczno-społeczne, profesjonalnie o teatrze,aktorstwie i reżyserii, poezjowanie i przekłady dramatów, coś o kulturze, trochę filozofowania i takie tam...kilka różnych blogów: labirynt teatru, galeria premier, wierszo-stan, przekłady literackie...

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 721393
Wpisy
  • liczba: 508
  • komentarze: 4251
Galerie
  • liczba zdjęć: 0
Punkty konkursowe: 1301
Bloog istnieje od: 3978 dni

Lubię to